PRZEBUDZENIE
„A ty mu pozwoliłeś!” – Serp, czerwony ze złości, krzyczy na Wróżbitę. „Kazałeś mu iść, draniu!”
„Niczego mu nie kazałem robić.” – odpowiada ze spokojem Salazar. „Niczego.”
„Powiedziałeś mu, żeby szedł.” – oczy Dumbledora są zimne, jak Antarktyda. „Wbrew pani Pomfrey i mnie.”
„Niczego mu nie kazałem.” – odpowiada uparcie Sal. „Zadał mi tylko pytanie, a ja mu powiedziałem, co o tym myślę i tyle.”
„Ale WIEDZIAŁEŚ, że cię posłucha.” – Profesor McGonagall jest bliska furii. „Mogłeś go zatrzymać, Salazarze!”
„Jestem Wróżbitą i kiedy ludzie do mnie przychodzą, oczekują uczciwej odpowiedzi.” – Salazar patrzy jej prosto w twarz.
„Ale...”
„Profesor McGonagall, Carmen, dajcie mi skończyć. Zadał mi pytanie i to bardzo trudne, więc posłużyłem się Lustrem Przeznaczenia. Odpowiedź była tak jasna, jak rzadko. Lustro wywrzeszczało mi ją w twarz. Poradziło Severusowi, żeby wyszedł na spotkanie przeznaczenia.”
„Jakiego przeznaczenia?” – Dumbledore unosi brwi. „Śmierci?”
„Nie. Zobaczyłbym śmierć.”
„To co zobaczyłeś?” – Carmen zaczyna krążyć po komnacie, jak tygrys po klatce.
„Ciężko powiedzieć.” – wzdycha Salazar. „Odpowiedź była jednoznaczna, ale nie wiem, co znaczyły te obrazy. Po prostu wiem, że tak jest lepiej.”
„Lepiej?” – warczy Carmen. „Dla kogo?”
„Lustro wybiera najlepsze wyjście dla tego, kto zadaje pytanie.” – wyjaśnia Sal z niewzruszonym spokojem.
„A kto decyduje, co jest najlepsze?” – pyta Profesor McGonagall.
„Lustro tworzy mentalne połączenie z osobą, zadającą pytanie i używa jej systemu wartości.”
„No to Severus znów stanie twarzą w twarz z Voldemortem.” – szepcze Dumbledore. „Wiele ryzykując. Obyś się nie mylił, Salazarze. A co właściwie pokazało ci Lustro?”
„Wiele rzeczy, Dyrektorze. Ból, strach, samotność, zdradę i śmierć – ale nie Severusa – a potem przyjaźń, lojalność i miłość. I galopującego jednorożca.”
“Serpens.” – szepcze Carmen.
„Niekoniecznie.” – odpowiada Salazar. „Obraz był niewyraźny ale chyba widziałem bliznę.”
„Bliznę?” – dziwi się Serp.
„Nie ty jeden masz charakterystyczną bliznę.” – wyjaśnia Wróżbita. „Myślę, że widziałem twoją mamę. Miała bliznę po Eliksirze Vivere.”
„Wiem. Myślisz, że ona naprawdę wróci, czy to będzie jej duch?”
„Sam chciałbym wiedzieć.” – Salazar potrząsa głową. „Jedyne, czego jestem pewien, to tego, że dałem mu prawdziwą odpowiedź. Nie oszukałem go.”
„Teraz możemy już tylko czekać.” – martwi się Dumbledore. „Salazarze, jeśli się myliłeś...”
„Dwie wściekłe Alfy zrobią z ciebie mielonkę.” – warczy Carmen. „Idę na Wieżę śpiewać. Tacie to nie zaszkodzi, a może pomóc.”
„Harry, zostań, proszę.” – Dyrektor czeka, aż wszyscy wyjdą. Jak ma rozmawiać z tym chłopakiem? Dobry Boże. Widać, że chłopiec spodziewa się ciężkiej rozmowy i będzie się bronił do upadłego. Tyle w nim... Czego? Zabójczej ironii Severusa, wystudiowanego chłodu Lucjusza, szaleńczej bezczelności Lily... Kiedy on się tego nauczył? „Harry...”
„Jestem Serpens.” – odpowiada chłodno chłopak, patrząc zuchwale w niebieskie oczy Dumbledora.
„Wiesz, o czym chcę pomówić.” – kontynuuje Dyrektor, ignorując odpowiedź.
„Nie, Dyrektorze.” – czarne brwi unoszą się w udawanym, szyderczo uprzejmym zdziwieniu, tak perfekcyjnie zagranym, tak malfoyowskim, że pokrewieństwo z Lucjuszem po raz pierwszy uderza Dumbledora. Przecież to ta sama krew!
“O Ronie Weasleyu.” – stary czarodziej nie daje się wyprowadzić z równowagi.
„A, to.” – usta chłopca wykrzywiają się w bardzo snapeowskim grymasie.
„Rzuciłeś w niego przekleństwem, prawda?”
„To było tylko Zaklęcie Pazura.” – odpowiada spokojnie Serp.
„Ale to było przekleństwo.” – Dumbledore jest poważny. „Co więcej, groziłeś mu, że użyjesz Niewybaczalnego.”
„Nazwał mnie bękartem Snapea i chciał zabronić Ginny kontaktów ze mną.” – oczy wampira zmieniają się w dwie bryłki zielonego lodu.
Dumbledore potrząsa głową. Kiedy to uczuciowe, spontaniczne dziecko zmieniło się w zimnego cynika – a raczej nauczyło się go tak dobrze grać? „To nie powód, by rzucić przekleństwo.” – Dyrektor nie ma zamiaru dać się pokonać.
„Niech pan poprosi mojego ojca, żeby panu pokazał w Myślodsiewni, jakie bywają powody rzucania przekleństw.” – Serp stoi wyprostowany jak struna, z rękami skrzyżowanymi na piersiach i patrzy bezczelnie prosto w oczy starego czarodzieja.
„Rzuciłeś przekleństwo i groziłeś swojemu przyjacielowi...”
„On nie jest moim przyjacielem. Już nie.” – każde słowo jest wypowiadane wolno i wyraźnie; każde ma ciąć jak nóż. Nie, Dumbledore nie będzie mu mówił, co jest dobre, a co złe!
„Dobrze, koledze.” – w oczach Dumbledora zaczyna płonąć ogień. „I co? Uważasz, że postąpiłeś słusznie?” Boże, następne pokolenie wkracza na ścieżkę rodziców...
„Nie był pan tak rozgniewany, kiedy użyłem Avady, Profesorze.” - syczy Serp przez zaciśnięte zęby. „Czy wampir nie może bronić swojej rodziny?”
„A wierzysz, że przemoc to jedyna droga?”
„A co innego robi pan i Ministerstwo, walcząc z Voldemortem? Kiedy ZABIŁEM dla pana, wszystko było w porządku, a kiedy użyłem małego przekleństwa dla własnych celów, robi pan z tego sprawę.”
„To nie jest wytłumaczenie.” – wzdycha Dumbledore. „Ale jesteś zbyt rozgniewany, żeby to zrozumieć. Oczywiście, Ronald postąpił paskudnie, ale ty nie powinieneś był tak zareagować. Zastanów się nad tym.”
Tego wieczoru Dumbledore długo, bardzo długo nie może zasnąć. Chodzi w kółko po swoim gabinecie, zastanawiając się, gdzie w zasadzie kończy się usprawiedliwiona obrona własna, a zaczyna sadystyczne wykorzystywanie własnej przewagi. Co prawda nie wierzy, żeby Serp naprawdę użył Cruciatusa, ale sama groźba przeraża Dyrektora. Samo to, że chłopak zaczął traktować Niewybaczalne jako coś normalnego, jest straszne. On już zaczyna myśleć jak Pies; kilka walk więcej a zacznie spać z bronią i różdżką pod poduszką a za kilka lat – a może miesięcy - stanie się taki jak Lucjusz, Severus albo Lily. Będzie godnym przeciwnikiem każdego czarnoksiężnika albo Aurora; istotą okrutną, zimną i bezwzględną. Dumbledore gapi się tępo w płomienie, przerażony własną bezradnością. Kolejna generacja idzie w ślady rodziców a on nie może nic na to poradzić. Po raz kolejny starsi uczą młodszych najważniejszej ze sztuk: sztuki przetrwania. Czy to się nigdy nie skończy? Po raz kolejny wyrasta pokolenie śmiertelnie skutecznych i cynicznych wojowników, ludzi, których Dumbledore nigdy w pełni nie zrozumiał. Potrafi im wybaczyć, potrafi czasem przewidzieć, jak postąpią, zna ich prawa i obyczaje, ale nigdy ich nie zrozumiał. Jak to możliwe, że ci sami ludzie potrafią być bezdusznymi sadystami, a chwilę później bohaterami? Jak zapiekła nienawiść i szaleńcza miłość może mieszkać w tej samej duszy? Cynizm i heroizm, bezbrzeżna pogarda i równie bezbrzeżne poświęcenie, zimna kalkulacja i szaleństwo, a wszystko to w tym samym umyśle. I jak to pojąć?
Około północy
„No to Severus pana nie posłuchał.” – Regulus odstawia filiżankę na stół. „Tak jak myślałem.”
„Dlaczego?”
„Nie wie pan, Dyrektorze?” – Auror nie kryje zdziwienia. „Widział Lily w snach. Posłuchał Lustra i swojego serca.”
„Niezbyt wierzę Wróżbiarstwu, Regulusie.”
„Salazar to nie Trelawney.”
„On też nie umiał powiedzieć, co się stanie.” – martwi się Dumbledore. „Mam już dość pogrzebów.” – wyznaje szeptem.
„Nie chce pan stracić kolejnego szpiega.” – oczy Regulusa zmieniają się w dwie bryłki zimnej stali.
„Naprawdę myślisz, że nie obchodzi mnie los Severusa? Że toleruję go tylko dlatego, że go potrzebuję?” – uwaga Regulusa naprawdę zabolała Dyrektora.
„Posłał go pan w łapy Voldemorta, kiedy zaczęła się wojna.” – syczy Regulus. „Mimo, że wiedział pan, jak to się skończy.”
„Nie przypuszczałem, że będzie aż tak źle.”
„Nikt nie przypuszczał.” – przyznaje Regulus. „Severusie, coś ty narobił!”
“Harry… Serpens też mnie martwi.”
„Co się stało?” – dziwi się Regulus więc Dumbledore wyjaśnia mu wszystko.
„Znam Alfy na tyle, by to zrozumieć. Polowanie to nie problem. Pierwszy atak, który jest akceptowany przez wampira jest pierwszym, który nie boli i dopiero wtedy dzieciak zaczyna się kontrolować. Akceptacja to jedyna droga do opanowania zwierzęcia w człowieku, Dyrektorze. Nie tylko u wampirów...” – Auror uśmiecha się leciutko. „Chłopak zrobił to, do czego został stworzony i zaczął uświadamiać sobie własną siłę, a to przecież najważniejsze. Ale” – Regulus spogląda prosto w twarz Dumbledora – „On już wie, jaką ma moc i pan już nie będzie miał już na niego takiego wpływu, jak przedtem, Dyrektorze. On dorasta, zaczyna się buntować i już się przekonał, że ma moc. A poza tym, to syn Severusa i Lily, więc nie będzie łagodnym kociątkiem. Zaklęcie Pazura to inna sprawa, ale w końcu sami mu pokazaliśmy, że przemoc daje rezultaty. Postępuje jak my.”
„Czyżbyś bronił Czarnej Magii, Regulusie?”
„Jest potężna, niebezpieczna i piękna.” – ripostuje Auror. „Inny dzieciak rozwaliłby Weasleyowi nos bez żadnej magii, a bolałoby tak samo. Pokazaliśmy Serpensowi moc magii, no to jej użył i tyle.”
„Nie uważasz, że to może być pierwszy krok w Mrok?”
„O ile mnie pamięć nie myli, używał Niewybaczalnych w pana służbie, Dyrektorze.” – Regulus stara się zapanować nad złością. „I teraz musi z tym żyć.”
„Jak to jest, Regulusie?”
„Zabić?” – pyta Auror. „Oby nigdy pan nie musiał. W końcu jakoś się trzeba z tym pogodzić, żeby nie zwariować, ale to może potrwać. Dobrze, że Serp pokonał tego wilka. To mu pomoże poradzić sobie ze wspomnieniami z bitwy.”
„Naprawdę uważasz, że to mu pomoże?”
„Wszystko, co uwalnia strach, nienawiść i napięcie w bezpieczny sposób, działa dobrze.”
Tymczasem w Czarnym Dworze
Przebudzenia bywają nieprzyjemne, ale to bije wszelkie możliwe rekordy. Głowa jej pęka, oczy pieką, a w ustach ma sucho i mdli ją od metalicznego, wstrętnego smaku zaschniętej krwi. Wymiotowałaby, gdyby jej żołądek nie był tak boleśnie pusty; nie jadła chyba z tydzień. Wszystkie mięśnie ją bolą, jakby walczyła cały dzień, a kości płoną. Rozmazane obrazy pędzą przez jej świadomość, nie układając się w żadną sensowną całość. Czyżby aż tyle wypiła? Mieszanie wódki z osławionymi wynalazkami Severusa nieraz dawało takie rezultaty. Nie, przecież wczoraj nie piła, ale nie ma pojęcia, co robiła. Walczyła? Może... A może jest w więzieniu? Nie, to nie Azkaban, już by wyczuła obrzydliwą obecność Dementorów.
VOLDEMORT
To jedno słowo wybucha bólem w jej umyśle i nagle wszystkie kawałeczki wspomnień układają się jak puzzle w sensowny obrazek.
VOLDEMORT
Wspomnienie
„On tu jest, uciekaj! Bierz Harryego i uciekaj!” – głos Jamesa dzwoni jej w głowie. „Zatrzymam go!”
„Nie dasz rady.” – odpowiada cicho.
„CO?!” – wrzeszczy James, a Voldemort rozwala zabezpieczenia.
„Nie dasz rady! Jego zatrzyma tylko Czarna Magia! Tylko Bezimienna! Znam się na tym, jestem z Nokturnu! To ty uciekaj! Bierz dziecko!”
Ale James nie słucha i rozpoczyna się śmiertelny pojedynek. James osuwa się na ziemię... Pora na Bezimienną; Lily ma wojnę we krwi, ale jej przeciwnik zasługuje na miano Czarnego Pana. Wiedźma może zrobić tylko jedno:
ANIMA DELETRIO!!!
Koniec wspomnienia
Reszta jest milczeniem... Ciszą i ciemnością. Nie pamięta, co stało się potem. Powoli otwiera oczy i rozgląda się po pokoju. To nie Azkaban, ani Św. Mungo, ani Hogwart. Najwyraźniej przeżyła tę walkę, ale co się stało z Voldemortem? I co to za miejsce? Leży w łóżku, czystym i wygodnym i ktoś ubrał ją w świeżą, przyjemnie miękką piżamę. Voldemort nie byłby chyba tak miły dla wroga. Chociaż kto wie, może znów spróbuje ją przekupić. A Serp? Co z dzieckiem? Po policzku Lily spływa łza.
„Serp” – próbuje to wypowiedzieć, ale ma tak sucho w gardle, że dostaje kaszlu.
„Niech panienka to wypije.” – skrzat pojawia się znikąd i wręcza jej szklankę wody, najsmaczniejszej wody na świecie.
„Gdzie ja jestem?”
„Przyniosę panience śniadanie.” – skrzat ignoruje jej pytanie i znika.
Dziewczyna zwija się w kłębek na łóżku, a potem powoli, ostrożnie zaczyna rozciągać obolałe mięśnie. Czuje się okropnie, ale nie jest ranna; nie ma złamań ani siniaków, a nawet zadrapań. Co jest grane? Gdzie Serp? Co z Sevem? James nie żyje; ten pieprzony Auror nie był tchórzem, trzeba mu to przyznać... Wreszcie koniec udawania dobrej żony. Dobrej żony! Spluwa z obrzydzeniem. Nigdy więcej. Ta rola nigdy jej nie pasowała.
Czas coś zrobić. Wstaje powoli i podchodzi do okna. Jest bardzo słaba i ledwo trzyma się na nogach, ale jakoś pokonuje te kilka metrów. Nie rozpoznaje okolicy i jest to nadzwyczaj niemiłe uczucie. Klnie z wściekłością. Nie ma siły nawet iści, a co dopiero walczyć albo uciekać; nie ma różdżki, noża, broni, niczego. Pokój wygląda miło, ale coś tu nie gra... Zrezygnowana, siada na łóżku i zaczyna żuć śniadanie.
Poczeka. W końcu dobry Kraker musi mieć wiele zalet, a cierpliwość jest najważniejszą z nich.
Jest cierpliwa.
Jest najlepszą Krakerką Europy.
Przecież nazywa się Lily Evans.