Ostatni rozdział... Ponad rok tej opowieści. Dzięki wszystkim, którzy dotrwali ze mną do końca, mimo wszelkich wad i niedoskonałości tej historii. Dziękuję przede wszystkim tym, którzy przesyłali swoje uwagi i komentarze. A tych, którym będzie brakować świata pełnego mroku i iskierek nadziei, zapraszam na „Skrzydlatych” na Forum Mirriel. FF ten będzie się też prawdopodobnie ukazywał na stronie Dei.





KONIEC ROKU SZKOLNEGO



„Muszę wam coś powiedzieć” – Lily robi tajemniczą minę.

„Tylko nie gadaj, że jesteś w ciąży” – Magnus mruga do niej – „To już kiedyś przerabiałem. Aż się przeraziłem, że to przeze mnie, a ja nic nie pamiętałem… Wtedy przestałem tyle pić, wiesz? Myślałem, że urwał mi się film i straciłem taaakie wspomnienie!”

„Jestem” – stwierdza spokojnie Lily – „Ty i Lucjusz jesteście proszeni na chrzestnych.”

„Nie rób sobie z nas jaj.” – złości się Magnus.

„Nie robię, mój wspólniku we wszystkich moich zbrodniach. Jestem poważna jak nagrobek.”

„A nie mówiłem!” – stary Kraker odwraca się do Lucjusza, udając, że jest zły – „Miałeś ich pilnować! Mówiłem, że to tak się skończy! I co? Na co te typy skazały kolejną generację belfrów? Na następne, czarnowłose i zielonookie, małe, słodkie potwory! Posiwieją przez was! A nie mówiłem?”





„To będziesz miał jeszcze jedną siostrę! A może brata?” – Hermiona klepie Serpa po ramieniu, kiedy podzielił się z nią tą wiadomością – „To cudownie!”

„Bliźniaki. Sal tak powiedział. Tata z mamą już zaczęli się kłócić o imiona. Mama już zaczarowała tacie włosy na różowo, a on ją zmienił w wiewiórkę. Jak czar przestał działać, to musiał uciekać, bo wszystkie meble za nim latały. Czasem naprawdę ich nie rozumiem. Jedno umarłoby za drugie, a kiedy są razem to tylko kłótnie im w głowie.”

„Ale tylko dla hecy. Nigdy na poważnie. A nawiasem mówiąc, jedziesz z nimi do Malfoyów, prawda? Twoja mama mi powiedziała.”

„Pojadę. Oni są w porządku, mimo wszystko. Zresztą wypadałoby się pogodzić z własnym wujem, nie?”

„Wujek Lucjusz” – uśmiecha się Hermiona – „To brzmi nieźle.”

„Jest w porządku. To znaczy wiem, że straszny z niego drań, ale wobec mnie jest OK. Jeśli Ginny się z nim pogodziła, to ja też. Poza tym on mnie kiedyś uratował.”

„Ta bitwa musiała być straszna. Dzięki, że mi o tym powiedziałeś. Dzięki za zaufanie.”

„Powiedziałbym ci wcześniej, ale mi zabronili.”

„Wiem.”

„I ja... Ja naprawdę się cieszę, że mnie nie zostawiłaś. Że się mnie nie boisz, albo coś. Że mnie zrozumiałaś”

„Przecież nie miałeś wyboru. I ta bitwa... Przecież nie chciałeś tego. Musiałeś. Zabiliby ich, gdyby nie ty.”

„Wiem. Zrobiłbym to wszystko jeszcze raz. Ale... Ron ciągle nie chce mnie widzieć! Co ja mu takiego zrobiłem?”

„Daj mu czas. Zrozumie.”

„A jeśli nie?”

„To jest głupszy niż troll! Aha, odwiedzę cię w lecie, wiesz?”

„Ty? Jak?” Hermiona w domu Lucjusza?! Świat stanął na głowie...

„Rozmawiałam ze starym Malfoyem. Zgodził się.”

„Dziecko Mugoli pod jego dachem? Jak on to przeżyje?”

„Chyba nie jest zachwycony, ale zrobi to dla syna Seva, sam rozumiesz” – Hermiona mruga porozumiewawczo – „Stary Malfoy strasznie się stara. I zaprosił też tego kumpla Drakona. Jak mu tam… Amicus. Znasz go?”

„Pewnie”. Jak można nie znać kogoś, z kim się poluje?

I znów trzeba się pakować. To zawsze był znienawidzony dzień, ale tym razem jest inaczej. Ten rok zmienił wszystko. Kiedy przybył do zamku we wrześniu, był sam, był sierotą bez żadnej prawdziwej rodziny (Dursleyów nie nazwałby przecież rodziną),a teraz ma rodziców, siostrę, wuja i kuzyna. Nie musi wracać na Privet Drive i spędzi wakacje w prawdziwym, magicznym domu, w świecie, do którego należy. Sielanki nie będzie, bo ani Severus, ani Lily nie są przygotowani do roli rodziców, a on też prawie ich nie zna, ale przecież będą się starać! To nie będzie proste; niełatwo będzie być nie-człowiekiem w świecie ludzi i kimś z rodu Slytherinów w kraju, który aż za dobrze pamięta Lorda Voldemorta, ale przecież da sobie radę. Nie jest sam.

W końcu nie wszystko jest jego winą. Nie wybierał sobie rodziców. Oni też nie wybrali swoich. Nie ich wina, że wylądowali na ulicy. Tyle, że ludzie tego nie rozumieją i Serp wiele się już od nich nasłuchał. Czy to jego wina, że jego ojciec był Śmierciożercą? Czy Severus nie zapłacił już za wszystkie swoje błędy? Czemu ludzie nie mogą wybaczyć? Zrozumieć? Zapomnieć? Zresztą ci, którzy najwięcej ucierpieli, wykazują najwięcej zrozumienia. Dziwne. Tylko Ron… Wciąż nie chce z nim rozmawiać. Może rzeczywiście potrzebuje więcej czasu. A jeśli nigdy nie zrozumie? Trudno. Jakoś trzeba będzie to wytrzymać.

Jest tylu ludzi, których powinien lepiej poznać. Severus. Lily. Magnus. Malfoyowie. Rodzina, o której nie wiedział. Zawsze byli tuż obok niego, a nie wiedzieli o sobie… Dziwne. No i jest Hermiona. To zupełnie inna kobieta niż Freja, ale jest wspaniała. Freja miała rację; musiała odejść, a on powinien był jej na to pozwolić. Chciała pozostać pięknym wspomnieniem ale niczym więcej i niech tak zostanie. Ona już dawno wybrała swoją ścieżkę, a on swoją.

Zdał już egzaminy a teraz czeka na wyniki. Powinien już pomyśleć o przyszłej pracy. Hermiona chce studiować Transfigurację i Eliksiry, dwie najtrudniejsze dziedziny magii. A on? Niedawno dostał list od Angielskiej Federacji Quidditcha; proponują mu stanowisko Szukającego. Wysłał im już odpowiedź (oczywiście się zgodził) ale myśli też nad tym co zrobi po zakończeniu kariery. W końcu nie można obrywać Tłuczkami całe życie, prawda? Może zostanie trenerem albo sędzią, a może kiedyś zajmie miejsce pani Hootch? Uśmiecha się, pakując miotłę; Malfoyowie mają boisko do Quidditcha. Drako dobrze gra, Carmen też. Może mama także da się namówić?



W tym roku zamek udekorowano barwami wszystkich Domów, bo wszyscy mają o wiele większy powód do radości niż Puchar. Dumbledore promienieje; stary czarodziej dawno nie wyglądał na tak szczęśliwego. A Severus... Siedzi obok Lily, trzymając ją za rękę. Ma taką minę, jakby to, co zobaczył w Lustrze Pragnień, stało się prawdą. Śmiech i gwar wypełniają salę, ale jeśli spojrzeć uważniej, widać, że ta idylla jest pozorna. Ci, którzy stracili kogoś z rodziny siedzą w ciszy, gapiąc się tępo w przestrzeń. Dla nich to lato nie będzie takie szczęśliwe. Radość innych chyba tylko ich rani... Są też tacy, jak Nott, którzy nie mogą wrócić do domów, bo nikt tam na nich nie czeka. Jego matka, rozwścieczona aresztowaniem męża, wysłała synowi Wyjca, wyzywając go od zdrajców i gorzej. Ale zaraz... Chyba znajdzie się dla niego miejsce w domu Malfoyów? Trzeba będzie to omówić z wujem Lucjuszem. Niektóre krzesła pozostały puste. Ci, którzy popierali Voldemorta, siedzą już w Azkabanie. Co prawda nie ma tam już Dementorów, ale to wciąż okropne. Serp uśmiecha się smutno; gdyby Knot dalej był Ministrem i jego czekałby taki los. Wampir w jego umyśle warczy wściekle na samą myśl, ale chłopak powstrzymuje swoje dzikie ja. „Później” – mruczy do siebie – „Poczekaj. Malfoyowie mają duży kawałek lasu koło domu...”

I znów ekspres wiezie ich do Londynu, gdzie czeka już wuj Vernon. Jak mawia Severus, zemsta jest słodka… I to jak!

„Siemanko, Vernon” – Lily rzuca mu uroczy uśmiech. Wuj cofa się o krok, mamrocząc coś pod nosem. „A właśnie” – Lily uśmiecha się jeszcze szerzej – „Zabieramy naszego syna ze sobą.”

„My?” – Vernon wreszcie odzyskuje głos – „Dziecko?” Gapi się na nich z niezbyt mądrą miną. Lucjusz, najwyraźniej rozbawiony całą sytuacją, wyjmuje różdżkę i niby od niechcenia zaczyna się nią bawić. „No… Tego…” – Vernon chyba się zastanawia, czy zdąży uciec autem, zanim to dziwadło zrobi coś paskudnego – „No to miłych wakacji!” – stwierdza w końcu, wskakuje do samochodu i odjeżdża z piskiem opon. Serp zaczyna się śmiać; po chwili wszyscy zwijają się ze śmiechu.

„Serpens, dziecko, powiedz mi” – pyta Lucjusz, kiedy wyjeżdżają z dworca (Mają magiczne auto. Lucjusz prowadzi.) – „Czy wszyscy Mugole są tacy? Jeśli tak, to nie zmienię swojej opinii o nich.”

„Nie, nie wszyscy. Na ogół są całkiem w porządku. Oni tylko… Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją.”

„A mogliśmy coś na niego rzucić” – wzdycha Lily – „Nic poważnego, coś śmiesznego… Że też nie o tym pomyślałam!”

„Ale ja tak!” – Lucjusz znów zaczyna się śmiać.

(Tymczasem Vernon Dursley, klnąc jak szewc, zastanawia się, jakim cudem strzeliły mu wszystkie opony. Nieźle zabuli za naprawę. To pewnie przez te dziwadła! Na pewno! Ten czarnowłosy typ o twarzy zawodowego mordercy tak dziwnie mu się przyglądał!)

Magiczne auto powoli wspina się na wzgórze po krętej drodze; do domu Malfoyów już niedaleko. To będą najlepsze wakacje Serpa; bez Voldemorta i bez Dursleyów. Po raz pierwszy bez strachu i nie jako niechciany, pogardzany krewniak. A jeśli pojawi się kolejny wariat? Jeśli kiedyś znów wybuchnie wojna? Serp wysuwa pazury i ściska w ręce różdżkę. Jeśli kiedyś znów będzie wojna, będzie walczył. I nie będzie sam. Przecież są rodziną i już nikt nie rozetnie więzów krwi, które ich łączą. Każdy zastanowi się dwa razy, zanim zaatakuje mężczyznę, w którego żyłach płynie krew Slytherinów, Snapeów, Malfoyów i Evansów. Który ma we krwi wojnę.



KONIEC