Odcinek ostatni ale prequel już na Forum!
PORA PIĆ!
- Za dużo mugolskiego kina, wujku - stwierdziła ze spokojem Asmodea - Stanowczo za dużo.
- Zamknij się, bezczelna smarkulo - warknął Snape, ale w oczach błyszczały mu radosne iskierki.
- Tak się nie mówi do kandydatki na Cienia - odparła dumnie dziewczyna.
- Właśnie - Snape usiadł - Mistrzyni Cieni osobiście zaproponowała ci pracę w wywiadzie. Przyjęłaś jej ofertę?
- Oczywiście. Kiedy tylko skończy się szkoła, zaczynam dalsze szkolenie.
- Kariera szpiega to praca oszusta, mordercy, prostytutki i złodzieja w jednym - mruknął szyderczo Severus - Powodzenia.
- I kto to mówi? Znam tę pracę, wuju.
- Fakt - przyznał Snape - I nie masz dość?
- A ty?
- W moim przypadku warto było - powiedział Severus powoli - Pomimo wszystko. Gdybym nie został szpiegiem, skończyłbym pewnie na Nokturnie. To... - nie wiedział, jak wyrazić to, co czuje - Pamiętasz, co pisał Salazar?
-O tym, że są rzeczy złe i słuszne jednocześnie? Tak. I wiem, że Slytherin miał rację. Ja... To było straszne, ale... Ale słuszne. To znaczy... To znaczy mam wyrzuty sumienia - westchnęła - A jednocześnie wiem, że zrobiłam to, co do mnie należało. Dziwne.
- Prawidłowe - odparł Snape - Jeśli pewnego dnia się budzisz bez poczucia winy, to wcale nie znaczy, że masz czyste sumienie. To znaczy, że już nie masz sumienia. Że też ja to mówię... - mruknął ironicznie, wyciągając sobie liść z włosów.
- Wedle wytycznych Salazara dowódca wywiadu powinien mieć solidny... no, ten, kręgosłup moralny - Asmodea nie lubiła górnolotnych określeń.
- Przy braku jakichkolwiek skrupułów - dodał Severus - Stary, dobry Sal...
- Pani Grindewald, czemu akurat Severus? - zapytał Dumbledore.
- Bo jest najlepszy - odparła wampirzyca - Kawy? Herbaty?
- Mogę wiedzieć, jakie są kryteria oceny kandydatów na Mistrzów?
- Surowe. Bardzo. Torcika?
- Nasiro, jeśli już omawiamy sprawy polityczne, chciałbym to wiedzieć. Doceniam talent i poświęcenie Severusa, ale jego psychika jest co nieco niezrównoważona...
- Tak to już się z nią dzieje, że po solidnej dawce Cruciatusów i przejściu przez łóżka paru wrogów, biedactwo traci równowagę - odparła ze spokojem pani Grindewald - Choć jeśli chodzi o łóżko, to nie zawsze jest to poświęcenie - uśmiechnęła się szeroko.
- Ale dlaczego akurat Severus? - Dyrektor nie miał zamiaru ustąpić.
- Bo jest najlepszy, właśnie pod względem psychiki. Szpieg ma być człowiekiem pozbawionym skrupułów, ale dowódca szpiegów nie może pozwolić, by jego sadystyczne skłonności wyrwały się spod kontroli. Agent musi się wyrzec honoru i godności osobistej, ale Mistrz Cieni musi być dumny, by nikt nim nie pomiatał i nikt go zbyt łatwo nie zmusił do zmiany zdania. Szpieg ma kraść i kłamać, szef wywiadu nie może mieć lepkich rąk, bo zrujnowałby skarb. Szpieg ma zabić, jeśli to korzystne, Mistrz ma się dziesięć razy zastanowić, zanim wyda wyrok. I jak tu pogodzić jedno z drugim? Jak z agenta uczynić Mistrza? Trzeba znaleźć jednostkę, która jest w stanie złamać wszelkie normy, jeśli uzna to za stosowne, a jednocześnie honorową i na swój sposób uczciwą. Amoralny oportunista może czasem być użyteczny, ale na Mistrza należy wybrać kogoś, dla kogo istnieją rzeczy ważniejsze, niż całość skóry i ciężar sakiewki. Znam wielu wspaniałych agentów, którym za nic w świecie nie powierzyłabym swojego stanowiska, nie dlatego, że nie są kompetentni, ale po prostu nie daje się władzy komuś, kto na pewno by jej nadużył. Musiałam znaleźć porządnego drania - i znalazłam. Przeciwieństwa połączone w jednej osobie.
Dyrektor się zamyślił. W tym szaleństwie była metoda.
- Lucjuszu, powiedz mi, co to jest? - zapytała Hermiona, wymachując mu przed nosem kawałkiem pergaminu.
- To? - Malfoy zrobił głupią minę - List z propozycją małżeństwa, jeśli mnie wzrok nie zawodzi.
- A jeśli mnie nie zawodzi pamięć, miesiąc temu wysłuchałam od ciebie kazania pod tytułem "nie spiesz się, masz czas, nie decyduj się zbyt szybko."
- Cóż, tylu mężczyzn chciałoby zostać mężem kobiety tak pięknej, jak inteligentnej i tak inteligentnej, jak okrutnej...
- Nie błaznuj! - warknęła rozzłoszczona Gryfonka - Ten list jest od ciebie! Mogę wiedzieć, co kombinujesz?
- Bardzo chcę zostać Ministrem Magii - odpowiedział szczerze Lucjusz.
- A co ma do tego twoje życie osobiste?
- Łóżka ważnych osób to sprawa polityczna. Kochany stary Grindi mi kazał - westchnął były Śmierciożerca - Bardzo nalegał. Mam zająć to stanowisko za każdą cenę, rozumiesz? Powiedział mi, że mam zabić każdego, kto stanie mi na drodze. Najwyraźniej bardzo mu zależy na wampirzym Ministrze,a ja mam największe szanse, by się wdrapać na stołek i na nim utrzymać. Zresztą, jeśli takiemu durniowi jak Knot się to udawało, to chyba nie jest to takie trudne, prawda? - uśmiechnął się złośliwie.
- Domyślam się, że gra będzie ostra - odparła Hermiona. Przyzwyczaiła się już, że "nieludzka" polityka jest mieszanką z jednej strony demokracji i honoru, a z drugiej bezwzględnej walki o władzę - Ale co ja mam do tego? - zapytała.
Lucjusz wziął głęboki wdech; z nikim innym nie rozmawiałby tak otwarcie (no, może z Severusem), ale przecież byli przyjaciółmi...
- Uparł się, żebym się odpowiednio ożenił - powiedział szczerze - Konkretnie z wiedźmą brytyjskiego pochodzenia, najlepiej wywodzącą sie z rodziny Mugoli... Biorąc pod uwagę to, ile osób zginęło podczas wojny, oraz to, że za żadne skarby nie dotknę ludzkiej kobiety, mam mały wybór, a te baby już się o tym zwiedziały i gdyby mogły, potraktowałyby mnie Imperiusem. Jedna zresztą próbowała, ale wystarczyło na nią spojrzeć, żeby zaklęcie diabli wzięli. To tylko magia, nie cuda, poza tym Imperius nie oślepia...
- Ambicja to najważniejsza cnota Slytherinu, a im się dziwisz. - stwierdziła ironicznie Hermiona - Ale czemu ja? Szczerze?
- Bo jako jedyna nie patrzysz na mnie wzrokiem, który mówi "złapać milionera" - mruknął Lucjusz.
- Myślałam, że jesteś przyzwyczajony do tego typu układów. Coś za coś.
- Właśnie, coś za coś - syknął Lucjusz - Obie strony powinny coś wnieść do związku i nie chodzi mi tu wyłącznie o potężne drzewa genealogiczne czy worki złota. Może mnie uznasz za szowinistę i rasistę, ale lepiej zamknąć się w klasztorze, niż ożenić z czymś, co ma walory fizyczne i umysłowe gumochłona.
- Ale - Hermiona zaczęła przeglądać pergaminy z danymi kandydatek - Ta Aisha, na przykład...
- Nie zgodziła się - odparł Lucjusz grobowym głosem - A Samantha jest moją krewną, jej dziadek był czarodziejem, matka charłaczką, a ojciec mugolem, więc uszłoby, że ma mugolskie pochodzenie, ale względy hm... genetyczne...
- Rozumiem. Jesteś w rozpaczliwej sytuacji, więc zauważyłeś, że jestem kobietą... Gratulacje.
- To zauważyłem już dawno - mruknął Lucjusz - I co? Miałem się pchać z łapami, żeby dostać pazurami po twarzy, czy wyśpiewywać serenady pod wieżą Gryffindoru? Cały Nokturn śpiewa ballady tylko o tobie, zresztą przerobione ze starych szlagierów o generał Bellatrix Malfoy, więc sprowadziłbym paru co lepszych wyjców pod twoje okno...
- Też prawda - przyznała Hermiona - Ale zawsze możesz zrezygnować z posady - dodała - Choć na pewno tego nie zrobisz.
- Grindi by się zdenerwował, bo nie lubi, kiedy ktoś psuje jego plany, a kiedy Grindi się rozzłości może na przykład cofnąć zamówienia, albo zrujnować karierę mojej synowej, albo...
- Nie kłam. To pragmatyk i nie poświęciłby żadnego celu politycznego dla małej prywatnej zemsty. Wiem, że nie chcesz go złościć, ale tak naprawdę to chciałbyś być Ministrem - przerwała mu Hermiona
- A kto by nie chciał? Byłbym pierwszym "nieludzkim" Ministrem na Wyspach od piątego wieku przed naszą erą - odparł niezrażony arystokrata.
- To ile dni mam do namysłu?
- Trzy. Grindi postawił mi ultimatum.
- A potem mu powiem, że mówisz o nim "Grindi" - uśmiechnęła się Hermiona.
- Wszyscy mówią** - mruknął Lucjusz.
Wieczorem
- Zgodziłaś się, Hermiono?
- Profesor Meadows, pani wie?.. - zdziwiła się dziewczyna.
- Wszyscy się zastanawiają, co też wykombinuje drogi kuzyn mojego męża. Cóż, na miejscu Lucjusza też próbowałabym ci się oświadczyć - odparła nauczycielka Obrony - Z dziesięciu kandydatek tylko trzy są w miarę rozsądne, a że tamte dwie już mu odmówiły, więc, drogą dedukcji, doszłam do wniosku, że przyszły pan Minister udał się do ciebie po pomoc w gardłowej sprawie.
- A co zrobiłaby pani na moim miejscu?
- Cóż, raz już ratowałam jednego Malfoya w podobnej sytuacji - zaśmiała się czarnowłosa wiedźma - Małżeństwo i tak jest kontraktowe, można je spokojnie zawrzeć na dwa albo trzy lata... Spróbować nie zaszkodzi, zwłaszcza, że on i tak ci się podoba.
- Yyyyy... - Hermiona nie była w stanie wydać z siebie bardziej sensownego dźwięku; zrobiła się też czerwona, jak burak.
- Przecież mam oczy - odparła ze spokojem nauczycielka - Poza tym to normalne, prawda?
- Ale...
- Nie udawaj, wiem, jak na niego patrzysz. Bycie demonem, panno Granger, ma to do siebie, że tenże demon ma swoje zachcianki i szczerze mówiąc, nie warto mu się przeciwstawiać. Instynkt wampira się nie myli, a w każdym razie o wiele rzadziej, niż rozum. Wiem, że to niepedagogiczne, ale czego pani więcej oczekuje? Kuzyn mego męża jest cholernie przystojny, nieprzyzwoicie bogaty, będzie Ministrem, jest o wiele bardziej wykształcony i inteligentny od przeciętnej, zwłaszcza ministerialnej... Poza tym on panią podziwia i szanuje. Pójdzie pani na najlepszy uniwersytet i nie będzie pani musiała dzielić pokoju z pięcioma innymi studentkami i prusakami, a nie mam tu na myśli rodaków Bismarcka. Drogie książki? Dobra broń? Wyjazdy? Wystarczy powiedzieć jedno małe "tak", podpisać jeden dokument i po sprawie. Obowiązki żony Ministra Magii są dość nudne, to fakt - mam na myśli te wszystkie przyjęcia, na których wypada być, ale poza tym... Lucjusz to demon. Bardzo przystojny demon. A demony nie mają zahamowań.
- To nie jest problem?
- Demonice też nie mają, panno Granger. Tylko niech pani tego nie powtórzy przy Minerwie McGonagall....
Minerwa McGonagall, wbrew pozorom, nie była hipokrytką i nie histeryzowała na wieść, że Hermiona ma zostać panią Malfoy.
- Według mnie pasują do siebie, Albusie - stwierdziła krótko - Jeśli im nie wyjdzie, wezmą rozwód, to u wampirów normalna sprawa.
- Ona może tego pożałować, Minerwo.
- Lepiej żałować tego, że się zaryzykowało, niż... - nauczycielka urwała gwałtownie.
- Harald Grindewald? - zapytał cicho Dumbledore.
- Wiesz, czasem się zastanawiam, jak to by było, gdybym mu wtedy nie odmówiła - powiedziała wiedźma - Ale jedno wiem na pewno. Zrobiłam to, bo się bałam. Tylko dlatego. I to był błąd. Strach to fatalny doradca. Nie wiem, czy Hermiona robi dobrze, nie wiem nawet, czy rozsądnie, ale... Ona jest nim zafascynowana. Może jej to przejdzie, kiedy pomieszka z nim razem, nie wiem. Wiem za to, że zatruwałaby sobie i każdemu innemu mężczyźnie życie rozważaniami "Lucjusz by tak nie postąpił" albo czymś w tym rodzaju.
Kupno strojów dla przyszłej pani Malfoy zajęło pół dnia i zaabsorbowało pół Paryża. Hermiona zaczęła ziewać przy piątej szacie, ale Lucjusz nie ustępował; rozłożył się na skórzanej kanapie i bezlitośnie oceniał kolejne kreacje; Hermiona musiała przyznać, że Ślizgon ma dobry gust. Draco i Severus przezornie ewakuowali się ze sklepu ("Drogi Lucjuszu, zapomniałem, że miałem kupić jeszcze trochę sproszkowanego jadu skorpiona"; "Ojcze, mam ważne polityczne spotkanie o pierwszej"). Matka Pansy wytrzymała do piętnastej przymiarki, potem też się dyskretnie ulotniła ("Prezenty, Lucjuszu! Prezenty! Muszę coś kupić!") Draco zresztą prawie nie zauważył całego zamieszania, zajęty swoją trzecią pociechą ("Lil, to które imiona wybierzemy? Lucjusz Charles Severus? A może Salazar zamiast Charlesa?" Ale wtedy wujek Grindi może się obrazić...***) Poza tym, cokolwiek ojciec czynił, by zostać Ministrem Magii, było przecież rzeczą dobrą. Jeśli zachciało mu się wyrzec rasizmu - proszę bardzo, tym bardziej, że było to najwyraźniej opłacalne, a poza tym obnoszenie się z nazistowskimi poglądami nie świadczyło dobrze o rozsądku. Zresztą, jeśli Grindewaldowi nie zaszkodziło małżeństwo ze Szlamą... yyyy... czarownicą mugolskiego pochodzenia, to i ojcu też od tego nie zaczną się rozdwajać końcówki włosów. Draco ze spokojem powrócił do rozmyślań nad imionami dla synka. Skrzaty w domu Malfoyów zaliczyły ceremonię wyboru imion do nadzwyczaj spokojnych (straty: dwa wybite okna, czerwone wino wylane na biały dywan i jeden przewrócony stół; zabytkowa zastawa dla dwudziestu czterech osób wymagała potem długich godzin sklejania, ale cóż to strasznego dla dobrego skrzata?)
Majordomus zamku, w którym miało odbyć się przyjęcie, zastanawiał się czy pomysł z czekoladowym tortem w kształcie kolońskiej katedry w skali 1 : 50 to rozsądny pomysł, bo tort wysoki na ponad trzy metry wymagał już nie tyle wybitnego magocukiernika, co Mesjasza mającego ochotę na czynienie cudów.
Emmelina Vance-Snape przymierzała galowy mundur generała Serafinów; nieludzcy wojskowi całego świata kazali swoim skrzatom, pod groźbą Cruciatusa, wypolerować buty tak, by można ich było używać zamiast lustra (jakby lustra, zwłaszcza na oficerkach, były potrzebne wampirom...)
Karl Friedrich Grindewald w milczeniu splatał włosy swojego prawnuka. Jeśli którykolwiek z jego potomków miał szanse być mężem Jezebel Dołochowej i przeżyć to, był to z pewnością ten chłopak. Tassilo był najstarszym z jeszcze wolnych potomków Niemca - a miał osiemnaście lat, co, jak na wampirzego arystokratę było już starokawalerstwem. Karl Friedrich westchnął, wplatając w blond włosy chłopaka kosztowną wstążkę. On sam zawarł swoje pierwsze małżeństwo, kiedy miał piętnaście lat.
- I koło się obróciło - mruknął do siebie, wyjmując ze szkatuły kolczyki w kształcie jesionowego liścia.
- Jakie koło? - zapytał zdziwiony Tassilo.
- Życia, dziecko - odparł kanclerz - Powiedz, denerwujesz się?
- Nie.
- Kłamiesz, jak moja babka, a twoja pra-pra-prababka - mruknął Karl Friedrich - Każdy się denerwuje. Tylko podpisz kontrakt małżeński po prawej stronie, nie po lewej.
- Wiem, wiem.
- Nie takie pomyłki się zdarzają - stwierdził ze spokojem Niemiec - A czasem hipogryf stanie dęba akurat w najważniejszym momencie ceremonii.
Uczesanie i ubranie Hermiony spadło na Dorcas Meadows; obie czarownice z trudnością wytrzymywały długi i nudny ceremoniał, ale tradycja była tradycją...
- Wedle tradycji normańskiej to potrwa jeszcze ze trzy godziny - westchnęła nauczycielka Obrony - Teraz wiesz już, co wampiry robią w noc poślubną?
- Zdaje się - Hermiona poprawiła naszyjnik - Że na samo powyciąganie tego wszystkiego z włosów potrzebują ze dwóch godzin...
- I to na osobę, czyli razem wychodzi cztery godziny, a nawet więcej, jeśli przedtem nadmiernie korzystało się ze skarbów zamkowej piwniczki - mruknęła Dorcas - A potem jest się już tak zmęczonym, że się nawet do łóżka nie dojdzie, tylko od razu zasypia. U Grindewaldów jest podobnoć jeszcze inny zwyczaj: jeden z krewnych pana młodego umieszcza pod stołem podsłuchiwacz i to koniecznie pod tym stołem, gdzie najprawdopodobniej będzie się najbardziej obgadywać młodą parę. Państwo młodzi biorą ze sobą drugą część podsłuchiwacza, tę do odbioru, udają się do ustronnej komnatki, rzucają na drzwi Silencio, żeby nikt nie słyszał, jak wyją ze śmiechu i mają świetną zabawę do samego rana. U nieludzi z Karpat zaś ktoś musi dostać Cruciatusem. Jeśli nie było Cruciatusa na weselu, to znaczy, że było to kiepskie wesele. Nieświętej pamięci generał Malfoy zawsze dbała o to, żeby zabawa była udana, chociaż ona preferowała ręko- a nie różdżkoczyny... Nie wierć się, bo cię ukłuję tą szpilką!
Nasira Grindewald z zadowoleniem porządkowała dokumenty. Sojusze, małżeństwa, agenci, budżet, zamachy... Wszystko pod kontrolą. Pani Grindewald zamknęła szufladę i położyła nogi na biurku. Zapaliła ziołowego skręta i zaciągnęła się aromatycznym dymem.
- I znów będzie można żyć po wampirzemu - mruknęła do siebie.
KONIEC
*bobby - gliniarz
**Na ogół są to zdrobnienia od imion, typi Rudolf - Rudi, Adolf - Adi, czy Wolfgang - Wolfi.
***Charles czyli Karl, jakby ktoś nie wiedział