Zdążyłam przed weekendem... Ufff....


RUNY


Sag mir, wie weit willst Du geh'n
willst Du ihn am Boden seh'n - Ja
willst Du, dass er vor Dir kniet
willst Du, dass er um Gnade fleht

Rachegedanken von Demut gepeitscht
Du siehst und hörst nichts mehr
Deine kranken Gefühle
geben ihm keine Chance
Deine Wut will nicht sterben
nur dafür lebst Du noch

Du kannst, Du willst und wirst nie vergeben
und Du verteufelst sein ganzes Leben
treibst in den Wahnsinn von
maßlosem Zorn, Vernichtung und Rache,
Du bist zum Hassen gebor'n

Meine Wut will nicht sterben
Meine Wut will nicht sterben
Meine Wut stirbt nie

Deinen Hass rammst Du wie einen Stein
in ihn hinein Rammstein -
hast ihn verfolgt, gejagt und verflucht
und er hat kriechend das Weite gesucht

Du kannst, Du willst und wirst nie vergeben
und Du verteufelst sein ganzes Leben
treibst in den Wahnsinn von
maßlosem Zorn, Vernichtung und Rache,
Du bist zum Hassen gebor'n

Meine Wut will nicht sterben
Meine Wut will nicht sterben
Meine Wut stirbt nie

Du kannst, Du willst und wirst nie vergeben
und Du verteufelst sein ganzes Leben
treibst in den Wahnsinn von
maßlosem Zorn, Vernichtung und Rache,
Du bist zum Hassen gebor'n

Meine Wut will nicht sterben
Meine Wut will nicht sterben
meine Wut stirbt nie*

Magnetofon przestał grać, ale Snape nawet nie drgnął. Wiedział, że ktoś wszedł do jego pokoju, ale jakie to miało znaczenie?

- Bardzo mądra piosenka - stwierdził przybysz - Ileż to razy tylko zemsta trzyma nas przy życiu... I ile razy to ona nas niszczy. Wiesz, Severusie, chyba masz z tym problem.

Severus zaklął w duchu; nie życzył sobie żadnych psychoterapeutów! Co ich to obchodzi! Niech go zostawią w spokoju! Otworzył oczy i zobaczył nieznajomą wiedźmę.

- Kim jesteś?

- Nazywam się Schatten. Tenebra Schatten - stwierdziła spokojnie wiedźma i usiadła.

- Witam, Mistrzyni - odparł Severus, czując pulsowanie magicznych tatuaży. Tego mu było jeszcze potrzeba! Czy Mistrzyni musiała przyjść akurat teraz i oglądać go w takim stanie? Mistrzyni Cieni była głównodowodzącą wampirzego wywiadu i szarą eminecja wielkiej polityki.
Nawiasem mówiąc, mogliby wreszcie wymyślić mądrzejsze hasło! Tenebra Schatten, a to dobre! Czy ktokolwiek normalny nazywa się Ciemność Cień? No cóż, Mistrzowie rzadko pokazywali swoje prawdziwe twarze, a to hasło brzmiało na tyle normalnie, by nie przyciągać uwagi postronnych osób.

- Czego sobie życzysz, Mistrzyni? - zapytał Severus ostrożnie.

- Patrzę sobie, jak się pogrążasz w nienawiści i depresji - odparła wiedźma - I radzę ci, byś wrócił do Anglii. Umrzesz tutaj. Ty już nie żyjesz, ty tylko oddychasz i to tylko z przyzwyczajenia.

Severus wolał nie protestować ale zgadzać się też nie miał zamiaru.

- Wrócisz? - spytał Mistrz Cieni.

- A mam wybór?

- Tak.

- Nie wrócę.

- Aż tak nienawidzisz? Jak w tej piosence?

Twarz Severusa wykrzywiła się w paskudnym grymasie.

- Bardziej.

- To skąd u ciebie depresja? - zaśmiała się Mistrzyni - Powiem ci. Wmawiasz sobie, że to tylko nienawiść i zemsta, ale to nieprawda. Ci, którzy tylko nienawidzą, nie mogą stosować magii ofiary, bo nie są zdolni do poświęceń. Tobie, jeśli mnie pamięć nie myli, ta magia zawsze wychodziła nad podziw dobrze... Ty wiesz, że tam jest twoje miejsce. Zależy ci na Hogwarcie; jesteś tylko za dumny, by wrócić.

- Nie ja zdradziłem.

- Wiem. Ale Dumbledore też ma prawo do błędów.

- Nie tylu. Trzynaście razy otarłem się o śmierć, pracując dla niego, a on wciąż mi nie ufał. Trzynaście. I nie mówię tu o takich drobiazgach, jak oddział Aurorów, mierzących do mnie z Todesserów naładowanych srebrem. Niech mi teraz da trzynaście powodów do powrotu.

- Uważaj, co mówisz, bo magia jest mocą słów - odparła wiedźma -I twoje życzenie może się spełnić. Ale nie o tym chciałam porozmawiać. Mam dla ciebie przesłanie od naszych kochanych speców od szklanych kul i fusów.

- Mianowicie? - Snape chciał jak najszybciej pozbyć się nieproszonego gościa.

- Kampf, Opfer, Sieg, Tod i Eif - wyrecytowała kobieta - Znasz te runy, prawda?

- Niestety - mruknął Snape - I jeszcze Hakenkreuz?

- Nie jego wina, że Mugole są nieodpowiedzialni i używają runów w niewłaściwym celu - stwierdziła filozoficznie wiedźma - Ale i Hakenkreuz ma swoje zalety, choć lepiej, by go Aurorzy nie zobaczyli. Ale słuchaj, Severusie, nie mam czasu na pogaduszki. Powiedziałam, co miałam powiedzieć, a decyzja należy do ciebie. Znasz runy i ich znaczenie. Znasz przepowiednie. Nikt cię nie ukarze, bez względu na to, jakiego wyboru dokonasz? Nie, to nieprawda. Własne sumienie może to zrobić, a chyba dobrze wiesz, że ono nie wybacza tak łatwo. To tyle, Cieniu.

Wiedźma Deportowała się, zostawiając go samego.

Severus wyczarował sobie szklankę wody i zaczął malować palcem na ścianie te nieszczęsne runy. Czuł drżenie magii i wiedział, że gdyby malował je krwią, albo specjalnym eliksirem, zadziałałyby z pełną mocą.

Kampf, run walki**, powszechnie używany przez Aurorów i żołnierzy.

Eif, symbol oddania i żarliwości, oraz jego lustrzane odbicie - Opfer, run oznaczający ofiarę z samego siebie.

Tod, run śmierci. Po odwróceniu do góry nogami zmieniał się w Leben, symbolizujący życie.

I oczywiście Sieg, piorun, światło, ciepło, a przede wszystkim, jak wskazywała jego nazwa, zwycięstwo.

Severus namalował dwa obok siebie; przypominały jego inicjały. Mruknął coś cichutko i dwie błyskawcie skrzyżowały się, tworząc Krzyż Błyskawic. Kolejne, ciche polecenie i Krzyż stał się znakiem znanym jako Crux Dissimulata, albo Sonnenrad - Kołem Słońca, wyglądającym jak krzyż zamknięty w kole. Następne słowo - ramiona krzyża wyprostowały się, a potem złamały w połowie. Magia zaczęła pulsować ze zdwojoną siłą. Ten run był symbolem Thora, boga, który wedle skandynawskich wierzeń ochraniał ludzi przed mrozem, ciemnością, zimą i potworami, boga - strażnika i obrońcy. Snape zaśmiał się ochryple. Strażnik. Gdyby Aurorzy go na tym złapali...

Zniszczył runy zaklęciem. Nie. Nie użyje ich, choćby cały Hogwart miał runąć. Nigdy. Dość tego. Każdy ma prawo kiedyś odpocząć. On już zrobił swoje.

Szkło zagłębiło się w skórę Hermiony. Zacisnęła zęby.

- To nie pomaga.

Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, gotowa zaatakować.

- To nie pomoże - stwierdziła spokojnie Dorcas.

- Profesor Meadows...

- Ból odwraca uwagę od problemu, ale go nie rozwiązuje. Leczy skutki, ale nie przyczyny - stwierdziła spokojnie wampirzyca.

- Ale... Ja nie dam rady dłużej.

Dorcas uśmiechnęła się smutno.

- Wiktor ci powiedział, prawda?

- Tak. Jak pani... Jak wy możecie z tym żyć?

Dorcas rzuciła Silencio na komnatę.

- Z czym? Że mój ojciec to psychopata, a matka była dziwką? Można się przyzwyczaić - prychnęła - Ostatecznie nie ja ich sobie wybierałam.

- Ale Wiktor...

- Zapewniam panią, że też nie miał na to wpływu - odparła Dorcas z niezmąconym spokojem.

- Ale... On powiedział, że mnie kocha i że chciałby się ze mną ożenić!

- To źle? - zdziwiła się Dorcas.

- Ale on jest wnukiem...

- Gada - dokończyła komandoska - A ja córką... To w czymś przeszkadza? Czyżby zaczynała pani myśleć, jak Gad?

- Ja?

- Osądza nas pani ze względu na nasze pochodzenie, a więc coś, na co nie mamy wpływu. Mój ojciec działa podobnie.

- Ja... Ja nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało, ale... Czemu wszystko musiało runąć? Czemu nic nie mogło zostać po staremu?

- Na to pytanie nie znam odpowiedzi. Wiem za to jedno. Jeśli kocha pani mojego bratanka, nie bedzie to pani przeszkadzać. Jeśli nie, proszę mu to od razu powiedzieć, niech się nie torturuje złudną nadzieją.

- Dla pani to jest takie proste, Profesor Meadows.

- O nie. Wcale nie było - westchnęła komandoska - Byłam przerażona i zagubiona. Ten, który zawsze był moim śmiertelnym wrogiem, okazał się być moim krewnym... Nie chciałam w to uwierzyć, ale cóż - kolejny smutny uśmiech - Na wiele rzeczy nie ma się wpływu. Pogodziłam się z tym, a potem zrozumiałam, że to dar. Tak, dar, panno Granger. Magia więzów krwi jest potężna i wiele razy wykorzystałam ją przeciwko ojcu. Severus też tak robił. W krótkich aurorskich słowach: Gad dał nam broń do ręki. To trochę jak u pana Pottera.

- On chętnie by się pozbył tego daru - syknęła Hermiona.

- Nie wątpię - przytaknęła Dorcas - Ale jeśli już o nim mówimy... Dlaczego go pani odrzuca?

- Bo on nienawidzi Lucjusza.

- To normalna reakcja. Ale pan Potter jest pani przyjacielem... Mimo wszystko. I wiele innych osób też. Przecież pani widzi, że się starają. Niech ich pani nie odrzuca.

- Nie chcę ich przyjaźni.

- Przyjaźń to coś cennego, o, zaczynam gadać jak Dyrektor - zaśmiała się - W każdym razie to rzadkość, więc niech jej pani nie odrzuca.

- A co ja mogę mieć wspólnego z kimś takim jak Luna, Harry, czy Padma?

- Kiedyś miała pani.

- To było dawno. Ja... Ja już nie jestem taka, jak oni.

- Przyjaciele nie muszą być identyczni. Nawet nie powinni.

- Czy pani nic nie rozumie? Jestem jak Bellatrix Lestrange, każdy normalny sąd kazałby mnie powiesić, jestem wampirzycą, jestem...

- Mnie też każdy normalny sąd by powiesił.

- I dlatego nie chcę. Oni nie zrozumieją, będą się bać...

- Nie trzeba czegoś przeżyć, by to zrozumieć.

- Nie. Ja... Czy pani nie rozumie, że Sam-... że Gad - podchwyciła wampirze określenie - Wie? Będzie mnie ścigał, a jeśli nie dopadnie mnie, skrzywdzi tych, których lubię. Dlatego ja... Ja nie mogę. Nie wolno mi. Jestem jak Profesor Snape. Teraz wiem, czemu był taki. Każdy, komu okazałby sympatię, byłby zagrożony. Muszę ich chronić. Mogę być blisko tylko z tymi, którzy i tak są skazani.

Komandoska zamyśliła się na moment.

- Racja - powiedziała w końcu - Ma pani całkowitą słuszność. Nie będę pani więcej nękać. To słuszna droga. Wiem, że każdy normalny sąd kazałby panią zabić - dodała po chwili - Ale byliby w błędzie. Pani powinna żyć, bo ma pani wspaniałą duszę. Znikam - wyszczerzyła zęby - Bo mój nieszczęsny bratanek pewnie leczy robaka wódką. Jemu też muszę wyprać mózg. Ech, wy dzieci, wy tylko o jednym... Zakochanie to ciężka choroba.

- Mogę pani zadać osobiste pytanie?

- Tak, ale nie gwarantuję, że odpowiem.

- Pani... Czy pani wyszła za mąż z miłości?

- Nie. Azazel też mnie nie kochał. Rodzina postawiła mu ultimatum i tyle, miał sobie znaleźć żonę, albo matka by mu ją wybrała. Spytał mnie, czy się zgodzę, bo mnie lubił. Byłam biedna i byłam Szlamą, on był zamożny i był Malfoyem. Poza tym jest niesamowicie przystojny. Postanowiłam ułatwić sobie życie i tyle. Ale teraz kocham mojego męża. Naprawdę. I nie żałuję swojego wyboru.

Hermiona została sama ze swoimi myślami. Nic nie było proste. Nie miała domu. Nie mogła zostać Uzdrowicielką, bo była wampirzycą. Musiała zerwać kontakty ze wszystkimi. Wiedziała, że Lucjusz pożyczy jej pieniędzy na naukę, ale...

Dlaczego to musiało być takie skomplikowane?

Dwa piętra niżej Wiktor Krum myślał o tym samym.


A Karl Friedrich Grindewald kończył pracowity dzień w sądzie. Grindewald nie znosił sądów. Wampiry miały wrodzony wstręt do ustaw, edyktów i poleceń i większość ich wewnętrznych spraw regulowało prawo zwyczajowe, odwieczne, a w dodatku proste i zrozumiałe. Rada wkraczała ze swoimi wyrokami tylko w poważnych i skomplikowanych przypadkach. A to oznaczało decydowani o życiu i śmierci, czego Grindewald nie znosił.

Budynek wampirzego sądu był chyba jedynym na Ziemi, który nie powalał ogromem, marmurami i innymi dowodami potęgi państwa, które reprezentował. Wampiry, z oczywistych przyczyn, miały wstręt do wszelakich Wizengamotów i Sądów Najwyższych, więc własny sąd zbudowały w zupełnie innym stylu. Przede wszystkim nie sposób było nie zauważyć mnóstwa wszelakich sentencji, wypisanych chaotycznie na ścianach i drzwiach.
Oprócz napisów w stylu "Lasciate ogni speranza", "Pojechałem do sądu, nie wiem, czy wrócę" czy "The first thing we do, let's kill all the lawyers"*** było też mnóstwo "złotych myśli" w rodzaju "Prawo nie jest zemstą, ale zemsta jest prawem". Na drzwiach gabinetu Karla przybito tabliczkę z napisem "Führer" (Grindewald do dziś się zastanawiał, kto przerobił litery na gustowny gotyk) a pod spodem wypalono różdżką "Ich bin doch das verfluchte Gesetz"****.

Karl Friedrich wrócił do zamku z plikiem papierów na jutro.

- Czy mój Czarny Pan znajdzie trochę czasu dla swojego wiernego generała? - Nasira usiadła na biurku.

- Oj, pani generał, tak mi dali popalić z tym sądem, że...

- Jak powiada Salazar Slytherin w swojej "Sztuce wojny", kiedy Czarny Pan jest zmęczony, powinien położyć się po łóżka, a jego zaufany generał ma mu zrobić masaż pleców... I nie tylko pleców. Chyba, że Czarny Pan ma życzenie od razu przejść do konkretów. Na rozkazy, Panie!

- Mądrość płynie z każdego słowa wielkiego Salazara - uśmiechnął się Grindewald - Nasiro Bellatrix Brunhildo Grindewald, pani moja, Mistrzyni Cieni, ogłosiłaś dziś dzień dobroci dla zapracowanych Czarnych Panów, czy co?

- Nie, drogi mężu, ale kupiłam sobie szlafroczek i sprawdzam, jak na ciebie działa.

- Rozpraszająco. Bardzo. Jak coś, czego prawie nie ma, może tak rozpraszać?

- I jak coś, czego prawie nie ma, może tyle kosztować - mruknęła pani Grindewald - Znów tyle roboty?

- Wyszłaś za Czarnego Pana, to czego się spodziewałaś?

- Czarny Pan i Mistrzyni Cieni to dobrana para - stwierdziła krótko Nasira - I jestem zadowolona, choć siłą nas zawlekli na nasz ślub, jeśli mnie pamięć nie myli. Załatwiłeś już sprawę mojego kuzyna?

- Wreszcie. Ciągnęło się to niemiłosiernie. Ale patrz na to - dał jej teczkę oznaczoną GB\PM\LM&HG1997

- Wielka Brytania, morderstwo polityczne i...

- Lucjusz Malfoy, Hermiona Granger.

- A, słyszałam. I gdzie ten problem? Ja żadnego nie widzę. Po cholerę w ogóle ich ciągniecie do sądu?

- Ten osioł Michelsen się uparł.

- Formalista i konserwa. I cięty na Malfoyów. Ale - Nasira odsłoniła zęby w chytrym uśmiechu - Salazar powiada, że trzeba oddać śliwkę za brzoskwinię. Rzuć mu coś, co mu zamknie pysk.

- Co?

Nasira wyciągnęła się na biurku.

- Oj, dajcie Malfoyowi solidną grzywnę za niesubordynację i takie tam. Dla niego to pestka, a Michelsen się zamknie.

- Mądrość przez ciebie przemawia, droga żono.

- W małżeństwie ktoś musi myśleć. I lepiej jeśli robi to ktoś, kto się na tym zna.

- Jesteś doskonała, wiesz?

- Wiem. Po raz pierwszy powiedziałeś mi to w dniu ślubu. To był udany ślub, pan młody na psychotropach, panna młoda na morfinie...

- Wiesz, żałuję, że nie widzieliśmy wtedy, jak babka Malfoy dała w pysk Schmitzowi - uśmiechnął się Niemiec.

- Ale potem pokazała nam to w Myślodsiewni. Facet przeszorował przez cały stół, pamiętasz?

- Ale to nie to samo, co na żywo - westchnął z żalem Karl Friedrich - Ona była cudowna. I zawsze wiedziała o wszystkim.

- To był generał Serafinów, pamiętaj.

- Przecież wiem. I należało się jej to. Nasiro, nie wierzę w żadną rasę panów, ale gdyby istniała, moja babka na pewno by do niej należała. To była niesamowita wiedźma.

- Zgadzam się. I bierzmy się do tych papierów, bo zamarznę w tym szlafroczku.

- Obiecuję ci, że nie zamarzniesz.

- Potem musimy jeszcze obgadać sprawę Severusa.

- Co, dalej obrażony na cały świat? - mruknął Grindewald - Facet jest świetny w swoim fachu, ale psychicznie...

- Praca w służbach specjalnych niszczy, Karl.

- Wiem, Nasiro, wiem.

W związku z tym budżet Rady otrzymał solidny zastrzyk finansowy, a sprawa Hermiony i Lucjusza została uznana za niebyłą.

Severus Snape zaś opróżniał kolejną puszkę mugolskiego piwa, wyrażając się nieparlamentarnie o przepowiedniach, runach i hogwarckim Dyrektorze. Nienawiść i poczucie krzywdy zaślepiały go i wcale ale to wcale nie miał ochoty spieszyć nikomu z pomocą. Niech sobie sami radzą. Niech umrą, jeśli nie potrafią się bronić.




*Powiedz, jak daleko się posuniesz
Czy chcesz go widzieć u swoich stóp - Tak
Czy chcesz, by przed tobą klęczał
Czy chcesz, by błagał o łaskę

Myśli o zemście, o upokorzeniu
Niczego innego już nie widzisz
Twoje chore emocje
Nie dają mu żadnych szans
Twoja wściekłość nie chce umrzeć
Tylko dla niej jeszcze żyjesz

Nie możesz, nie chcesz i nie będziesz przebaczał
Zmieniasz jego życie w piekło
Wpędzany w szaleństwo przez
Bezgraniczną złość, zagładę i zemstę
Urodziłeś się, by nienawidzić

Moja wściekłość nie chce umrzeć
Moja wściekłość nie chce umrzeć
Moja wściekłość nie umrze

Ciskasz nienawiść jak kamień
Prosto w niego
Ścigałeś go, polowałeś na niego, przekląłeś go
A on się czołgał, byle dalej od ciebie

Nie możesz, nie chcesz i nie przebaczysz
Zmieniasz jego życie w piekło
Wpędzany w szaleństwo przez
Bezgraniczną złość, zagładę i zemstę
Urodziłeś się, by nienawidzić

Moja wściekłość nie chce umrzeć
Moja wściekłość nie chce umrzeć
Moja wściekłość nie umrze

Rammstein. "Wut Will Nicht Sterben" Jak dla mnie baardzo w stylu Seva S.


**Germańskie runy, używane potem, niestety, przez nazistów, głównie SS. Do obejrzenia na przykład pod adresem: www.geocities.com/Vienna/Strasse/8514/runes.html Wiele runów, krzyży i innych symboli można też obejrzeć w "Europie" Normana Daviesa. Jeśli ktoś chce poczytać więcej, wystarczy wklepać "runy" w wyszukiwarkę, a wyświetli się mnóstwo stron. Zaznaczam tylko, że te same znaki bywają różnie nazywane i interpretowane. Ja posługuję się tu nazwami i interpretacjami niemieckimi.

Krótko po polsku:

Kampf (niem. "walka"), run Tyra, germańskiego boga wojny. Kształt: strzała skierowana w górę.
Opfer (niem. "ofiara", "poświęcenie"), symbol poświęcenia samego siebie. Wygląd: jak SS-mańskie "S", ale pozioma kreska jest długa, a ukośne krótkie.
Tod (niem. "śmierć"). Jak pacyfa ale bez kółka. Odwrócony do góry nogami zmienia się w Leben, run życia.
Sieg (niem. "zwycięstwo"), również symbol pioruna, światła itd. To właśnie SS-mańskie "S", albo blizna Pottera, jak kto woli.
Eif (niem. eifrig "żarliwy", "oddany", "fanatyczny"). Kształt: lustrzane odbicie znaku Opfer.
Hakenkreuz, czyli krzyż z hakami... Swastyka.

*** Na początek zabijmy wszystkich prawników - Szekspir
****Ja jestem tym cholernym prawem




Następny rozdział > >