***
Dochodziła jedenasta wieczorem, gdy wysoki, ubrany w czarną szatę,
ciemnowłosy młodzieniec zjawił się w gabinecie Dyrektora Hogwartu.
- Ach Severusie- rzekł Albus na widok swego gościa- czekaliśmy na ciebie...dlaczego nie przyszedłeś na Wigilijną Kolację?
Chłopak stojąc wciąż w drzwiach podniósł wzrok na Profesora, a w jego oczach zagościł znany błysk ironii.
- Naprawdę?... - rzekł sarkastycznie- ...Nie chciałem przeszkadzać.
- Przeszkadzać?...Przecież byłeś zaproszony.
Młody człowiek uśmiechnął się krzywo na te słowa...dobrze wiedział,
że większość czarodziejów nauczających w Hogwarcie już wiedziała, że
Dumbledore przyczynił się do ułaskawienia Śmierciożercy...i choć nigdy
głośno tego nie powiedzieli ze względu na szacunek dla Albusa...to jednak
nikt z nich nie potrafił zrozumieć takiego postępowania.
A zaproszenie TEGO człowieka do Hogwartu...i to w dodatku na
Święta...było chyba ostatnią rzeczą, jakiej pragnęli w dniu tak
uroczystym i ...wesołym.
- Nie sądzę...- odezwał się cicho-...by Śmierciożerca był mile
widziany przy Wigilijnym stole...raczej nikt, poza Panem, nie byłby
zachwycony.
Wolałem oszczędzić wszystkim konsternacji...poza tym, nie przepadam
za sztuczną świąteczną atmosferą...kiedy wszyscy udają twoich przyjaciół
czekając tylko, na sposobność, by wbić nóż w plecy.
Stary czarodziej uważniej spojrzał na chłopaka, który stał na środku gabinetu nie chcąc siadać bez wyraźnego zaproszenia.
Nie skomentował jednak jego wypowiedzi dobrze wiedząc, że Severus miał całkowitą rację.
Większość nauczycieli była zszokowana decyzją Dyrektora i tym, co wydarzyło się trzy tygodnie temu.
Nigdy żaden Śmierciożerca nie zjawił się dobrowolnie na przesłuchaniu w Ministerstwie Magii...
...nikt jeszcze nie stawał w obronie sług Voldemorta...
...nikt nie świadczył na rozprawie w Wizengamocie zwracając się z prośbą o ułaskawianie, któregokolwiek z nich...
...i jeszcze nigdy żadne posiedzenie sądu nie odbywało się za zamkniętymi drzwiami...tak jak to!
Najwyraźniej cała sprawa przesycona była wielką tajemnicą...i każdy
nauczyciel w Hogwarcie chciał ową zagadkę rozwikłać rozpuszczając setki
plotek o Severusie Snapie...bynajmniej nie były to opinie pochlebne.
Wszyscy podejrzewali, że nadal pracuje dla Sam- Wiesz-Kogo,
szpiegując jego największego wroga-Albusa Dumbledore'a, który wydawał
się w ogóle tym nie przejmować!
Wręcz przeciwnie. Zapewniał o swym głębokim zaufaniu do Snape'a!
Ludzie nie potrafili tego pojąć! Przecież żadnemu śmierciożercy... choćby nawróconemu, ufać nie sposób!
- Usiądź Severusie...proszę- rzekł Albus wskazując krzesło- napijesz się czegoś?...a może zjesz?...mam tu przepyszne ciasteczka.
Mówiąc to machnął różdżką a mahoniowe biurko pokryły półmiski ze smakołykami.
- Nie dziękuję, nie jestem głodny- odpowiedział chłodno siadając przed czarodziejem.
Jego twarz wyrażała więcej niż mógłby powiedzieć słowami.
Nie był w stanie znieść tej gościnności...nienawidził Świąt Bożego Narodzenia.
Nigdy ich nie obchodził, był ateistą, podobnie, jak jego
rodzicie...poza tym z owym okresem wiązały się niezbyt wesołe
wspomnienia.
Jego ojciec zawsze wracał do domu pijany...więc Boże Narodzenie
spędzał raczej w nieciekawej atmosferze...to był taki żałosny prezent,
który dostawał każdego roku na własne urodziny.
Chłopak opuszczał na święta mury szkoły tylko dlatego, by mieć oko na matkę i ewentualnie móc stanąć w jej obronie.
Robiło mu się niedobrze ilekroć widział roześmiane, wesołe twarze na ulicach.
Nie rozumiał, z czego ci ludzie się cieszą...dlaczego są tak zadowoleni...podczas gdy on nie miał żadnych powodów do radości.
Zdecydowanie trudniej jest znosić własne cierpienie, kiedy wszyscy
dookoła są w skrajnie odmiennych nastrojach! A tak było, co roku...
- Zdaję sobie sprawę, że nie jesteś w stanie świętować wraz z
innymi- rzekł Profesor po dłuższej chwili ciszy - nigdy nie byłeś, a
teraz masz jeszcze więcej powodów do zmartwień niż kiedyś.
Młodzieniec spojrzał ostro na Dumbledore'a. Nie lubił, gdy ten
stary czarodziej wypowiadał na głos jego własne myśli...czuł się wtedy
tak, jakby nie posiadał prawa do żadnej strefy prywatności.
Najgorsze jednak, były momenty, w których pobierał lekcje
Oklumencji, wtedy siwobrody człowiek wdzierał się do jego umysłu
wydobywając na powierzchnię wspomnienia, których młody Snape nie
potrafił znieść...lub takie, których nie chciał sobie przypominać...bo były
zbyt upokarzające!
Choć z drugiej strony był wdzięczny za tą naukę, gdyż dzięki niej
mógł zamykać swój umysł przed penetracją Lorda zdecydowanie szczelniej
niż wcześniej...no i nie potrzebował już zażywać tak wielkich ilości
Occuloserum, które, jak każdy eliksir, można przedawkować z negatywnym
skutkiem dla organizmu.
- Chciałbym w takim razie wiedzieć- kontynuował Albus - dlaczego
zdecydowałeś się przyjść tutaj dzisiejszego dnia, skoro nie potrafisz
znieść świątecznej atmosfery?
Blady młodzieniec siedzący na krawędzi krzesła odetchnął głęboko.
- Przyszedłem tu...by Panu podziękować...- rzekł przyglądając się
własnym kolanom- ...jeszcze tego nie uczyniłem i wydawało mi się,
że...właśnie dzisiaj jest odpowiednia ku temu pora.
Już po raz drugi uratował mi Pan życie...nie wiem, czy było
warto...ale mimo wszystko dziękuję. Dostałem kolejną szansę, choć
większość nie podziela Pańskiej opinii na mój temat.
Słowa, które przed chwilą padły z ust Severusa były czymś nieprawdopodobnym.
Ten młody człowiek nie miał w zwyczaju dziękować, po pierwsze,
prawie nigdy nie było, za co...po drugie, podziękowania jakoś w żaden
sposób nie potrafiły się przecisnąć przez jego gardło...nawet, gdy
wiedział doskonale, że powinien był ze złożyć.
Podobnie, jak przeprosiny.
Snape był typem człowieka o bardzo powściągliwej naturze...w
większości nie okazywał uczuć, tym bardziej ciepłych, uznając to za
przejaw słabości...rzadko też głośno przyznawał się do popełnionych
błędów.
Nawet, gdy odczuwał wobec kogoś wdzięczność, nie potrafił jej
wyrazić...nie można było się temu dziwić, nikt go przecież tego nie
nauczył.
- Nie ma, za co, Severusie...zrobiłem tylko to, co uważałem za
słuszne- odezwał się cicho, lekko zaskoczony Dumbledore - a co do
reszty czarodziejów ...to prawda, nie przepadają za Twą osobą,
jednak...obawiam się, że będą zmuszeni się przyzwyczaić.
Na twarzy młodzieńca obmalowało się zdziwienie. Dyrektor zawsze
miewał "niekonwencjonalne" pomysły, które inni ludzie zapewne nazwaliby
szaleństwem.
- Nauczyciel eliksirów wraz z nadejściem nowego roku szkolnego
przechodzi na emeryturę...- kontynuował spokojnie - ...pragnę to stanowisko
powierzyć Tobie...oczywiście, jeśli wyrazisz uprzednio swoją zgodę.
Severus zesztywniał wpatrując się z niedowierzaniem w
jasnoniebieskie oczy rozmówcy i prawie zsuwając z krzesła, na którym
siedział.
- Nie bądź taki zdziwiony...za szpiegowanie Voldemorta płacić Ci nie
mogę...sam rozumiesz, dlaczego...a zostając nauczycielem dostawałbyś
wynagrodzenie za uczciwą pracę, i to znacznie wyższe...niż za te
eliksiry, które sprzedajesz na czarnym rynku- mówiąc to uniósł znacząco
brew.
Chłopak otworzył usta chcąc zapewne zaprotestować, lecz Albus uciszył go dłonią i zgromił spojrzeniem.
- Nie sil się, proszę, na kłamstwa w mojej obecności!...Wiem
doskonale, z czego żyjesz, zdaję też sobie sprawę z tego, że Lord nie
płaci swoim śmierciożercom za "usługi", więc, jak widzisz moja oferta
jest dość atrakcyjna.
Młody Snape milczał nie wiedząc, co ma odpowiedzieć, wydawało mu się, że Profesor żartuje.
- Składam Ci całkowicie poważną propozycję...jesteś doskonałym
kandydatem, najlepszym spośród wszystkich, jacy się do mnie zgłosili.
Otrzymałeś prawie same WYBITNE na egzaminach końcowych...jesteś
wyjątkowo zdolnym czarodziejem, dlatego mógłbyś wykorzystać swe
umiejętności w bardziej efektywny sposób niż dotychczas.
Poza tym zamieszkałbyś na kwaterze w Hogwarcie...- zawiesił głos
wiedząc doskonale, w jakich warunkach mieszkał chłopak przez ostatnia
dwa lata.
Severus co prawda wyprowadził się z zatęchłego mieszkanka tuż po
śmierci matki...w spadku otrzymał rodzinny dom, sprzedał go jednak, gdyż
zbyt wiele złych wspomnień się z nim wiązało...i za namową Albusa wynajął
znacznie już przytulniejszy, choć nadal bardzo malutki, pokoik w
Salisbury.
Czarnowłosy młodzieniec oparł łokcie o blat stołu ukrywając twarz w dłoniach.
Czuł się tak, jakby jego mózg miał za chwilę eksplodować na skutek
wstrząsu i nieprawdopodobnych informacji, które do niego docierały z
niewielkim opóźnieniem.
Nie wierzył w to, co usłyszał.
Otrzymanie pracy nauczyciela w Hogwarcie- jednej z lepszych szkół
dla czarodziejów, jakie istniały na świecie, było ogromnym osiągnięciem
i zaszczytem.
Wszyscy czarodzieje w Wielkiej Brytanii wiedzieli doskonale, jak
wysokie kryteria stawiał Dyrektor przyszłym kandydatom na tak pożądane
przez wielu stanowiska.
Dumbledore był, bowiem zdania, że nauczanie młodego pokolenia jest
jednym z najbardziej odpowiedzialnych zadań, jakie stoją przed dorosłym
człowiekiem.
Dokonywał, więc ostrej selekcji kandydatów na nauczycieli, chyba,
że nie miał specjalnego wyboru, wtedy był zmuszony przyjąć, tego, kto
się zgłosił.
- Uważa Pan- zaczął cicho, Severus- że...ja jestem najwłaściwszym kandydatem?...przecież nie posiadam żadnego doświadczenia...ja...
- Nikt na początku go nie posiada- przerwał chłopakowi Albus-
praktykę zdobywa się z czasem...ale jestem przekonany, że poradziłbyś
sobie doskonale.
Jesteś człowiekiem opanowanym, inteligentnym, świetnie znającym się na swoim fachu...czego mogę chcieć więcej?
- Oczywiście...- rzekł młodzieniec podnosząc wzrok na profesora- ...jestem
też mordercą, skrzywionym psychicznie sługą Czarnego Pana oraz
nieobliczalnym czarodziejem władającym doskonale Czarną Magią.
Czegóż chcieć więcej!- rzekł podniesionym głosem.
Nie boi się Pan?- dodał głosem pełnym cynizmu a oczy błysnęły mu
dziko-...że zrobię komuś...- nachylił się w stronę Dyrektora-
...KRZYWDĘ?!...- wysyczał mrużąc powieki.
- NIE!- rzekł stanowczo Dumbledore patrząc wprost w czarne tęczówki
bladego chłopaka- ponieważ niespełna miesiąc temu udowodniłeś, że jest
inaczej...powracając z własnej woli w szeregi śmierciożerców, by nie
narażać uczniów i ich rodzin!
Poza tym nie uważam, że jesteś nieobliczalny...raczej nerwowy...
...choć nie pokazujesz swych emocji otaczając się szczelnym murem,
tak, jak robisz to w tej chwili przyjmując postawę pełną
ironii...drwiny...cynizmu...sarkazmu...kpiny...
Udając kogoś zupełnie innego!
Znam doskonale tę maskę. Nosisz ją przez całe swe życie w nadziei,
że ochroni Cię przed bólem. Zadajesz cios, zanim zada go Tobie
domniemany wróg!
ATAK-typowa postawa obronna!
W jego źrenicach błysnął groźny płomień i sam nachylił się teraz w
stronę lekko zbitego z tropu młodzieńca, sprawiając, że ich twarze
zbliżyły się do siebie na odległość paru cali.
Przez chwilę mierzyli się spojrzeniem...tocząc milczący pojedynek.
Snape znosił to z trudem, choć pozostawał nieugięty.
- Czy ty chłopcze...CHCIAŁEŚ -MNIE -ZASTRASZYĆ?!- rzekł Dumbledore
równie zimnym głosem jak Seveus, a w jego wypowiedzi dało się słyszeć
ostrzegawczą nutę.
Chłopak jednak, nauczony agresywnej obrony, nadal ciskał zabójcze,
pełne gniewu błyskawice w starego człowieka, który wydawał się mieć
cichą satysfakcję, że doprowadza go do wściekłości swą niewzruszoną
postawą. Zdecydowanie wygrywał ze Snapem!
-Zbyt wielu, podobnych Tobie już widziałem. Nie próbuj, więc mną
manipulować, bo to Ci nie wyjdzie! Mnie nie tak łatwo oszukać, młody
człowieku...
...nie ukryjesz przede mną swej prawdziwej natury, którą masz wypisaną w oczach!
Severus ze złością odchylił się na krześle jak najdalej twarzy Profesora pośpiesznie odwracając wzrok.
Wciąż jednak czuł na sobie świdrujące spojrzenie siwowłosego czarodzieja.
- Jak widzisz...ja również potrafię walczyć Twoją bronią, choć nie lubię...i rzadko to robię.
Radziłbym, byś nie stosował wobec mnie takich sztuczek...gdyż każda różdżka ma dwa końce...bacz więc, czy właściwie ją trzymasz.
Dyrektor siedział przez moment w całkowitej ciszy pozwalając młodzieńcowi nieco ochłonąć, po czym spokojnie stwierdził:
- Nie musisz dawać odpowiedzi dzisiaj...jest jeszcze dużo czasu...o
Voldemorta też się nie martw, prędzej się ucieszy, że będzie miał swoją
"wtyczkę" w Hogwarcie niż znowu posądzi Cię o zdradę...wszystkiemu da się
zaradzić- uśmiechnął się lekko wciąż bacznie obserwując chłopaka,
którego otaczała gradowa chmura złości i frustracji.
- Nie wszystkiemu...- wydusił z goryczą po krótkiej chwili-...ja nigdy
nie odkupię swych win...nigdy nie będę już "czysty", choćbym nie wiem, co
zrobił...na zawsze pozostanę śmierciożercą...nim nie przestaje się być.
Tego się nie zapomina- wyszeptał z zamkniętymi oczami.
- Masz rację, tego się nie zapomina...nawet nie powinno się
zapominać- rzekł wyraźnie Albus - bo pamięć o własnych błędach sprawia,
że nie popełnisz ich już nigdy w przyszłości...wiem, że to dość okrutne,
ale taką cenę płacą wszystkie ludzkie istoty.
Jednak...istnieją sposoby na zmycie owego "brudu", jak twierdzisz...na uwolnienie się od ciągłych prześladowań sumienia.
Tym sposobem może być uratowane życia drugiemu człowiekowi...lub
wzięcie pod ochronę oraz wsparcie istoty na pozór bezbronnej, która ma
niezwykle trudne zadanie do wykonania, a samotnie nie będzie w stanie
mu podołać.
Tak się składa, że narodził się właśnie ktoś taki...pięć miesięcy temu.
Jeśli tego naprawdę pragniesz...mogę uwolnić Cię od owego
brzemienia...zmyć piętno- kontynuował widząc coraz bardziej zdziwione
spojrzenie Severusa- musisz jednak wiedzieć, że jest to niezwykle silna
magia, kontrakt wiążący na całe życie.
Gdy go złamiesz...wtedy naprawdę BARDZO ciężko będziesz musiał pracować
by odkupić swoje winy...może Ci nawet nie starczyć na to jednego życia!
Jeśli jednak zgodzisz się na takie rozwiązanie, to mogłoby ono
stanowić swoiste Remedium dla twej duszy...ale tyko wtedy, gdy dopełnisz
warunków kontraktu nie dlatego, że je jesteś nim związany...ale z
potrzeby serca...inaczej cały trud nie miałby sensu.
Tu chodzi raczej o odpowiedzialność...nie o czcze przysięgi, ani o związanie się umową, której złamać nie można.
Od początku do końca TY decydujesz, jak postępujesz, jakich wyborów
dokonujesz i w oparciu, o co. Twoje wybory winny być podyktowane
uczciwością i dobrem...
NIE!!! "mniejszym złem" jak to twierdzą niektórzy, ani interesem własnym...zdajesz sobie sprawę, jak bardzo to jest trudne?
Jednak "nagroda" jest duża...zmazujesz, bowiem swe poprzednie winy...decyzja, jak zwykle z resztą, należy do Ciebie!
Skończył swą przemowę a w gabinecie zapadła cisza, którą burzyło tylko rytmiczne tykanie zegara.
- Nie wiem czy byłbym do tego zdolny- rzekł niepewnie Severus po
paru minutach - co konkretnie miałbym zrobić?...Ochraniać tego
dzieciaka?...Pomóc mu w tym zadaniu?
Właściwie to, o jakie zadanie chodzi?- spytał nie będąc pewnym czy chce poznać odpowiedź.
- Znasz początek przepowiedni...chodzi tu właśnie o chłopca, którego ona dotyczy i jego misji, z którą przyszedł na świat.
Severus przypomniał sobie treść części przepowiedni zasłyszanej
przed prawie półtora rokiem, którą przekazał wtedy Czarnemu Panu:
OTO NADCHODZI TEN, KTÓRY MA MOC POKONANIA CZARNEGO PANA ... ZRODZONY
Z TYCH, KTÓRZY TRZYKROTNIE MU SIĘ OPARLI, A NARODZI SIĘ, GDY SIÓDMY
MIESIĄC DOBIEGNIE KOŃCA...
- To znaczy, że mam mu pomóc zabić...- zapytał szeptem.
- Nie Severusie, on musi zrobić to sam...ty musiałbyś go
ochraniać...pomagać znosić ten ciężar...nauczyć wszystkiego, co może się
okazać najcenniejsze w walce...a wydaje mi się, że masz bardzo wiele
zdolności, niezwykle przydatnych...i nie chodzi mi o sztuki
magiczne...raczej o cechy charakteru...które mógłbyś pomóc wykształcić u
tego młodego człowieka.
Przede wszystkim interesuje mnie odporność na stres...i umiejętność
kontrolowania swych emocji...to akurat masz opanowane do perfekcji...i
jeszcze parę innych, których nie jesteś świadom.
- I tylko to, jak nauka i opieka nad jakimś smarkaczem, miałoby mi
pomóc odkupić swoje winy???- spytał niedowierzając, że może być to tak
proste.
- To BARDZO wiele...widzę, że nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo-
rzekł Albus uśmiechając się tajemniczo- byłeś sługą Lorda Voldemorta,
wykonywałeś jego rozkazy, zabijałeś ludzi, torturowałeś, patrzyłeś jak
torturują inni...byłeś karmiony nienawiścią i okrucieństwem...zapewniam
Cię, że zadanie wymagające od Ciebie łagodności i cierpliwości może się
okazać trudniejsze niż myślisz.
I właśnie, dlatego, że nie będzie dla Ciebie łatwe...może mieć taką zbawienną moc!
Nie znaczy to oczywiście byś w jakikolwiek sposób faworyzował tego
chłopca...może nawet przeciwnie...powinieneś być dla niego bardziej
wymagający, gdyż potrzebny mu będzie hart ducha i szkoła przetrwania.
- I myśli Pan, że potrafiłbym temu sprostać...skoro to takie trudne?
- Ty musisz to ocenić...ale tak, wydaje mi się, że jesteś w
stanie...poza tym odnoszę wrażenie, że byłbyś wręcz idealną do tego
zdania osobą.
Albus zdawał sobie sprawę, że przepowiednia mogła dotyczyć dwojga dzieci:
Neville'a Longbottoma oraz Harry'ego Pottera.
Miał jednak dziwne przeczucie, że to raczej temu drugiemu chłopcu przeznaczone jest być "pogromcą Czarnego Pana".
Severus nie znał dalszej części przepowiedni mówiącej o "naznaczeniu" owego dziecka przez Lorda jako "równego sobie".
Mały Neville pochodził z rodziny czarodziejów czystej krwi w prostej
linii, Harry natomiast miał mieszane pochodzenie, choć oboje rodzice
byli czarodziejami, od strony matki posiadał mugolskich kuzynów.
Tom Riddle nie był czarodziejem czystej krwi, istniało, więc
ogromne prawdopodobieństwo, że podświadomie wybierze chłopca, który
również jest mieszańcem.
Ponadto Dumbledore był świadom nienawiści Severusa, jaką żywił do ojca małego Harry"ego- Jamesa Pottera.
Ta wzajemna niechęć zaczęła się już w czasach szkolnych i trwała do
dziś, co dodatkowo mogło uczynić zadanie młodego Snape"a jeszcze
trudniejszym, jednakże nadając mu tym samym znacznie silniejszą moc
sprawczą!
- Więc jak...decydujesz się na takie rozwiązanie?- spytał po chwili widząc zaciętą minę młodzieńca.
- Jeśli tylko będę mógł zrzucić w ten sposób choć część ciężaru,
jaki noszę...to tak, zgadzam się...jednak nadal nie wierzę, że to może
pomóc w moim odkupieniu.
- Severusie...odkąd Cię znam wszystko podawałeś w wątpliwość- rzekł
Dumbledore ponownie się uśmiechając- a ja zawsze zastanawiałem się,
dlaczego w Tobie jest tak mało wiary...chyba masz po prostu przewrotną
naturę.
Zanim jednak zrobię cokolwiek, muszę być stuprocentowo pewien, że
świadomie, z własnej woli się na to godzisz, bo później nie będzie mowy
o wycofaniu się z zawartego układu.
Severusowi przed oczami stanęły sceny, które wielokrotnie rozgrywały się w ciągu trzech lat jego służby u Czarnego Pana.
Przypomniał sobie, jak zabijał, torturował...czasami nawet zaczynało
mu to sprawiać coś na kształt przyjemności...jakby zamieniał się powoli,
pod wpływem niewolącej mocy Voldemorta, w kogoś zupełnie
innego...bezdusznego...pozbawionego współczucia...
...W POTWORA!
Bał się tych własnych przeistoczeń...przerażały go, bo tracił nad sobą kontrolę, jakby odłączała mu się świadomość.
Teraz pojawiła się możliwość odkupienia własnych win...zrzucenia,
chociaż części bólu, jaki przez cały czas tkwił w jego
sercu...wystarczyło tylko się zgodzić.
No i jeszcze jedna, może najważniejsza rzecz, przemawiała właśnie za takim rozwiązaniem!
Będzie musiał nauczać i ochraniać dziecko, które w przyszłości
zetrze Czarnego Pana z powierzchni ziemi...więc stanie się tak, jakby sam
częściowo przyłożył rękę do jego unicestwienia!
Tak! Takie rozwiązanie stanowiło nawet swego rodzaju zemstę, za
WSZYSTKO, czego Lord Voldemort w swym okrucieństwie się dopuścił!
Podjął decyzję.
- Dobrze! Zgadzam się!- rzekł stanowczym głosem, był całkowicie pewien.
Poza tym jego życie było już tak ciężkie, że nie miał nic do
stracenia, nie ryzykował przecież potępieniem...bo dawno BYŁ potępiony.
- W takim razie niech się stanie! - odrzekł Albus uważnie patrząc
w oczy młodzieńca, w których wyczytał ból, chęć zadośćuczynienia, upór,
ale również małą niepewność co do skuteczności zaproponowanej mu
metody.
Wstań Severusie.
To nie będzie bolało...aczkolwiek może być nieprzyjemne...a to, dlatego, że spoczywa na tobie ciężkie piętno.
Ale i lekarstwo będzie silne, wierz mi.
Chłopak podniósł się z krzesła i przeszedł razem z Dyrektorem na środek gabinetu.
- Zamknij oczy i...nie obawiaj się, nie zrobię Ci krzywdy- rzekł dostrzegając pewne wahanie na jego twarzy.
Widzę, że nadal nie potrafisz mi zaufać do końca...ale będziesz
musiał...gdyż tylko ja znam Twoje wszystkie tajemnice...i wiedz, że mino to
nie zamierzam Cię kontrolować czy zadawać bólu w jakikolwiek sposób...NIE
JESTEM TWOIM WROGIEM!
Będziemy chyba musieli popracować nad wzajemnym zaufaniem...to niezbędne, jeśli stoimy po jednej stronie barykady.
Ale nie dzisiaj...teraz się rozluźnij...weź głęboki oddech.
Młodzieniec spełnił prośbę czując się chyba jeszcze bardziej spięty niż przed sekundą.
Dumbledore skrzywił się ze współczuciem obserwując wysiłek z jakim
chłopak chciał zachować spokój wewnętrzny, podobnie jak podczas lekcji
Oklumencji , kiedy to nie potrafił się wyciszyć i odprężyć...Albus dobrze
wiedział, co stanowiło tego przyczynę.
<Jeszcze długa droga przed tobą, Severusie, ale jesteś silny...nawet nie wiesz jak bardzo!>
Wyciągnął różdżkę i przyłożył ją do piersi chłopaka, który stał z
zamkniętymi oczami lekko, prawie niewyczuwalnie dygocąc na ciele.
- SANGUINIS RELIGO!!!- wypowiedział głośno a cały gabinet pogrążył się w oślepiającym świetle.
Snape poczuł ukłucie w sercu, bardzo silne, na chwilę stracił oddech, po czym ugiął kolana osuwając na podłogę.
Gdy otworzył oczy blask zniknął a wnętrze gabinetu wyglądało zwyczajnie.
Powoli podniósł się z kolan, rozglądając dookoła.
- Co to było?- spytał na wydechu- Nigdy nie widziałem czegoś podobnego!
- Dlatego kazałem Ci zamknąć oczy, byś nie stracił wzroku - rzekł
spokojnie Albus- To jest właśnie przykład na to, jak łagodna i silna
zarazem w swym działaniu, potrafi być BIAŁA MAGIA.
- Więc teraz jestem już związany z ...dzieckiem przepowiedni...z synem Longbottomów?
- Być może - odpowiedział Dumbledore uważnie przyglądając się młodemu czarodziejowi, który zdziwiony utkwił wzrok w jego oczach.
- Jak to...być może?
- Widzisz, to prawda, że Neville Longbottom może być dzieckiem
przepowiedni, spełnia praktycznie wszystkie kryteria...ale jest jeszcze
jeden chłopiec, który także odpowiada opisowi przepowiedni.
- Jeszcze jeden?- spytał zszokowany- Kto?
Albus wziął głębszy oddech.
- Może być nim również syn człowieka, którego dobrze znasz...i raczej nie darzysz przyjaźnią...
...ten drugi chłopiec to...
...HARRY POTTER.
Severus Snape poczuł jak opada mu do żołądka jakiś dziwny ciężar...
...nie był to strach... ...nie był to gniew...
...poczuł się jakby znalazł się w potrzasku...bez możliwości ucieczki!
Drewniany zegar wiszący na ścianie wybił północ, obwieszczając nadejście
Bożego Narodzenia.
W gabinecie zapadła długa, ciężka cisza...
KONIEC