Pokój - szczęśliwość, ale bojowanie
Byt nasz podniebny. On srogi ciemności
Hetman i świata łakome marności
O nasze pilno czynią zapsowanie.
Cóż będę czynił w tak straszliwym boju,
Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie?*


8


-Co było dalej z Harrym?
-Poppy zrobiła, co należało, ale... nikt nie miał pewności, czy to pomoże.
-A co na to Dumbledore? Wiedział, co się stało?
-Nawet jeśli tak, to nie podzielił się z nami tą wiedzą. Siedział zamyślony przy łóżku Harry'ego i nikt nie śmiał się do niego odzywać... Wszyscy darzyliśmy go zbyt dużym szacunkiem.
-A co z tobą?
-Mnie nikt tak wysoko nie cenił, Lupin. Przecież jestem tylko wrednym nietoperzem z lochów... Musiałem dalej grać swoją rolę.

- * -


Severus z cichym pyknięciem aportował się w kręgu. Jak zwykle, był jednym z ostatnich przybyłych. Powiódł spojrzeniem po zamaskowanych "braciach", jak zwykło się mówić o członkach Wewnętrznego Kręgu. Po kilku minutach byli już wszyscy.
W środku kręgu aportował się Czarny Pan. Wszyscy Śmierciożercy opadli na kolana.
Mroczny Lord spojrzał na nich przelotnie, po czym podszedł prosto do Severusa.
-Wstań.
Wypełnił rozkaz, usiłując nie zwracać uwagi na zimne dreszcze strachu wzdłuż kręgosłupa. Spojrzał w czerwone ślepia swojego pana, wypełniając umysł uczuciami wierności, oddania i szacunku. Tak naprawdę były to tylko wspomnienia, ale Severus miał wystarczającą wprawę, by oszukać Lorda. A przynajmniej zawsze dotąd mu się udawało.
-Wiesz, co się stało w Hogwarcie w Wigilijną noc - to nie było pytanie. Czarny Pan podszedł do Severusa na odległość kilku kroków, tak, że ten niemal czuł mroczną energię, promieniującą od czarnoksiężnika i oddziaływującą na wszystkich wokoło. - Jaki jest obecnie stan chłopaka?
-W dalszym ciągu leży w skrzydle szpitalnym, mój Panie - Severus postarał się, by w jego głosie obok lojalności do władcy pobrzmiewał wstręt do Pottera i rozdrażnienie z powodu jego wciąż bijącego serca. Z niejakim zdziwieniem spostrzegł, że nie przychodzi mu to tak łatwo jak kiedyś. - Dumbledore nie chce wysłać go do św. Munga, a szkolna pielęgniarka nie może zrobić już nic więcej, aby go uratować.
Czarny Pan uważnie spoglądał w jego oczy. Otworzył przed nim tą część swojego umysłu, w której znajdowały się wspomnienia odnośnie wydarzeń tamtej nocy. Mógł to zrobić beż zbytniego ryzyka, ponieważ wszystko, co mówił, było prawdą. Niestety.
-Czy wiesz, w jaki sposób Potter przeżył mój atak?
-Nie, Panie - odparł posłusznie Severus, lawirując wokół mielizn prawdy.
-Ten stary głupiec mu pomógł - syknął Czarny Pan niebezpiecznie jedwabistym głosem. - Nie ma innego wyjaśnienia. Ale jeszcze za to zapłaci... Już niedługo.
Odwrócił się do Severusa i powrócił na środek kręgu, dając znak dłonią, by inni Śmierciożercy wstali z kolan. Zwrócił się do Bellatriks:
-Wykonałaś moje rozkazy?
-Tak, Panie - w oczach kobiety migotała miłość i szacunek do Czarnego Pana. Wyglądała już dużo lepiej niż po ucieczce z Azkabanu, trzymała się niemal prosto i miała pewny głos. Severus wiedział, że nie ma w niej już śladu po obłędzie, przez co stawała się jeszcze bardziej niebezpieczna. Będzie musiał jeszcze bardziej uważać na Pottera.
Bo nie miał wątpliwości, że Bella chciała bólu i śmierci chłopaka równie mocno, jak Potter zemsty.

- * -


Gdy wreszcie wrócił do Hogwartu, była już prawie trzecia w nocy i Severus był wdzięczny, że istnieje taki dzień jak sobota. Na szczęście Czarny Pan nie urządził dzisiaj żadnego polowania na szlamy czy mugoli. Najwidoczniej był zbyt zajęty planowaniem jakiejś ważnej misji, o której nie wiedział niemal nikt prócz jego i Belli. Severus doskonale wiedział, że Lord nie do końca mu ufa. Cóż, Mistrz Eliksirów szczerze wątpił, by ufał komukolwiek, a Severus na pewno nie znajdował się w pierwszej dziesiątce. Był zbyt blisko Dumbledore'a, jako nauczyciel spędzał z nim zbyt wiele czasu, i dlatego Czarny Pan miał wątpliwości względem niego. Paradoksalnie ta właśnie "bliskość" z dyrektorem była jego wielkim atutem, razem ze znajomością Czarnej Magii i umiejętnością w ważeniu eliksirów. Jak długo nie dał Czarnemu Panu dowodu czy choćby podstawy do podejrzeń o nielojalność, był bezpieczny. Czy raczej tak bezpieczny, jak tylko może być szpieg i Śmierciożerca.
Z cichym westchnieniem ulgi Severus usiadł w głębokim fotelu przed kominkiem i zapatrzył się w migoczące płomienie. Obłożył swoje kwatery silnymi zaklęciami ochronnymi, więc był spokojny, że nikt, z wyjątkiem dyrektora, nie może pojawić się w jego mieszkaniu bez jego pozwolenia. Gdyby ktoś miał ochotę na niezapowiedzianą wizytę, czekałoby go kilka przykrych niespodzianek. Co prawda Dumbledore zapewniał, że Hogwartu jest całkowicie bezpieczny, ale Severus pozostawał przy życiu tak długo dlatego, że nikomu zbyt łatwo nie wierzył, i zawsze wolał mieć pewność. Ktoś mógłby nazwać go paranoikiem, ale nie byłaby to prawda. Dbałość o każdy szczegół i pewna podejrzliwość była zrozumiała u szpiega, którego życie zależało do tych cech.
Severus często przyłapywał się na tym, że na wpół świadomie stosował swoje umiejętności szpiega w szkole. Podczas rozmowy z innymi nauczycielami niemal automatycznie analizował ich zachowanie w poszukiwaniu możliwego podstępu. Na podstawie mimiki twarzy, zgarbienia ramion, gestów czy tonu głosu potrafił przewidzieć, o czym myśli dana osoba i co za chwilę zrobi. Jeszcze łatwiej sprawa przedstawiała się z uczniami. Większość z nich się go bała, nienawidziła lub starała się zdobyć jego przychylność. Świadomie faworyzował na swoich lekcjach Ślizgonów, podobnie jak Minerwa Gryfonów, choć był pewien, że wicedyrektorka nie zdawała sobie z tego sprawy. Już dawno przywykł do słuchania opinii, że to właśnie ze Slytherinu pochodzą wszyscy mroczni czarodzieje, ale wciąż wywoływało to w nim złość i rozgoryczenie. Niemniej, nie mógł nikogo zmusić, by ujrzał własna głupotę i uprzedzenia. Choć czasami miała ochotę spróbować, chociażby za pomocą kilku klątw.
Ciężko wstał z fotela i przebrał się z szat Śmierciożercy w obszerną, czarną nauczycielską togę. Nie czuł senności, jak zwykle po spotkaniu Kręgu. Wiedział, że nie zaśnie, a był zbyt rozkojarzony, by spróbować pracy w laboratorium. Alternatywą było pozostanie w komnatach i próba upicia się, albo spacer po korytarzach. Na to pierwsze nie miał ochoty, więc wyszedł ze swoich kwater, zabezpieczył drzwi zaklęciem i ruszył w bezcelową wędrówkę po zamku.
Włóczył się jakiś czas ciemnymi korytarzami, zatopiony w myślach. Ostatnio nie spotykało się uczniów łażących po szkole nocą. Wszyscy byli zbyt przerażeni. Ataki Śmierciożerców stawały się coraz częstrze, ostatnio ofiarami padali nie tylko mugole, ale również szlamy i ich rodziny. Severus wiedział, że wielu uczniów Hogwartu bało się o swoich rodziców. Część z zagrożonych rodzin postanowiła uciec - przenieśli się do innych krajów, głównie do Francji, USA lub Kanady. W związku z tym w tym roku brakowało w Hogwarcie kilkunastu uczniów. A wszystko wskazywało na to, że to dopiero początek.
Severus zatrzymał się gwałtownie i ze zdziwieniem zdał sobie sprawę, że znajduje się przed drzwiami do skrzydła szpitalnego. Zagapił się na nie nieprzytomnie. Wiedział, że za nimi jest sala pełna łóżek, rozświetlana o tej porze tylko blaskiem księżyca. A w jednym z tych łóżek leży Harry Potter.
Zapatrzył się w mosiężną klamkę. Kiedy tylko pomyślał o chłopaku, czuł przypływ wściekłości, bardziej na siebie i świat, niż na niego. Denerwowała go jego własna reakcja na ostatnie wydarzenia. Zawsze był opanowany i zimny, więc takie ujawnienie swoich emocji, o istnieniu których nawet nie wiedział, wprawiło go w zakłopotanie. Nawet, jeśli nikt nie miał o tym pojęcia. Te emocje go drażniły, ponieważ nie było w nim na nie miejsca, zaprzątały go i rozpraszały. A to wszystko wina tego cholernego Pottera.
Odwrócił się i wściekle ruszył w inne rejony zamku, wciąż pogrążony w myślach. W dalszym ciągu pozostawało dla niego zagadką, w jaki sposób chłopak przeżył atak Czarnego Pana. Do Glizdogona dowiedział się, jaki rytuał został przeprowadzony przez Mrocznego Władcę i nie mógł wyrzucić z siebie pewnego niechętnego uznania. Do rzucenia podobnego czaru na inną osobę potrzeba wielkiej mocy i najwyższych umiejętności w Mrocznych Arkanach. Potter potrafił obronić swój umysł i Czarny Pan nie miał już do niego dostępu, spróbował więc chociaż zniszczyć szczeniaka tą drogą. To przedziwne powiązanie między nimi tylko ułatwiało mu zadanie. A jednak się nie udało.
Dlaczego?
Potter powinien być już martwy.
I może być, przemknęło przez głowę Mistrzowi Eliksirów, ale szybko odsuną od siebie tą myśl. Potter wciąż mógł umrzeć. Dumbledore nie zgodził się na przeniesienie go do św. Munga, z czym Severus się zgadzał; chłopak nie byłby tam bezpieczny. Istniała spora szansa, że któryś z przekupionych lub zastraszonych pracowników szpitala mógłby przypadkowo podać mu niewłaściwą dawkę leku lub pomylić uzdrawiający eliksir z trucizną. Poza tym wątpliwe było, by któryś z uzdrowicieli mógł mu pomóc. Według Poppy chłopak nie odniósł żadnych ran czy obrażeń wewnętrznych. Jeśli nie liczyć sporego ubytku krwi, to szczeniak był całkowicie zdrowy. Po prostu nie można było go dobudzić.
Ponadto jego aura magiczna zachowywała się bardzo dziwnie. Severus nie odwiedził szczeniaka w skrzydle szpitalnym (niby dlaczego miałby?), ale jak Dumbledore powiedział mu na wczorajszej kolacji, zdawała się ona okresowo kurczyć do cieniutkiej otoczki lub puchnąć, wypełniając sobą niemal całą salę szpitalną. Dyrektor zauważył w niej też jaśniejsze i ciemniejsze przebłyski. Można było więc tylko czekać na jego przebudzenie.
Severus zaczynał się bać. Był zahartowany w walkach ze Śmierciożercami i Aurorami, zaprawiony w nauczaniu rozwrzeszczanych bachorów i doświadczony we wszelkich możliwych dziedzinach magii, zwłaszcza w jej ciemnej naturze, a mimo to ostatnie wydarzenia zdołały zachwiać jego psychiką. Zdawał sobie sprawę, że jest nieco rozstrojony. I zaczynał odczuwać strach: o Pottera i przed nim. Wiedział, jaką walkę będzie musiał stoczyć chłopak, i to być może już niedługo. Wiedział, ile zależy od jej wyniku i bał się, że Potter może przegrać. Równocześnie rozumiał, że do przetrwania ataku Czarnego Pana potrzebna była niebywała wręcz potęga magiczna oraz pamiętał wiele z wspomnień chłopaka i bał się, co może się z nim stać, niezależnie od wyniku jego rozgrywki z Lordem. Bał się sposobu, w jaki może użyć swojej siły.
Skręcił w kolejny korytarz i gwałtownie się zatrzymał, mrugając ze zdziwieniem. Kilka metrów przed nim znajdowały się drzwi do skrzydła szpitalnego, sprzed których odszedł niecałą godzinę temu. Skonsternowany spojrzał za okno. Niebo już ciemniało, w atramentowej czerni nie migotały żadne gwiazdy. Wkrótce będzie świtać. Powinien wrócić do swoich komat i spróbować chociaż trochę się przespać, inaczej będzie bardzo zmęczony w ciągu dnia. A jeśli odwiedzi Potter, to na pewno czeka go kolejna bezsenna noc.
Nie powinien tam iść. Zresztą, byłoby to bezcelowe, bo chłopak wciąż był nieprzytomny. Bez sensu było przesiadywanie przy kimś, kto nie ma żadnego kontaktu z otaczającym go światem. Poza tym, nie byłoby dobrze, gdyby ktoś go zastał siedzącego przy Potterze. Śmierciożerca i wredny Mistrz Eliksirów czuwający przy Chłopcu-Który-Przeżył. Nie, lepiej od razu wrócić do swoich komnat.
Severus odwrócił się i stanął twarzą w twarz z Albusem Dumbledorem.
Natychmiast zrobił dwa kroki do tyłu, oddalając się od dyrektora na rozsądną odległość. Dumbledore miał na sobie bordowy, puchaty szlafrok i szlafmycę na głowie. Błękitne oczy migotały wesoło ponad okularami. Pogładził się po srebrzystej brodzie, patrząc uważnie na Severusa.
-Dzień dobry, Severusie. Co robisz tu o tej porze? - zapytał łagodnie. - Znów kłopoty ze snem?
-Między innymi, dyrektorze - odpowiedział cicho Severus. Zmarszczki i cienie pod oczami dyrektora były widoczne nawet w słabym świetle pochodni na ścianach. Severus odnosił wrażenie, że z każdym dniem wygląda coraz starzej.
-Masz jakieś wieści?
Severus rozejrzał się dyskretnie, czy na pewno są w korytarzu sami, po czym zniżył głos niema do szeptu.
-Planuje kolejną ważną misję, ale nie wiem, co chce przez nią osiągnąć. Jest wściekły z powodu niepowodzenia jego ostatniego ataku na chłopaka. Lucjusz wspomniał też, że ma kilka nowych kontaktów w wysokich kręgach ochrony ministerialnej. Wszyscy czekają na rozkazy.
Dumbledore pokiwał ponuro głową, zerkając za okno, jak przed chwilą Severus. Zdawał się nad czymś zastanawiać. Minęła chwila, zanim przerwał milczenie.
-Nam również pozostaje tylko czekać - spojrzał uważnie na Severusa, który miał ochotę zamrugać powiekami, ale się powstrzymał. Aż za dobrze znał to przeszywające, badające spojrzenie. Miał wtedy wrażenie, że Dumbledore zagląda mu do serca i umysłu w sposób nie mający nic wspólnego z leglimencją. - Wybierałeś się może odwiedzić Harry'ego?
-Nie.
-Więc zupełnym przypadkiem jest, że po raz drugi w ciągu godziny znajduję cię pod drzwiami do skrzydła szpitalnego? - błękitne oczy dyrektora migotały w sposób, który zawsze ogromnie irytował Mistrza Eliksirów.
-Tak - odparł nieco za szybko, i zaklął pod nosem. Albus zawsze potrafił go sprowokować. Osiągnął mistrzostwo w znajomości ludzkich serc, i nawet jeśli niektórzy twierdzili, że Severus nie posiada takiego organu, to stary Trzmiel po prostu wiedział co zrobić, żeby wyciągnąć z Severusa prawdę.
-Ciekawe - dyrektor udał, że nie słyszał przekleństwa swojego podwładnego. - Może jednak zajrzysz do niego? Siedziałem przy nim prawie całą noc, ale mam jeszcze trochę korespondencji do wysłania przed jutrzejszym wydaniem Proroka.
-Jestem pewnie, że Potterowi nic nie zagrozi, jeśli zostanie sam na jakiś czas - odparł Severus zgryźliwie. Jakoś nie podobała mu się ta nagła chęć dyrektora, by uczynić z niego Siostrę Miłosierdzia czuwającą przy chorym.
-Jesteś pewny, Severusie? - Dumbledore spojrzał na niego smutno.
-Oczywiście, dyrektorze. Zrobiliśmy wszystko, żeby go ochronić.
-Też tak myślałem, Severusie - dyrektor westchnął ciężko, patrząc na niebo, które powoli jaśniało zapowiedzią świtu. - Obłożyliśmy Hogwartu najsilniejszymi znanymi zaklęciami ochronnymi, zablokowaliśmy wszystkie możliwe wejścia do szkoły. To powinno wystarczyć, prawda? Ale Harry nie jest jakimś meblem, który można obłożyć zaklęciem, postawić w kącie i być pewnym, że wszystko będzie w porządku. Zawsze był żywiołowym chłopcem - Severus z nieprzyjemnym dreszczem zauważył, że Dumbledore użył właśnie czasu przeszłego. - Obserwowałem jego postępy w nauce, śledziłem niemal każdy jego krok... a on wciąż mi się jakoś wymykał, wciąż wpadał w kłopoty. Tyle razy musiał walczyć o życie, ponieważ nie dopełniłem obowiązku - Severus z rosnącym zdumieniem słuchał Albusa, który właśnie przyznawał się do... czego? Do porażki? Do chwili nieuwagi? I to komu? Jemu, Śmierciożercy, szpiegowi i wielokrotnemu mordercy, który kiedyś prawie go zabił. Ironio!
Dyrektor ponownie westchnął i spojrzał ciężko na Severusa, który szybko ukrył własne pomieszanie.
-Od trzeciego roku zacząłem jeszcze uważniej go obserwować, przy prawie każdej okazji zaglądałem do jego umysłu, chcąc się upewnić, że znów nie naraża się na niebezpieczeństwo. I na nic się to nie zdało. Zawsze w jakiś sposób zdołał ukryć swoje tajemnice, jakoś zasłonić swoje najczarniejsze myśli. Ale dalej próbowałem go ochraniać, nawet kosztem spokoju mojego sumienia. Nawet kosztem jego szczęścia. I nic to nie dało...
Dyrektor przerwał na chwilę ten przedziwny monolog i skierował na Mistrza eliksirów błękitne, przygaszone oczy starego człowieka, który widzi ogrom własnej pomyłki.
-Poprosiłem cię w zeszłym roku szkolnym, byś nauczył go oklumencji. Nie zrobiłeś tego, ale mogę zrozumieć twoje pobudki - Severus starał się nie zwracać uwagi na jakieś nieprzyjemne uczucie, które zupełnie nagle ożyło gdzieś wewnątrz niego, ale wytrwale pięło się do góry, do jego umysłu. - Kiedy zginął Syriusz, próbowałem pomóc Harry'emu. Powiedziałem mu wszystko o przepowiedni. Ale to tylko pogorszyło sprawę. Odsunął się ode mnie niemal zupełnie - spojrzał ponownie na Severusa, któremu nagle zaschło w ustach. - Jestem ci wdzięczny, że dzięki tobie Harry nareszcie opanował oklumencję. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że to wszystko, co zrobiliśmy... poszło na próżno. Było zupełnie niepotrzebne. Zbędne. I tylko unieszczęśliwiło Harry'ego.
Przeszedł kilka kroków i zatrzymał się koło zakręty korytarza, wyraźnie mając zamiar wrócić do swoich komnat. Spojrzał jeszcze na Severusa przez ramię oczami niemal bez wyrazu.
-Boję się, że zawiedliśmy, Severusie.
W martwej ciszy szept zabrzmiał głośniej, niż pozwalałby na to akustyka wysokiego korytarza. Dyrektor wymruczał jeszcze coś, co brzmiało jak: "Dobranoc, Severusie", i odszedł w kierunku swoich kwater.
Severus stał w ciemnym korytarzu, wsłuchując się w zawodzenie wiatru w murach zachodniej baszty. Patrzył na drzwi do skrzydła szpitalnego.
Strach. I duma.
Kiedy godzinę później Poppy znalazła go stojącego koło okna i wpatrującego się nieobecnym wzrokiem w dębowe drzwi, ofukała go za brak snu i odesłała do jego komnat na odpoczynek.

- * -


Severus siedział na swoim miejscu za stołem nauczycielskim i grzebał widelcem w swoim talerzu. Przyglądał się uczniom, którzy dzisiaj wrócili do szkoły i właśnie jedli obiad.
Ślizgoni jak zwykle byli raczej milczący, ale wyraźni ucieszeni z powrotu. Wielu z nich nie czuło się najlepiej na wystawnych kolacjach czy bankietach w rodzinnych dworach. Woleli towarzystwo rówieśników, choć i tutaj zdarzały się poważne miny, głównie starszych uczniów. Niektórzy kończyli w tym roku szkołę. Severus wiedział, czego od części z nich oczekiwali rodzice.
Puchowi jak zwykle rozgadani, dyskutując na przeróżne bzdurne tematy. Kilka nienaturalnie bladych twarzy - trzy dni temu Śmierciożercy przeprowadzili kolejny atak na rodziny szlam.
Krukoni raczej spokojni, wielu już siedziało z nosami w ksiązkich lub notatkach. Gdzieniegdzie chichot lub uśmiech, ale bez przesadnego dynamizmu czy zamaszystej gestykulacji.
Gryfoni jak zawsze najgłośniejsi. Wielu dyskutowało o czymś z ożywieniem, niektórzy wybuchali śmiechem. Najwidoczniej byli w doskonałych humorach. Kiedy trzeba odważni, ale na co dzień beztroscy. Czuli, co jest słuszne, więc nie musieli się tym martwić.
Wzrok Severusa zatrzymuje się na Granger i rudzielcu. Siedzieli nieco na uboczu, bladzi i wyjątkowo milczący. Grzebali widelcami w prawie nietkniętych potrawach.
Gryfoni uwierzyli w bajkę, jaką podała im Minerwa - Potter trenował na miotle jakiś niebezpieczny manewr i spadł, nieco się tłukąc. Teraz kuruje u Poppy kilka naderwanych ścięgien i złamany nadgarstek. Potrzebuje spokoju i wizyty są na razie zabronione. Chłopak miał taki talent do łamania kości na boisku, że wszyscy uwierzyli w takie wyjaśnienie jego nieobecności. Czy też prawie wszyscy.
Severus właśnie zmierzał z Minerwą do pokoju nauczycielskiego, aby przed obiadem ustalić pewne szczegóły odnośnie terminu najbliższego meczu, kiedy jak spod ziemi wyrośli przed nimi Granger i Weasley. Na ich twarzach malowała się determinacja, choć oczy mieli zatroskane.
-Pani profesor - zaczęła nieco niepewnie Granger, kiedy Minerwa uniosła pytająco brwi. - Co się stało Harry'emu?
-Wyjaśniałam wam to już, panno Granger. Odniósł kontuzję. Myślałam, że chociaż ty potrafisz słuchać, kiedy mówi do ciebie nauczyciel.
-Tak, pani profesor - Severus z rozbawieniem patrzył, jak dziewczyna walczy z rumieńcem. - Chodzi o to, że my znamy Harry'ego. I nie wierzymy w to wyjaśnienie.
-Zarzuca pani Opiekunce swojego Domu kłamstwo, panno Granger? - spytał Severus złowrogo, nie zwracając uwagi na własne zaskoczenie. Rudzielec spojrzał na niego wrogo, wyraźnie usiłując powstrzymać się od jakiejś uwagi, za którą Gryfoni straciliby dziesięć punktów. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i ponownie spojrzała Minerwie w oczy, już pewnie.
-Gdyby Harry rzeczywiście spadł z miotły, pani Pomfrey szybko by go wyleczyła, nawet ze złamanego nadgarstka. I można by było go odwiedzić.
-Poza tym - dodał cicho Weasley - Harry nie spadłby z miotły.
-Cieszę się, że ma pan tak dobre zdanie o naszym szukającym, ale Potter nie jest jeszcze zawodowcem, zdarzają mu się błędy - Minerwa starała się brzmieć jak autorytet, w czym miała niezłą wprawę. Severus czasami naprawdę podziwiał jej opanowanie i umiejętność utrzymywania wrażenia pewności siebie. - Pan Potter ćwiczył jakiś nowy manewr...
-Jaki, pani profesor? - przerwała jej szybko Granger, na co Minerwa zmarszczyła groźnie brwi.
-Nie znam się na zbytnio na quidditchu, panno Granger - odparła sucho, próbując wybrnąć z niebezpiecznej sytuacji. Wzrokiem poprosiła Severusa o pomoc.
-Potter nazwał to Zwrotem Wrońskiego, o ile się nie mylę - powiedział cicho i groźnie, przypominając sobie, że spotkał się kiedyś z tą nazwą w jednym ze wspomnień Pottera.
Przejęci Granger i Weasley spojrzeli po sobie wymownie.
-Harry opanował ten manewr przed czwartą klasą, panie profesorze - w głosie chłopaka Severus wyczuwał dumę, jakby to było jego własne osiągnięcie. - Więc nie popsułby go, spadając przy okazji z miotły.
-Co się stało Harry'emu? - powtórzyła Granger, wodząc wzrokiem od Severusa do Minerwy.
McGonagall jeszcze przez chwilę patrzyła spod zmarszczonych brwi na dwójkę uczniów w ten sam sposób, w jaki zwykła patrzeć na jakieś trudne i kłopotliwe pytanie zapisane na suchym pergaminie. Severus uznał, że należy im coś wytłumaczyć, inaczej zaczną węszyć na własną rękę i na pewno wpakują się w kłopoty. Podszedł do drzwi najbliższej pustej klasy i otworzył je, powściągliwym gestem zapraszając pozostałą trójkę do środka. Kiedy weszli, zaklęciem zamknął i wyciszył drzwi. Dwójka uczniów wpatrywała się w jego i Minerwę wyczekująco. Severus porozumiał się wzrokiem z nauczycielką transmutacji.
-Po pierwsze musicie zachować dla siebie to, co za chwilę usłyszycie. Dla całej reszty uczniów Potter ma być nadal kontuzjowany. Czy to jasne? - zaczęła Minerwa poważnie. Młodzi Gryfoni gorliwie pokiwali głowami. - Potter rzeczywiście leży w skrzydle szpitalnym. Nie można go odwiedzać, ponieważ jest nieprzytomny.
Kobieta zamilkła na chwilę. Jednym machnięciem różdżki wyczarowała proste, jesionowe krzesło i ciężko na nim usiadła. Po kolejnej nocy spędzonej na zebraniu Zakonu Feniksa i patrolowaniu korytarzy była bardzo zmęczona, Severus widział to w jej lekko zgarbionych plecach i ostrożnych, wyważonych ruchach.
Granger, swoim zwyczajem, musiała się natychmiast odezwać.
-Ale pani profesor, co mu się stało? Nie pisał nam, że źle się czuję, więc nie może być chory. A przecież ostatnio Voldemort nie próbował go atakować, prawda?
Severus zauważył, że w jej głosie dużo było niepewności. Podobnie jak na twarzy Weasleya.
-Pani pyta, czy pani wie, panno Granger? - wtrącił sarkastycznie, dając Minerwie czas na wymyślenie właściwej odpowiedzi. Dziewczyna spojrzała na niego ponuro; nie znosiła o czymś nie wiedzieć i rozstrajało ją, jeśli nie mogła znaleźć odpowiedzi w książkach.
-W Wigilię Potter został ponownie zaatakowany przez Sami-Wiecie-Kogo - wyznała ciężko McGonagall. - Nie wiemy w jaki sposób udało mu się przeniknąć zabezpieczenia Hogwartu, ale nie osiągnął zamierzonego celu. Potter wciąż żyje - dzieciaki spojrzały na nią przestraszone. - Jest bardzo wyczerpany.
-Ale nic mu nie będzie, prawda?
Severus z niemiłym ukłuciem gdzieś w głębi serca obserwował pobladłą twarz rudzielca. Zauważył dłonie zaciśnięte w pięści na skraju szaty. Granger był równie blada. Zawzięcie mrugała powiekami. Minerwa westchnęła cicho.
-Miejmy nadzieję, że nic.
Na tym rozmowa się skończyła.
Severus uciekł spojrzeniem od ponurej dwójki i spojrzał na Draco Malfoya przy stole Slytherinu. Jak zwykle siedział między swoimi wielkimi kolegami, rozmawiając o czymś z Prefektem Naczelnym. Nie wydawał się bardziej szczęśliwy niż zwykle. Miał cienie pod oczami i wydawał się równie zmęczony jak Severus. Bez entuzjazmu lustrował Wielką Salę.
Severus wstał od stołu i opuścił salę pod pytającym spojrzeniem dyrektora. Wyszedł z zamku i poszedł nad jezioro. Niezbyt je lubił z powodu pewnych przykrych wspomnień, ale musiał się przejść i pomyśleć. Inaczej chyba zwariuje.
Nie potrafił sobie wybaczyć swojego zachowania w Wigilię. Nie dość, że nie wiedział, jak pomóc Potterowi, to jeszcze ten atak paniki czy też po prostu słabości. Nie powinien tak się zachowywać. Od kilku dni był rozkojarzony i jeszcze bardziej opryskliwy niż zwykle. Nie wiedział, co się z nim działo. A musiał się dowiedzieć, nawet jeśli nie miał najmniejszej ochoty na wnikliwą autoanalizę. Szpieg musiał być doskonale zorientowany we własnych odczuciach. Inaczej kończy na dnie rzeki z nałożonym zaklęciem ciężkości.
Severus usiadł przy brzegu jeziora, opierał plecy o pień rosnącego za nim pojedynczego, wiekowego drzewa i zapatrzył się w taflę wody, na której pękał już lód. Otulił się szczelniej czarnym płaszczem. Postanowił rozpatrzyć sprawę w miarę obiektywnie. Najlepiej zacząć od początku.
Dlaczego tak zareagował na widok ciała chłopaka leżącego na podłodze?
Ponieważ przez chwilę wydawało mu się, że Potter umarł.
I co dalej? Dlaczego to miałoby go tak poruszyć? Przecież widywał już martwych ludzi, nierzadko własnych przyjaciół. Przecież sam wielokrotnie przyczyniał się do czyjejś śmierci. Czasami sam wypowiadał Zabijającą Klątwę.
Chłopak jest ważny w tej wojnie. Jeśli przepowiednia mówiła prawdę, a na razie wszystko na to wskazywało, tylko Potter może pokonać Czarnego Pana.
Czyżby nagle uwierzył w przepowiednię tej starej nietoperzycy? Nawet jeśli to wszystko nie było stekiem bzdur, to Potter i tak nie miał szans. Severus doskonale o tym wiedział. Chłopak był zbyt uzależniony od przyjaciół i niecierpliwy. Skrzywdzony przez ludzi i, jak się wydawało, samo życie, czasami nie potrafił racjonalnie myśleć, zawierzając swoim uczuciom. Nieufny w stosunku do wszystkich innych, za przyjaciółmi poszedłby w ogień lub na dno oceanu.
Severus znów poczuł lekkie ukłucie w sercu, ale świadomie je zlekceważył. Po kolei.
Owszem , wiedział, że Potter miał potencjał. Moc była w nim, niczym diament ukryty w bryłce niepozornego węgla, tylko czekając, aż ktoś ją odkryje i oszlifuje. Czasami, gdy Potter emanował wściekłością, ta potęga niemal się w nim burzyła i domagał uwolnienia. Ale chłopakowi brakowało odpowiedniego przeszkolenia, by nad nią zapanować. A w obecnym stanie nie poradziłby sobie nawet z Wewnętrznym Kręgiem, nie wspominając o samym Mrocznym Lordzie. Niebywała potęga Czarnego Pana była wręcz fizycznie wyczuwalna, otulała go niczym gęsty, ciemny całun. Severus wiedział, że nikt, nawet Dumbledore, nie może równać się z jego obecną siłą.
Więc dlaczego tak się przejmuje tym szczeniakiem?
Dumbledorowi na nim zależy. Potrafi nim manipulować, ale mimo wszystko jest do niego przywiązany niczym do ulubionego wnuka. Severus nie miał wątpliwości, że śmierć chłopaka załamałaby starego czarodzieja. A on zawsze był lojalny w stosunku do Dumbledore'a.
Ale lojalność nie oznacza jeszcze niewolnictwa. Poza tym, ostatnio zaczął się uważniej przyglądać poczynaniom dyrektora. Był wobec niego lojalny, ale powoli przestawał mu ślepo ufać. Ponadto czuł, że to nie niepokój o uczucia dyrektora był przyczyną jego zachowania.
Dlaczego, na wszystkie demony piekieł, się tak zachował? Dlaczego tak bardzo się obawiał o Pottera? I dlaczego poczuł taką ulgę, kiedy wyczuł słaby puls?
Zależało mu na nim.
Potrząsnął gwałtownie głową. Nie. Był oziębłym, ironicznym profesorem, szpiegiem i Śmierciożercą. Mordercą. Profesjonalistą we wszystkim, co robił. Nie kierował się uczuciami. Ani tym bardziej, one nie kierowały nim.
Ale przyzwyczaił się do Pottera. Spędzał z nim wiele czasu, ucząc go oklumencji, to całkiem naturalne. Poza tym, kilka razy uratował chłopakowi życie, więc nie chciałby, żeby tyle wysiłku poszło na marne.
Nie. To wciąż nie to.
Przecież nie znosił chłopaka. Sam jego wygląd nasuwał mu niemiłe skojarzenia i wywoływał instynktowną obawę i gniew. Denerwowały go impertynencja i zadufanie Pottera, nie wspominając już o głupiej, szalonej odwadze i zdolności do pakowania się w kłopoty.
Ale chłopak zmienił się ostatnio. Czy może spojrzenie Severusa na niego się zmieniło. Potter po śmierci Blacka stał się cichy i spokojniejszy, nie spędzał już prawie każdej nocy poza dormitorium. Polepszyły się jego wyniki w nauce. W jego oczach, kiedy nie przesłaniała ich maska obojętności, migotały ból i żal. I nienawiść.
Severus ze zdziwieniem spostrzegł, że chłopak zaczyna przypominać jego samego.
Natychmiast odsunął od siebie tą myśl. Potter był wciąż bardzo młody. Owszem, doznał wiele zła i musiał znosić rzeczy, których ludzie w jego wieku nie powinni nawet oglądać, ale nie miał powodu, by stawać się zgorzkniałym, rozmiłowanym w Mrocznej Magii młodzieńcem.
Cóż, Severus też nie miał.
Ponownie odsunął od siebie tą myśl. Dobrze, więc zareagował wtedy w taki sposób, ponieważ w pewien sposób zależało mu na chłopaku. Nie był z tego zadowolony, ale trudno. Musiał zaakceptować ten fakt.
Ciężko wstał i otrzepał płaszcz ze śniegu. Podjął na nowo marsz wokół jeziora, by choć trochę się rozgrzać. Nie chciał wracać do zamku, dopóki nie rozważy wszystkich problemów.
Przypomniał sobie noc, w którą rozmawiał z dyrektorem przed drzwiami do skrzydła szpitalnego. To był raptem dwa dni temu. Ale nieprzyjemne uczucie, które wtedy ożyło gdzieś w Severusie sprawiało, że tamta noc wydawał się odległa o całe stulecia. Dni ciągnęły się jak Eliksir Lotności w wykonaniu Longbottoma. To uczucie zagnieździło się w Severusie i nie dawało mu chwili na odpoczynek, zachowując się niczym niszczący pasożyt.
Poczucie winy.
Czuł się winny, że zawiódł zaufanie dyrektora w zeszłym roku. Nie nauczył Pottera oklumencji. Teraz chłopak już opanował tę trudną sztukę, i mimo to leżał w skrzydle szpitalnym, wciąż nieprzytomny. Być może Severus pominął jakąś istotną kwestię? Nie nauczył chłopaka wszystkiego tak, jak powinien? Być może mógł zrobić coś lepiej?
Nie powinien o tym myśleć w ten sposób. Wielokrotnie to przerabiał i wiedział, że może go to jedynie na powrót wpędzić w nocne koszmary i depresję. Nawet jeśli zrobił coś źle, to nie może już tego cofnąć. Nigdy nie mógł.
Miał tylko jedno wyjście, choć niezbyt przypadło mu ono do smaku: naprawić swoją pomyłkę. Inaczej pomyłka stanie się błędem. A on nie popełniał błędów. Z wyjątkiem tego blisko dwadzieścia lat temu.
Zdecydowanym krokiem ruszył z powrotem do zamku. Nie może tego dłużej odkładać. Nie może przed tym dłużej uciekać. Musi spojrzeć chłopakowi w twarz.
Zbliżając się do skrzydła szpitalnego i powiewając połami rozpiętego płaszcza niczym nietoperz, zastanawiał się, co właściwie ma zamiar zrobić.
Dotarł do uchylonych drzwi i zatrzymał się gwałtownie. Szybko wślizgnął się do środka, instynktownie stając w najciemniejszym miejscu. Miał ochotę skląć samego siebie za brak pomyślunku.
Granger i Weasley siedzieli przy łóżku Pottera, uważnie wpatrując się w jego twarz i cicho rozmawiając. Dziewczyna wciąż była bardzo blada, ale sprawiała wrażenie nieco bardziej opanowanej niż podczas kolacji. Weasley z zakłopotaniem wyłamywał sobie palce.
-Nic mu nie będzie - kontynuowała wcześniejszą wypowiedź Granger. - Zawsze wychodzi cało ze wszystkich tarapatów.
-Złego licho nie weźmie - wyszeptał rudzielec uspokajającym tonem.
-Przecież tyle już dokonał. Walczył z V-voldemortem, pokonał bazyliszka, pokonał dementorów... I zawsze mu się udawało. Teraz też tak będzie. Obudzi się i spyta, czy nie przegapił meczu - Granger brzmiała, jakby rozpaczliwie próbowała przekonać samą siebie. Weasley przykrył jej dłoń, leżącą na brzegu łóżka, swoją własną i lekko ścisnął. Nie zwróciła na niego uwagi.
-Potem będzie wywracał oczami na troskliwe zachowanie pani Pomfrey i poprosi, żebym mu pomogła z lekcjami. I pójdzie polatać z tobą na miotle - chwyciła mocno Weasleya za ramie. Przyciągnął ją do siebie i objął ją pokrzepiająco ramieniem. Wydała zduszony dźwięk, jakby usiłowała powstrzymać się od płaczu, i kontynuowała, coraz bardziej łamiącym się głosem: - I wszystko będzie dobrze, aż nie obudzi go w nocy kolejny koszmar. A wtedy znów nie będzie chciał z nami o tym rozmawiać. Powie: dzięki, ale wszystko jest w porządku, więc nie pytajcie. I znów będzie się męczył, aż po raz kolejny wyląduje w skrzydle szpitalnym - załkała cicho. - Jest taki uparty. Głupi, uparty osioł...
Severus słuchał ze zdumieniem, jak głos dziewczyny drży, wibruje smutną, błagalną nutą, jak załamuje się i zamienia w cichy, rozpaczliwy szloch. Granger, która zawsze znała odpowiedź na każde pytanie i nic sobie nie robiła ze złośliwości Draco Malfoya, teraz łkała w ramie Weasleya, niemal dusząc się od łez. A twarz rudzielca była blada jak niegaszone wapno.
Severus znów poczuł jakieś ukłucie w sercu. Przyjrzał mu się dokładniej. Było wyjątkowo nieprzyjemne, ale tym razem nie było to poczucie winy. Było jakby bardziej osobiste i nieco upokarzające.
Zazdrość.
Ponownie spojrzał na Granger i Weasleya, siedzących przy łóżku chłopaka. Przejmowali się jego losem. Zależało im na nim, nawet jeśli zamykał się przed nimi. Nie opuścili go. I zapewne nie potrafili nawet wyobrazić sobie powodu, dla którego mieliby to zrobić.
Severus też miał kiedyś przyjaciół, którzy nigdy by go nie opuścili. Bez względu na wszystko. Kiedyś.
Bezszelestnie wyszedł ze skrzydła szpitalnego, rzucając ostatnie spojrzenie na bladą, stężałą twarz Pottera.

- * -


Trzy dni później, w poniedziałek, Severus został na chwilę zatrzymany przez dyrektora po śniadaniu. Dumbledore zaprowadził go do swojego gabinetu i gestem poprosił, by usiadł. Severus nie miał najlepszych przeczuć.
-Wiem, że za chwilę masz lekcje z trzecim rokiem, Severusie, więc będę się streszczał - w oczach Dumbledore'a migotały wesołe ogniki, choć twarz wciąż nosiła ślady zmęczenia. - Wczoraj w nocy Harry nareszcie odzyskał przytomność.
Severus na chwilę znieruchomiał, niezbyt dziwiąc się uczuciu ulgi, które w nim wezbrało. Aż do bólu zacisnął ręce na poręczach krzesła.
-Od tamtego czasu śpi, ale Poppy twierdzi, że nie ma już niebezpieczeństwa.
-A co z jego stanem... psychicznym? - Spytał Severus cicho, nienawidząc się za niepewność we własnym głosie.
-Z tym będziemy musieli poczekać, aż się ponownie obudzi, niestety. Ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
-Czy wiadomo dlaczego obudził się akurat wczoraj w nocy, dyrektorze?
-Nie - Albus przyjrzał mu się uważnie znad swoich okularów-połówek. -ale mam swoją teorię na ten temat - przerwał na chwilę. Nie doczekał się pytania, więc westchnął cicho i kontynuował: - W Wigilię przypadał nów księżyca. Wczoraj natomiast była pełnia. Magia przeciwieństw.
Przez chwilę w gabinecie panował cisza.
-Odwiedzę go po lekcjach, dyrektorze.
-Jak sobie życzysz, Severusie - odparł łagodnie starzec. - Ale wydaje mi się, że za trzy minuty będziesz spóźniony na lekcję.
Severus wstał, skinął Dumbledorowi i opuścił biuro na szczycie wieży. Spóźnił się pięć minut, niszcząc nadzieję Puchonów na odwołanie lekcji.

- * -


-Był nieprzytomny blisko dwa tygodnie?!
-Nie wiedziałeś?
-Nie, Dumbledore nic mi nie powiedział. Ale dobrze, że w końcu się obudził. Całe szczęście, że nic mu się nie stało.
-Nie byłbym taki pewien.


*O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem, fragment, Mikołaj Sęp Szarzyński.