Kraina opowieści bajecznej rozległa jest i ogromna, i pełno w stworzeń najróżniejszych. Mnogie napotkać w niej można odmiany zwierza i ptaka; morza są tam bezbrzeżne pod niezliczonymi gwiazdami. Znaleźć tam można piękno, w którym jest zarazem uroczy czar i stale obecna groza. Znaleźć tam można zarówno radość, jak i smutek, a każde z nich ostre jak klinga miecza. W krainie tej można być wędrowcem, szczęśliwym, że wędrować dane było, ale krainy tej bogactwo i niezwykłość zwiążą język tego, co z wędrówki swej chciałby zdawać relację. Niebezpieczne też jest, gdy się jest wędrowcem, zadawanie zbyt wielu pytań. Grozi to tym, że zatrzasną się wierzeje, a klucze od nich zostaną zgubione.*

Prolog


-Severusie...
-Odejdź.
-Nie możesz tu siedzieć do końca życia. Od dwóch tygodni nie wychodzisz z tych lochów. Kiedy...
-Nie w najbliższej przyszłości.
-Ależ...
-Daj mi spokój, Lupin. Idź pobiegać przy świetle księżyca.
-Nie.
Cisza, zakłócana jedynie cichym odgłosem wypalającej się powoli świecy i tykaniem zegara.
-Severusie, może porozmawiamy.
-Nie mam ci nic do powiedzenia.
-Nie ty jeden go opłakujesz. Nam też go brakuje. Był bardzo odważny. Ale przynajmniej wypełnił swoje przeznaczenie...
Więcej nie zdążył powiedzieć, bo z mroku, gdzie siedział Mistrz Eliksirów, rozległ się stłumiony ryk wściekłości, a potem sadystyczne "Crucio".
-Nie masz nawet pojęcia, o czym mówisz, Lupin! - wysyczał wściekle Snape, kiedy już przerwał klątwę i krzyki wilkołaka przestały się odbijać echem wśród wysokich sklepień jego komnat. - Nie masz pojęcia, jak nienawidził tego całego gadania o przepowiedni i swojego przeklętego losu! Jak bardzo Dumbledore go skrzywdził!
-Severusie... - Lupin nie wiedział co powiedzieć, klęcząc na kamiennej posadzce i słysząc, jak głos byłego Śmierciożercy, zawsze tak zimny i wyważony, teraz nagle zmienia się, zaczyna drgać i opadać niczym skórzana piłeczka.
-On zawsze chciał tylko jednego; być zwykłym chłopakiem i mieć normalne życie, bez Czarnego Pana, Aurorów i tych wszystkich komplikacji... - Severus urwał i poruszył się niepewnie w mroku, z całej siły starając się nie okazywać słabości. Lupin postąpił krok w jego stronę.
-Zależało ci na nim- stwierdził, nie zapytał. -Proszę, porozmawiaj ze mną. Chciałbym... Chciałbym, żebyś mi o nim opowiedział. Żebym wreszcie mógł zrozumieć, dlaczego... - przerwał, bojąc się, że głos go zawiedzie. Odchrząknął dla pewności. -Proszę, Severusie.
Spoglądał na niego z cienia. W słabym, chybotliwym świetle, widoczne były tylko jego czarne, bezdenne oczy, błyszczące niczym oczy wilka. Pod osłoną mroku jedna, jedyna łza spłynęła bezgłośnie po jego wychudzonym policzku. Jedyna, jaka mu jeszcze pozostała. W rękach wciąż obracał różdżkę.
-Skoro nalegasz, Lupin... Dobrze. Ale usiądź na jakimś krześle, bo to nie będzie krótka historia.

*Drzewo i liść, J. R. R. Tolkien, fragment


Następny rozdział > >