DRUGA STRONA LUSTRA

Snape pracowicie poprawiał zadania Gryfonów, kiedy Gladiola weszła do jego pokoju, dźwigając chyba z dziesięć opasłych tomów. "Dalej szukasz?" - uśmiechnął się. "Nie podoba mi się to Lustro. Coś tu nie gra." - odparła zabierając się do pracy. "A po co ci "Historia Czarnej Magii?" Sądzisz, że ono?.." "Z moich notatek wynika, że od początku istnienia Lustra każdy Władca Ciemności miał z nim kontakt. Pięciu szaleńców o wielkiej mocy i każdy szukał w nim odpowiedzi. Nie sądzisz, że to trochę dziwne? Co więcej, przypuszczalny czas powstania Lustra dziwnie dobrze pasuje do jednej z największych wojen w historii magii." "Czerwona Tatiana?" - zapytał Snape. Przytaknęła. "Sądzisz, że zamknęła część swojego umysłu w tym Lustrze i czekała na odpowiedni moment?" "Nie wiem, ale to ona wymyśliła Gammadion, a Voldemort go użył." Snape myślał przez chwilę. "Więc ta opowieść o przekleństwie twórcy Lustra może być bzdurą?" "Może." "A jak to poznasz? I czy to można zniszczyć?" "A myślisz, że po co targam te tomy? Może z nich się czegoś dowiem."

Celne zaklęcie Snapea rzuciło Harryego na ziemię. "Wstawaj! Szybciej!" - ryknął Mistrz Eliksirów. "Myślisz, że prawdziwy przeciwnik będzie czekał, aż się pozbierasz? Już powinieneś mi ze dwa razy oddać!" Cóż, nauka walki nie może być łatwa. "Zdaje się, że powinienem nauczyć cię Niewybaczalnych." - stwierdził, wykreślając kolejne zaklęcie z listy. Dzieciak naprawdę szybko się uczy... "Podobno są za trudne dla czarodziejów w moim wieku." Snape prychnął pogardliwie. "Dla Longbottoma z pewnością. Uczył cię ktoś łamania zaklęcia Imperius?" "Umiem to robić." Snape uśmiechnął się ironicznie. "IMPERIO!" - wrzasnął. "Harry, wskakuj na biurko, ale już." Obserwował, jak chłopak walczy z narzuconą mu mocą, nie chce się jej poddać... I w końcu przegrywa. Harry popatrzył na niego oczami pełnymi zdziwienia. "Voldemort nie potrafił..." "Moc tego zaklęcia zależy od rzucającego. Im jest mocniejszy psychicznie, tym lepiej... Założę się, że twój Imperius będzie piekielnie mocny. Ale zaczęlibyśmy od któregoś z zabijających zaklęć." "Któregoś? Myślałem, że jest tylko jedno." "Bo większość durniów tak sądzi, nawet ci, którzy powinni mieć pojęcie o Czarnej magii. Avada to stosunkowo niedawny wynalazek, a swoją popularność zawdzięcza temu, że łatwo się jej nauczyć, a bardzo trudno zablokować. Ale są i inne, często mocniejsze, ale trudne, albo ktoś już wynalazł na nie przeciwzaklęcie. Na Avadę też ktoś kiedyś wymyśli. Najmocniejsze z zaklęć nie były zresztą stosowane przeciw ludziom." "To przeciw komu?" - zdziwił się Harry. "Potworom albo demonom. Okropne bestie, mogą opanować twój umysł i po tobie." "Jak Gammadion?" "Albo i gorzej."

Obudził się czując, że ktoś go szarpie za ramię. "Glad, co jest?" "Idziemy do Lustra, ubieraj się." "Co tak szybko?" "Wiem, jak sprawdzić, co z nim jest." - odparła, owijając się peleryną. "Nie ma czasu do stracenia." Snape posłusznie naciągał ubranie, mrucząc pod nosem coś w rodzaju "Jak ono stało kilka stuleci, to ta godzinka chyba nic nie zmieni." No ale skoro Glad nalega... Oboje spojrzeli w mroczna taflę. "I co?" - zapytał. "Wiesz, gdzie był błąd?" - odparła. "Wszyscy patrzyli na niewłaściwą stronę Lustra. Trzeba spojrzeć z drugiej strony." Obeszli je dookoła. Tył Lustra był tak pokryty pajęczynami i kurzem, że nic nie można było zobaczyć. "Wiesz, co rzeźbi się z tyłu Luster Przeznaczenia?" - zapytała. "Węża czasu." "Dokładnie. Węża, pożerającego własny ogon... A teraz zobaczmy." Pracowicie zaczęła wycierać pajęczyny. Spod spodu powoli zaczął pokazywać się wzór, ale nie był to wąż. "Gammadion" - wyszeptał Snape. "A niech mnie." Wampirzyca wskazała na litery, ukryte w narożnikach, po jednej w każdym. "Powinny dać słowo FATE" - wyjaśniła. "Zobaczmy." Brud powoli schodził... DOOM. Gladiolę aż cofnęło. "To nie jest Lustro Przeznaczenia, Sev. To jest Lustro Fatum, służące Czarnym magom to kierowania ludźmi." Chwilę stali w milczeniu. "To ono zaczęło kierować Voldemortem." - powiedziała w końcu. "Podpowiedziało mu, jak zrobić Gammadion. Cholerna Tatiana! Pewnie zdołała dać mu kawałek swojego umysłu." "I co teraz?" - zapytał Snape. "Najpierw trzeba zniszczyć tę zabawkę." - jej usta wykrzywiły się w złośliwym uśmiechu. "Jak?" Obeszła Lustro z powrotem i stanęła na wprost tafli, a w jej dłoni pojawił się miecz. "NIE!" - krzyknął Severus, ale było już za późno. Ostrze z impetem uderzyło w Lustro. Kawałki czarnego szkła poleciały wysoko w powietrze, odbijając promienie słońca i spadały, dźwięcząc, na podłogę. Snape spodziewał się ataku jakiegoś demona, jakiejś walki ze strony Lustra, ale nic się nie wydarzyło. Gladiola wyciągnęła mu kawałeczek szkła z włosów. "Cholera, zmarnowałam taki miecz." - mruknęła, patrząc na złamane ostrze. "Ale warto było. Ta bestia już nikomu nic nie zrobi."

PIERŚCIEŃ

Kiedy wrócili do zamku, uderzyła ich dziwna cisza. O tej porze Wielki Hal powinien być pełen dzieci. Snape automatycznie włożył rękę do kieszeni i wyciągnął różdżkę. Co do diabła? Pobiegli do gabinetu Dyrektora. Kiedy wpadli do środka, okazało się, że trafili na środek zebrania. Nikt z obecnych nie miał radosnej miny. "Wreszcie jesteście" - powiedział Dumbledore. "Severusie, nie zostawiliście żadnej wiadomości." Gladiola wyjaśniła cała sprawę. "Teraz wszystko jasne" - wyszeptał Dumbledore. "ale spóźniliście się. Deanimator już się obudził." Snape spojrzał na swojego szefa, jakby go zobaczył po raz pierwszy w życiu. "Deanimator? No to kaplica... Ale skąd?" Dumbledore westchnął. "Jak część z was wie, Deanimator jest demonem, związanym z ludzkim umysłem. Bardzo potężni Czarni magowie potrafili go okiełznać i wykorzystywać do własnych celów. Deanimator łączy umysł swojego pana z umysłem kogoś innego. Ponieważ Voldemort użył Gammadionu, podejrzewałem, że potrafi kierować Deanimatorem, gdyż bez niego Gammadion nie działa. Trochę się myliłem - sądząc z tego, czym naprawdę było to nieszczęsne Lustro, Voldemort sam był kierowany przez kogoś innego, prawdopodobnie Czerwoną Tatianę. Jeśli mnie pamięć nie myli, mówiono, że opanowała Deanimatora. Musiała przy jego pomocy związać część swojego umysłu z Lustrem i cierpliwie czekała, aż pojawi się ktoś, kto będzie odpowiednim narzędziem." "Voldemort" - mruknął Remus. "Właśnie" - przyznał dyrektor - "Podpowiadała mu pewne sztuczki." "Dobra" - zdenerwował się Snape - "ale czemu macie takie miny, jakby Hogwart się zawalił?" "A kto jeszcze ma umysł związany z Voldemortem?" Snape zbladł. "Nie mówcie, że Harry..." "Zniknął. Podejrzewamy, że przy wywoływaniu Feniksa użył za dużo mocy naraz i Deanimator w jego umyśle się obudził. A jeżeli to prawda, to..." "Kazał mu iść do Czarnego Lorda." - dokończył Snape. No to kaplica... Gladiola opanowała się pierwsza. "To czego tu siedzicie i go nie szukacie?" "Jak?" - uśmiechnął się smutno Dumbledore. "Sigel, Nemain i inne wampiry usiłują go znaleźć telepatycznie od godziny. Bez rezultatu. Wysłałem też Aurorów, ale to szukanie igły w stogu siana. Nie umiem go zlokalizować, Glad." Wampirzyca myślała przez chwilę, po czym obróciła się na pięcie i wybiegła z gabinetu. "Ma jakiś pomysł?" - spytał Syriusz. "Oby" - mruknął Snape. Gladiola wróciła po paru minutach. "Mam" - powiedziała. "Kiedyś go zrobiłam." Wszyscy ze zdziwieniem popatrzyli na mały, złoty pierścionek bez żadnego napisu ani kamienia. "A to niby ma nam pomóc?" - Syriusz uniósł brwi, zdumiony. Przytaknęła. "To nie jest zwykła obrączka. To wzmacniacz." "Wzmacniacz?" - oczy Snapea błysnęły. "Zwiększa zasięg telepatii?" "Właśnie." - odparła, wkładając mu pierścionek na palec. "Ty go uczyłeś, więc jesteście najlepiej zgrani. Szukaj go, Sev!" Łatwo powiedzieć. Snape od razu wyczuł obecność Harryego, ale nie mógł go zlokalizować. Voldemort pewnie osłonił to miejsce jakąś magią. "SEVERUSIE!" To słowo niemalże zobaczył. Już wiedział. "Mam go." - mruknął. "Idę po niego." "Idziemy z tobą" - Remus i Syriusz zerwali się z krzeseł. "Nie. Jeden łatwiej się prześlizgnie przez zabezpieczenia." "A Deanimator?" "Profesor Dumbledore się z nim rozprawi, kiedy wrócimy." ("Jeśli wrócimy" - dodał w myślach.)

Harry otworzył oczy i zobaczył kamienny sufit. Usiadł i rozejrzał się dookoła. Był w jakimś lochu... Skąd się tu znalazł? Drzwi otwarły się powoli... Voldemort! "Miło cię widzieć, Harry" - wysyczał Pan Ciemności. "Czekałem na tę chwilę tyle lat... No to się zabawimy." Ile to już trwa? Które to zaklęcie Cruciatus z kolei? Harry kompletnie ochrypł od krzyku. "Dołączysz do swojej szlamowatej matki." - mruknął Voldemort, posyłając mu kolejnego kopniaka w żebra. "Zwołam wszystkich Śmierciożerców, mój drogi, kiedy już cię zabiję. Ale to nie będzie tak szybko. Wrócę za chwilę, Harry, mój drogi." Ciężkie drzwi zamknęły się za nim. Harry leżał na mokrej podłodze, powoli odzyskując świadomość. Nie, oczywiście nie zemdlał, Voldemort tego nie chciał, ale dopiero teraz, kiedy Lord dał mu wreszcie spokój, zaczął w miarę trzeźwo myśleć. "Mamo, tato" - pomyślał - "dlaczego to musi się tak skończyć? Dlaczego ja? Co ja mu zrobiłem? To Lustro... Dlaczego?" Chłód kamiennej podłogi ocucił go nieco. Harry był Gryfonem, a oni nigdy nie tracili odwagi. Wydostać się stąd? Ale jak? Nie da rady nawet wyjść po schodach, nie ma różdżki, niczego... Profesor Dumbledore... Gdyby tylko mógł go usłyszeć... Syriusz, ktokolwiek... "Kto może mnie tu znaleźć? Kto by mnie usłyszał?" Przypomniał sobie, co Snape mówił mu, kiedy uczył go telepatii. "Jeżeli się skoncentrujesz..." Spróbował, ale sprawiło mu to tylko dużo bólu. Jeżeli telepatia była trudna dla dorosłych czarodziejów, to co miał zrobić piętnastolatek, który nie był nawet a stanie się ruszyć. Harry myślał, że wie, co to ból, ale stwierdził, że to był tylko cień prawdziwego bólu. Każdy oddech był bolesny, było mu niedobrze, czuł w ustach smak krwi... Nie, nie może się poddać... "Profesorze Snape... Proszę..." Drzwi ponownie się otwarły, ale wszedł Voldemort, a nie Snape. "Odpocząłeś?" - zapytał Lord i wybuchnął dzikim śmiechem. Telepatia... Cokolwiek... "Osobisty kontakt" - zabrzmiały mu w uszach słowa Snapea - "osobisty kontakt..." Jak można być bardziej osobistym... "Profesorze..." Voldemort wyciągnął różdżkę, uśmiechając się jadowicie... ("Osobisty... najlepiej to wychodzi między krewnymi albo przyjaciółmi...") podniósł ją, ("Jak, profesorze?"), CRUCIO! Harry przeturlał się po podłodze, unikając zaklęcia, chociaż jego uszkodzone żebra zaprotestowały gwałtownie ("Osobisty, HARRY"). Voldemort, poirytowany, ponownie podniósł różdżkę... No oczywiście... "SEVERUSIE!!!" Musiał to wykrzyczeć z całych sił, bo Lord ze zdumienia aż upuścił różdżkę i przez dłuższą chwilę patrzył na Harryego, zaskoczony, ale w końcu się opanował. "Proszę, proszę" - wysyczał - "wołasz mojego nietoperza... Nie, ten zdrajca nie przyjdzie, Harry... Boi się mnie bardziej, niż kogokolwiek. Snape" - Voldemort gapił się wprost na Harryego - "nie jest aż takim durniem, żeby dobrowolnie oddać się w moje ręce. Chociaż, może byłby gotów poświęcić się dla ciebie." - Lord zaśmiał się paskudnie. "Powinienem był to przewidzieć od razu, muszę to przyznać." - Voldemort zaczął chodzić po lochu, a Harry pomyślał, że może zyskał chwilę spokoju ("Dzięki, Severusie") - "Snape był najbardziej inteligentnym ze Śmierciożerców i niewątpliwie najlepszym Mistrzem Eliksirów, jakiego w życiu widziałem. A jakim był Szukającym..." - Voldemort wpatrywał się w przestrzeń, wspominając przeszłość - "Aurorzy, członkowie najlepszych magicznych stowarzyszeń - wszyscy szli do piachu, jeżeli tylko to on wykonywał wyrok. Wampiry mają niesamowite zdolności... Ale od początku unikał naszych spotkań. Wolał działać sam i nie lubił znęcać się nad Mugolami. Wszyscy Szukający byli tacy - szukali wyzwania, nie bawiło ich to, co łatwe. Byli dumni i niezależni, ale tolerowałem ich wybryki... Nieraz uchodziło im płazem to, za co inny Śmierciożerca drogo by zapłacił. Snape mógł mieć wszystko, a zdecydował, że zostanie zdrajcą. Dlaczego?" "Bo nie jest sukinsynem bez serca." - warknął Harry, dziwiąc się własnemu cynizmowi. "CRUCIO!" Tym razem Voldemort nie przerywał zaklęcia bardzo, bardzo długo, to trwało wieki... W końcu przestał. "Ciekawe, czy twój przyjaciel cię tu znajdzie" - ironizował Voldemort - "czy też nie umie już robić niczego, poza pędzeniem bimbru... W tym też był dobry." - Lord uśmiechnął się paskudnie. "Chociaż wątpię, żeby zdołał cię tu odnaleźć, nałożyłem na to miejsce zaklęcia ochronne." ŁUP! Drzwi dosłownie rozleciały się w drzazgi. Harry podniósł się na łokciu i zobaczył, że ktoś wchodzi do środka. "Zechciej pamiętać, Lordzie, że jestem złodziejem, szpiegiem i zabójcą." - Snape mówił to tak spokojnie, jakby recytował przepis na najprostszy eliksir. Harry zastanawiał się przez chwilę, czy ma halucynacje. "Łamanie zabezpieczeń to moja praca... Naprawdę, po raz pierwszy od lat jestem wdzięczny rodzicom, że uczyli mnie Czarnej magii. Te zabezpieczenia nie były zresztą takie dobre. Od kogoś, kto twierdzi, że jest Władcą Ciemności można by oczekiwać czegoś lepszego..." "CRUCIO!" - zawył Lord, ale Snape odskoczył i zaklęcie go nie trafiło. Harry zobaczył w jego dłoniach miecz i uśmiechnął się. Teraz Snape mógł zblokować każdą magię. "Feniks" - ponownie usłyszał telepatyczny przekaz - "JUŻ" "Nie mam różdżki" - zaprotestował. "Rzucisz bez." Harry wciąż się wahał. "Snape, ty zdrajco" - uśmiechnął się Voldemort - "A co powiesz, jeśli..." - odwrócił się w stronę Harryego i podniósł różdżkę ale Harry był szybszy. Światło Feniksa oślepiło go na moment. Kiedy otworzył oczy, zobaczył Snape'a stojącego nad nim z mieczem. Z długiego ostrza powoli spływała krew. "Zabrałeś mu moc, Harry." - wysyczał Mistrz Eliksirów. "Bez niej nie był już taki odważny." Dopiero teraz Harry zrozumiał. "Więc już po wszystkim?" "Na to wygląda."

DEANIMATOR

"No to pani Pomfrey będzie mieć z tobą dużo roboty." - stwierdził Snape, wmuszając Harryemu podwójną porcję najmocniejszego eliksiru przeciwbólowego. "Mam nadzieję, że to już ostatni taki numer." Dłonie Harryego z całej siły zacisnęły się na jego pelerynie. To nie powinno się dziać... Dlaczego te oczy robią się szkarłatne? Dlaczego ten cholerny dzieciak znów zaczyna wrzeszczeć? Snape usiłował sobie przypomnieć, co mogło wywołać taki efekt. Voldemort nie zdążył rzucić żadnego zaklęcia... Znów szok po użyciu nadmiernej mocy? Nie, to nie tak wygląda! Co łączy Harryego i Czarnego Lorda? Umysł. Deanimator. Na Merlina, co robić? Mały nie da rady wywołać Feniksa w tym stanie, jest na to za słaby, a nie ma czasu sprowadzić Dumbledora! Nie, ta moc nie chciała zabić, chciała opanować to dziecko. Była częścią siły zamkniętej w Lustrze, siły pragnącej władzy na kolejnym czarodziejem. Jeszcze trochę, a Potter stanie się kolejnym Czarnym Lordem... Severus może nie był specjalistą od medycyny, ani od obrony przed Czarną magią, ale z pewnością umiał walczyć. "Chodź do mnie" - wysyczał, celując w Harryego różdżką "Weź mnie, jeśli potrafisz. EXTRACTO!!!" Zaklęcie uniosło Harryego nad ziemię, jego wrzask niemal ogłuszył Snapea, ale nie przerywał zaklęcia. Czuł Czarną moc, która nie chciała mu się poddać, moc która walczyła z nim... Boże, dzieciak zaraz się wykończy. Demon jest bardzo silny, niełatwo zmusić go do pokazania się... Zaraz złamie zaklęcie, Snape, wytrzymaj jeszcze trochę... Wreszcie ciemny kształt wynurzył się z Harryego, ciało chłopaka bezwładnie spadło na ziemię. To coś przybrało postać kobiety. Była nieco niższa od Snapea i miała długie, kręcone włosy. Najdziwniejsze było to, że wyglądała, jakby jej ciało było zbudowane z czarnej mgły czy dymu. "Witaj, Deanimatorze" - wysyczał. "Nad dzieciakiem łatwo się znęcać, ty tchórzu. Spróbuj się ze mną. Weź mnie, jeśli potrafisz." Deanimator jest dużo słabszy, jeśli zmusić go do pokazania się, teraz może uda się go zniszczyć. Jego przeciwniczka bez ostrzeżenia rzuciła zaklęcie, a on je odbił. Snape stoczył niejedną walkę, ale nigdy nie spotkał tak zaciekłego i szybkiego przeciwnika. Cóż, Czerwona Tatiana z pewnością zasługiwała na tytuł Pani Ciemności. "Avada Kedavra!" Zaklęcie trafiło w nią, ale nie zrobiło jej krzywdy. "Ty durniu" - uśmiechnęła się ironicznie - "myślisz, że możesz mnie tym zabić? Crucio!" Tym razem nie zdążył odskoczyć. But Deanimatora przyszpilił go do ziemi. "Taki utalentowany czarodziej" - ciągnęła kobieta - "a taki głupi." Snape myślał tak szybko, jak nigdy w życiu. Avada nie była jedynym zaklęciem, które mogło zabić. Co dałoby radę Deanimatorowi? Uczono go kilku zabijających zaklęć... Które? Poczuł swoją drugą różdżkę pod palcami. Które? "Profesorze Dumbledore, gdybym miał pana wiedzę... Moja wina. Zawiodłem pana." Usłyszał nazwę tego zaklęcia, po prostu ją usłyszał. No jasne, Deanimator zniewalał, trzeba więc wyrwać się spod jego wpływu... Wycelował różdżkę w swoją przeciwniczkę, "LIBERTE!" Nigdy chyba nie włożył tyle mocy w jedno zaklęcie. Poczuł, jak fale magii przepływają przez niego... Deanimator powoli rozpływał się w powietrzu.
Minęło trochę czasu, zanim Severus pozbierał się z ziemi. Teraz on i Harry muszą teleportować się z powrotem do Hogwartu. Do domu. Koniec z Mrocznym Władcą, jego znakiem i całą resztą. Harry będzie mógł zajmować się Quidditchem, a on wróci do swojego laboratorium. Żadnego nauczania Obrony przed Czarną Magią, przenigdy! Ten dzień wystarczy mu do końca życia. Pospiesz się, Severusie, Gladiola czeka na ciebie. Może będziesz miał własną rodzinę, Mistrzu Eliksirów? Może Harry zdobędzie Puchar Quidditcha dla Anglii? A może czeka ich kolejna wojna? Może. Ale jest jedna rzecz, której Severus Snape jest absolutnie pewien. Nigdy więcej żadnych przepowiedni. Lepiej, żeby przyszłość pozostała tajemnicą...