POSZUKIWANIA



Samotny, straszliwie samotny przez całe godziny... może dni?

Harry'emu było zimno, zwinął się najciaśniej jak tylko mógł, ale nadal było mu zimno.

Zimno... na zewnątrz i wewnątrz . Zimno wszędzie.

To było po prostu za trudne znosić samotność, ciemność i lodowatą aurę pomieszczenia. Tęsknił za towarzystwem Snape'a, ich rozmowami, bliskością jaką dzielili. Potrzebował wszystkich tych psychologicznych faktów, których teraz brakowało.

Stwierdził, że polubił psychologię. Jeżeli to składało się na szczęście?

Zaskrzypiały otwierane drzwi.

Śmierciożercy. Ich widok stał się zwyczajny ostatnimi czasy. Weszli, ich peleryny falowały za nimi, maski błyszczały w półmroku. Harry mimowolnie skrzywił się, kiedy złapali go za ramiona i podnieśli z podłogi.

Znowu bicie.

Albo coś gorszego. Avery był między nimi. Harry'emu natychmiast zaschło w ustach. Chciał przełknąć ślinę, ale język przykleił mu się do podniebienia i czuł jak wysycha mu także w gardle.

Był na wpół sparaliżowany strachem, kiedy dotarli do komnaty tortur.

Nikogo tam nie było. Snape'a także. Harry coraz bardziej się denerwował. Co się z nim stało? Nie umarł, prawda?

Panika całkowicie nim zawładnęła. Każdy zmysł, każda myśl, każde uczucie... Czuł, że nie zniesie tego dłużej. Chciał krzyczeć z powodu wewnętrznego bólu.

Avery wyjął swój skalpel. Harry zamarł.

Umrze tutaj. Umrze tutaj sam. Nie będzie nikogo, aby go pocieszyć, wesprzeć, troszczyć się o niego. Snape z całą pewnością umarł. Samotnie. Wiedział, że nie wytrzyma. Nie, nie będzie upokarzał się prośbami i błaganiem, nigdy. Po prostu nie będzie w stanie trwać w ciszy, ponieważ bardzo chciał krzyczeć, wyć na torturach.

Wrzasnął, kiedy skalpel dotknął jego skóry.

To bolało. Bardziej niż Cruciatus. Poprzednie, nadal nie zagojone rany zostały ponownie otwarte. Skalpel wydawał się nieprawdopodobnie gorący, jakby płomienie paliły plecy, boki, pierś, szyję, nogi... wszystko, wszędzie, powoli i dokładnie.

Avery zdjął maskę, tak jak ostatnio. Harry zobaczył ślady dobrze kontrolowanego szaleństwa i sadyzmu w jego oczach - to było śmiertelnie przerażające. Ostatnim razem jednakże był przy nim Snape - jego wzrok pozwalał chłopcu zrównoważyć sadyzm oprawcy z troską nauczyciela. Stanowił więź z rzeczywistością, nie pozwalał odpłynąć ku szaleństwu. Ale teraz Harry był sam, beznadziejnie sam, może na zawsze.

Nikt nie wiedział, że tu był. Nikt nie mógł go uratować.

Cięcia i płomienie.

Palce rozszerzające cięcia.

Budzące mdłości wrażenie. To było jak gwałt. Harry był pewien, że to było gorsze nawet niż gwałt. Te palce zagłębiały się w jego ciało i...

Krzyczał i krzyczał.

Nie przetrwa tego. Nie bólu. Mdłości. Pogwałcenia.

Nie, nie znowu. Nigdy więcej.

Nie był już w stanie stać. Nogi uginały się pod nim. Ktoś uderzył go w plecy. Upadł na kolana w ogromnym bólu. Oparł dłonie o podłogę.

Coś mokrego i lepkiego... jego krew. Krew, krew wszędzie. Klęczał we własnej krwi. Ale oni nie pozwolą mu tak umrzeć. Znowu go uleczą i znowu będzie przeżywał to okropne uczucie.

- No, no, panie Potter. To wspaniale znowu usłyszeć twój głos. Prawie zapomniałem jak krzyczysz. To zachwycający dźwięk, zapewniam cię. I obiecuję, że dam ci więcej możliwości do krzyku. Do zadowolenia mnie.

Harry nie był w stanie odpowiedzieć. Z największą odwagą, na jaką mógł się zdobyć, podniósł wzrok na Voldemorta. Ich oczy spotkały się.

W oczach Voldemorta był chłód i nienawiść. Przez chwilę Harry sądził, że już wcześniej widział taki wzrok. Chłód i nienawiść... Ale... w tym wypadku były kontrolowane i używane jako narzędzia. To nie były prawdziwe uczucia. Voldemort też nie był rzeczywisty.

Harry drgnął.

Zło Voldemorta było czymś nieludzkim, groźnym i wyliczonym by osiągnąć cel: całkowitą moc i kontrolę nad wszystkim.

Nie. Nie nad wszystkim. Voldemort nigdy nie będzie miał nad nim władzy.

Nigdy.

***
Snape nie ośmielił się spojrzeć w górę. Beznadziejnie chciał zatkać czymś uszy. Każdy krzyk Harry'ego był dla niego śmiertelną torturą. To musiał być Avery ze swoim skalpelem. Harry był sam na sam z tym psychopatą. On zamorduje chłopaka.

Desperacko chciał się tam znaleźć. Wiedział, że Harry'emu jego widok przyniósłby ulgę, chociaż sam nie rozumiał dlaczego.

Harry...

Chłopak z pewnością myślał, że on umarł.

Zostali rozdzieleni. Możliwe, że raz na zawsze. Nigdy już nie zobaczy miłej twarzy Harry'ego. Nigdy już nie obieca mu żadnych głupstw, nigdy już nie opowie mu o rodzicach i swoich latach szkolnych. Nigdy już nie usłyszy przemądrzałych uwag Harry'ego.

Szczęśliwe dni się skończyły. Ciemność zasnuła wszystko.

Kiedy łamiące serce krzyki chłopaka ustały, Snape zaczął podsumowywać tak zwane "psychologiczne fakty" minionych dni.

Kiedy Harry był z nim, po raz pierwszy w życiu nie był samotny. I pierwszy raz w życiu zrozumiał, co to znaczy dzielić z kimś życie. Przynależeć.

Nawet w towarzystwie Quietusa był samotnikiem, nawet ze swoimi kolegami, nawet z Albusem... Czegoś zawsze mu brakowało i mógł tylko zgadywać, co to było.

Kiedyś nigdy nie odczuwał braku towarzystwa... cóż, może nie nigdy, ale rzadko, kiedy ścigały go wspomnienia i koszmary... ale teraz wariował z powodu samotności, istnienia bez Harry'ego.

Mógł sobie wyobrazić obecny stan chłopca po prawie pięciu godzinach tortur. Rany, krew, omdlenie... Osłabiony i w złym stanie od leżenia samotnie na zimnej podłodze w odległej celi...

Gdyby Harry był tutaj... Oczywiście nie byłby w stanie go uleczyć, ale byłaby możliwość podzielenia bólu, wzajemne towarzystwo przynosiło ulgę.

Snape zaśmiał się gorzko. On, były Śmierciożerca, jeden z najbardziej utalentowanych czarodziejów był taki słaby i bezsilny.

Zakrywając twarz rękami, zastanawiał się znowu nad tym, jak zmienił się w ciągu ostatnich dni. On, niechętny, ale jednak zaprzysiężony obrońca Harry'ego Pottera znalazł się teraz w roli bardzo przestraszonego i zmartwionego rodzica. Przełknął ślinę. Dziwne. I takie... naturalne. Naturalne - znowu to słowo.

Mimo wszystko, musiał przyznać się przed samym sobą: ta zmiana nie była tylko przypadkową konsekwencją ich wspólnego losu. Tak, los miał w tym swój udział, to było niezaprzeczalne, ale cechy i zalety Harry'ego również spełniły swoje zadanie w tym procesie. Najpierw Harry przyjął przeprosiny bez zbędnych uwag. Szczerze wybaczył wszystko, co Snape mu zrobił. Potem okazał prawdziwą troskę w stosunku do niego od samego początku, kiedy zobaczył w jak mizernym stanie był jego profesor. I nigdy nie żądał wyjaśnień względem uczuć Snape'a, po prostu zaakceptował je i odwzajemnił. Nigdy nie protestował przeciwko niczemu.

Jak ten chłopak mógł stać się taki wrażliwy? Był taki młody... i dorastał praktycznie na emocjonalnej pustyni - pogardzany, znienawidzony, odrzucony, ignorowany... Powinien być całkowitym bydlakiem albo obłąkanym typem, który wiecznie narzeka na swoje marne życie, biada o straconych szansach... Powinien być nieuleczalnie skrzywiony i całkowicie niezdolny do dawania, ani do przyjmowania dobrych uczuć.

Ale chłopak taki nie był. Mógłby być, ale mimo wszystko nie był. W przeciwieństwie do Największego Bydlaka, którego śmiertelna i całkowita nienawiść do świata miała zapewne źródło w dzieciństwie podobnym do dzieciństwa Harry'ego.

Voldemort odrzucił świat i gardził nim, a jedynym celem jego życia była zemsta.

Harry pogodził się z losem i troszczył się o otoczenie, a jedyną rzeczą za jaką tęsknił, była wzajemność. Desperacko pragnął akceptacji.

Harry zaakceptował nie tylko ich sytuację, ale nawet jego. I on, który był całkowitym samotnikiem, mógł tylko zaakceptować go wzajemnie.

Stałoby się tak samo (Snape był o tym przekonany), gdyby dał wcześniej Harry'emu szansę... Szansę, której nigdy nie dał. I teraz było po prostu za późno by żałować.

Snape westchnął głęboko i przysiągł po raz trzeci w życiu, w owej celi śmierci i beznadziei: gdyby udało im się w jakiś sposób uciec, dałby Harry'emu wszystko, na co zasłużył, a czego mu odmawiano do tej pory.

Zapewniłby mu opiekę. Komfort. Dom.

Rodzinę.

***
Mijające dni...

Tortury...

Krzyki...

Wszystko to było jak niekończący się proces, od którego nie można było uciec.

I sam. Zawsze sam.

Sam - słysząc krzyki Harry'ego; sam - znoszący systematyczne, codzienne tortury.

Nie mogło być gorzej. A jednak było.

Nadszedł dzień, kiedy wyciągnęli go z celi i zaprowadzili do sali na parterze. Więc Voldemort zdecydował się popracować znowu również nad nim. Był tak słaby z głodu i niespokojnych snów, że nie mógł poruszać nogami, więc Śmierciożercy byli zmuszeni przytrzymywać go. Cała sytuacja była tak upokarzająca, że Snape chciał umrzeć ze wstydu.

I w tej komnacie otrzymał swoje pierwsze od dawna, za to prawie nie do zniesienia, bicie. Zajęło godziny. Dziesięciu Śmierciożerców biło go na zmianę; kiedy ostatni kończył, pierwszy zaczynał od początku. Ubranie zostało z niego zerwane, jedynym okryciem były jego krew, siniaki i rany.

W pewnej chwili uświadomił sobie, że jęczy. Potem krzyczał. Potem wrzeszczał. Ale w końcu mógł tylko rzęzić ochryple.

Wszystko go bolało. Nie mógł normalnie oddychać. Kiedy myślał, że nie wynajdą już żadnej nowej metody sprawiania bólu, wszedł Malfoy. Z młotkiem.

Snape skamieniał ze strachu, kiedy dwóch bydlaków obezwładniło go i zmusiło do uklęknięcia obok stołu. Nie mógł nawet zaprotestować. Tylko patrzył bezmyślnie, jak trzeci przytwierdza zaklęciem jego ręce do stołu. Wiedział dokładnie, co nadejdzie. KTO nadejdzie.

Nie mógł wcześniej w to uwierzyć. TEN mężczyzna był kiedyś jego przyjacielem. A teraz...

Nigdy rozmyślnie go nie skrzywdził, nie po zmianie stron. Opiekował się jego synem, tak długo jak Draco był w szkole... Pomimo wszystkiego co się stało, pozostali... przyjaciółmi...

A przynajmniej on w to wierzył.

Dowód jego omylności stał przed nim. Snape skrzywił się. Więc... miał również osobiście doświadczyć tego rodzaju bólu. Nie można powiedzieć, że za tym tęsknił.

Pierwsze uderzenie było niespodziewane. Oczy uciekły mu w głąb czaszki i poczuł metaliczny smak w ustach. Krew. Ugryzł się w język.

Cholera! To było gorsze niż się spodziewał. Chociaż był pewien, że nie pozostały w nim żadne siły, by krzyknąć - wrzasnął. I mocno zacisnął powieki. Nie chciał widzieć swoich dłoni. Nigdy.

Kiedy jego pierwszy palec został zmiażdżony, Lucjusz zrobił małą przerwę.

- Co powiesz o takim rodzaju bólu? - zapytał Największy Bydlak z udawaną ciekawością. - Już myślałem, że nigdy nie usłyszę ponownie twojego głosu... Ale Lucjusz ma prawdziwy dar przekonywania, żebyś wreszcie otworzył swoją wielką upartą gębę. Przynajmniej młody Potter usłyszy, że żyjesz.

Och, ostatnie zdanie przyniosło natychmiastową ulgę Mistrzowi Eliksirów. Harry dowie się, że on żyje... może to zmniejszy jego ból. Czy może go zwiększy? Ta myśl go przestraszyła. Harry usłyszał jak krzyczał, a chłopak wiedział, że on mógł znieść najróżniejsze tortury w milczeniu. Co pomyśli o jego krzykach? Chłopak był taki współczujący...

Kiedy Lucjusz skończył pracę nad jego lewą ręką, Snape zemdlał. Zamiast swojego ukochanego zaklęcia "Ennervate" Czarny Lord zdecydował się użyć jednego z eliksirów. Eliksiru Czuwania. Och. Będzie cholernie źle. Krańcowo źle. Nie będzie w stanie zemdleć ani spać przez przynajmniej dwadzieścia godzin. Nie wspominając, że innym eliksirem, który Voldemort w niego wlał, był Dolorem Facio. Snape przez chwilę zastanawiał się, dlaczego Voldemort wcześniej tego nie użył. Kombinacją Dolorem Facio i Cruciatus można było doprowadzić każdego do szaleństwa... jak Longbottomów, ich torturowano w taki sam sposób. Pierwotnie eliksir ten miał usunąć połączenia między neuronami, co miało zabezpieczyć przed szaleństwem z powodu fizycznego bólu, powodując omdlenia lub zmniejszając odczucia.

To był jego własny wynalazek. On go wymyślił, kiedy pracował dla Instytutu Badań Leczniczych Eliksirów. Co za ironia!

Mistrz Eliksirów wiedział, co się teraz stanie. Po chwili nie był w stanie wydobyć z siebie nawet cichego, słabego dźwięku. Magiczne więzy poluźniły się i upadł na podłogę. Przytomny. Przeklęty Eliksir Czuwania!

W następnym momencie poczuł ostrożną, delikatną rękę na ramieniu.

- Pro... profesorze! - zawołał ktoś nad nim i gorące łzy upadły na jego nagą skórę. To był Harry.

Słyszał jak Śmierciożercy kazali chłopcu zabrać go z powrotem do celi. Pomimo słabości udało mu się wstać i iść na własnych nogach. To nie było łatwe. Ale jakoś im się udało.

Wielkie brązowe drzwi zatrzasnęły się za nimi.

NIMI!

Znowu byli razem.

Resztką sił doszedł do znajomego rogu i usiadł, opierając się o mur. Harry podążył za nim na drżących nogach i podniósł sponiewieraną pelerynę z podłogi. Ukląkł obok profesora i zdejmując z siebie jego sweter, ostrożnie ubierał nagiego mężczyznę. Snape nie mógł zaprotestować. Był przytomny z powodu działania eliksiru, ale nie był w rzeczywistości całkowicie świadomy. Nie chciał, aby chłopak to robił, ale był bezsilny. Znowu.

Harry powoli włożył mu sweter przez głowę. Następnie podniósł jego rękę, by przełożyć ją przez rękaw i zobaczył palce. Snape spostrzegł, że przez chwilę był bliski omdlenia. Ale Harry, odzyskując siłę woli, przełożył okaleczoną kończynę przez rękaw najdelikatniej jak mógł. Potem drugą.

Sweter był zakrwawiony. I niewiarygodnie brudny. Ale również ciepły, ciepło żyjącego ciała... ciała Harry'ego. A może było to ciepło troskliwości chłopca?

Snape nie wiedział, kiedy Harry zaczął płakać. Kiedy zobaczył jego ręce? Jego ciało? To, że wciąż jest przytomny?

Harry podciągnął kolana profesora do piersi ("zatrzymanie ciepła..." mamrotał, chlipiąc) i owinął ostrożnie ich obu peleryną. Płakał, kiedy przytulił się do Snape'a i objął go ramionami.

Szlochał przed długi, długi czas. Snape chciał pogłaskać go po głowie, ale bał się bólu rąk, więc nie poruszył się.

- W porządku, Harry - wymamrotał po chwili. - Możesz skończyć. Nie musisz płakać.

- Nie muszę? - odpowiedział chłopak słabo. - Dlaczego nie muszę? Mam bardzo dobry powód by płakać, profesorze.

Nie było na to odpowiedzi. Harry miał rację.

- Mamy też pewne powody by się cieszyć - westchnął profesor. - Znowu możemy być razem.

- Czy cieszy się pan, że jest ze mną? - głos chłopca był pełen nadziei.

- Potter, na litość boską, czy nie mówiłem ci tego wcześniej? Tak, cieszę się, że jestem z tobą. Faktycznie wydaje mi się, że piekielnie długo byliśmy rozdzieleni - Snape słyszał nutkę złości w swoim głosie, ale był tak słaby i zachrypnięty, że to wszystko brzmiało jak cichy szept. Ramiona chłopca objęły go mocniej i gniew stopniał. - Jeżeli dobrze pamiętam, powiedziałem coś o moim domu i tobie w nim razem ze mną. Nie zmieniłem zdania. Czy to wystarczy, by cię uspokoić?

Harry zaczerwienił się.

- Wie pan... kiedy zostaliśmy rozdzieleni, chciałem pana zapytać czy mówił pan poważnie czy nie...

- Jak zapewne zauważyłeś, panie Potter, zawsze jestem poważny - starał się to powiedzieć bardzo surowo, ale nie udało mu się. Harry uśmiechnął się półgębkiem.

- Tak myślałem w szkole. Ale odkąd jesteśmy tutaj razem zauważyłem inne pana cechy, profesorze.

- Jakie...?

- Hm... cóż... - Harry nie wiedział jak odpowiedzieć. - Czasami pan żartuje...

- Czasami. Tak. Ale nie żartuję, kiedy mówię o ważnych rzeczach. A twoje pragnienie prawdziwego domu i rodziny jest czymś takim.

- Ma pan na myśli, że...?

- Dokładnie - przytaknął profesor. - Chociaż boję się, że nigdy nie będę miał okazji tego udowodnić.

- To nie ma znaczenia - głos Harry'ego był ledwo słyszalny. - To, że pan... mnie zaakceptował, wystarczy.

Po kilku minutach dodał:

- Nie, nie "wystarczy". To jest wszystkim.

***
Percy był zdenerwowany. Nie chciał tego robić, nienawidził takiego szpiegowania. Bał się, że koledzy znajdą go, jak przeszukuje tajne dokumenty; i był zły, bo przez dwa dni niczego nie znalazł.

Może szukał w niewłaściwym miejscu. Chciał dowiedzieć się czegoś o tym cholernym Koszmarnym Dworze, ale w normalnych dokumentach ta nazwa w ogóle nie była wspomniana. Musiał znaleźć inny sposób podejścia do problemu. Jego ojciec powiedział, że ten Dwór był ważnym miejscem spotkania zwolenników Sam-Wiesz-Kogo. Więc powinien przejrzeć dokumenty Śmierciożerców. Ale te były zupełnie tajne.

Inną możliwością były akta Aurorów. Druga strona. Jawna strona tej samej gry.

Jego pomysł był błyskotliwy. Kiedy wyciągnął dużą ilość dokumentów AU (Aurorów) i użył zaklęcia Revelo ("Revelo Koszmarny Dwór!" - to była specjalna wersja tego zaklęcia, sam je wymyślił i był z tego bardzo dumny) zobaczył jak papiery zaczęły wirować i nagle jeden z dokumentów upadł na biurko. Otaczała go jasno zielona poświata.

SNAPE, Quietus Salazar - było napisane na górze.

Oczy Percy'ego rozszerzyły się. Snape Aurorem? Czy to jakiś żart? A może to ta zmodyfikowana wersja Revelo nie była jednak dobra? Wzruszył ramionami. Cokolwiek było przyczyną, przeczyta dokument i jeżeli się pomylił, znajdzie inny sposób na poszukiwanie.

SNAPE, Quietus Salazar - ponownie przeczytał i nagle uświadomił sobie, że imię nie należało do paskudnego Mistrza Eliksirów. On nosił imię Severus, jeżeli dobrze pamiętał. Nie. On BYŁ Severusem, niezaprzeczalnie. Ale kim był ten drugi Snape?

Ogarnęła go ciekawość. To był ogólny, bardzo nudny dokument, ale Percy przywykł do czytania takich, więc mógł wybrać ważniejsze fragmenty. Zaczął czytać i wziął kawałek kartki i pióro, aby w razie konieczności zrobić notatki.

***
ID: 03960881010

Data/Miejsce urodzenia: 02.04.1960, Snape Manor

Data/Miejsce śmierci: 02.12.1979, Koszmarny Dwór (nieznane)

{"Więc umarł... A był taki młody..." pomyślał Percy. W miejscu, którego szukał. Ale dokument mówił "nieznane". Cholera! Ale ciekawość zmusiła go do dalszego czytania.}

Ojciec: SNAPE, Severus Salazar

ID Ojca: 0392856457

Data/Miejsce urodzenia Ojca: 05.11.1928, Snape Manor

Data/Miejsce śmierci Ojca: 04.11.1981, Snape Manor

Matka: NOBLESTONE, Qirqe Athena

ID Matki: 0493112539

Data/Miejsce urodzenia Matki: 02.02.1931, Hogsmead

Data/Miejsce śmierci Matki: 04.11.1981, Snape Manor

{Ta sama data i miejsce jak ojca. Ciekawe. To na pewno nie przypadek.}

Inni członkowie rodziny:

Brat: SNAPE, Severus Nobilus

ID Brata: 03958912111

Data/Miejsce urodzenia Brata: 05.03.1958, Snape Manor

Data/Miejsce śmierci Brata: ((żyje))

{Więc on był bratem tego wstrętnego typa! I... Snape był młodszy niż jego rodzice? Percy doznał szoku. Zawsze myślał o Mistrzu Eliksirów jako o wstrętnym starym typie. A on miał dopiero trzydzieści siedem lat!}

Stan cywilny: kawaler

SUM: 100% (cert. nr. 14/1976)

OWTM: 100% (cert. nr. 14/1978)

AU: 99,3% (cert. nr. 2AU/1979)

{To było niemożliwe. On dostał tylko 94% za swoje SUMy i 94,1% za swoje OWTMy. Jak ktokolwiek mógł zdobyć tak dużo??? Percy był zazdrosny. Ale potem pomyślał, że ten chłopak nie żył. Natomiast on żył. To była WIELKA różnica.}

Szczegóły:

1971 - Hogwarts, HSMC

1976 - SUM max. Wyniki

1978 - OWTM max. Wyniki

01.09.1978 - Ministerialne Oficjalne Szkolenie Aurorów (AuS2245/IN/322/1978)

01.02.1979 - Mianowany Aurorem (1. klasy) (App12/IN/310/1979)

21.03.1979 - Złożył wymówienie i opuścił Ministerstwo (Not24/IN/311/1979)

01.04.1979 - podejrzany o działalność ZF (patrz ZF112/IN/44/1979)

{ZF? Co to mogło być? zastanawiał się Percy i zapisał. Będzie musiał potem zrobić dodatkowe poszukiwania.}

02.12.1979 - Zmarł (cert.nr. D-13342/3/1979)

Komentarze:

1. Zarekomendowany na szkolenie AU przez Harolda Winstona Pottera (ID: 039203345129, AU 011)

{Niespodzianka za niespodzianką. POTTER rekomendujący SNAPE'A na oficjalne szkolenie AU? CO TO MIAŁO DO JASNEJ CHOLERY ZNACZYĆ??? Percy poczuł się jak głupiec... to uczucie było dość niezwykłe...}

2. Prawdopodobnie zabity przez Voldemorta w Koszmarnym Dworze (miejsce nieznane), stwierdzone na podstawie zeznań SNAPE'A, Severusa Nobilusa, ID: 03958912111, pod działaniem Veritaserum (wykonanym przez STOLL'A, Nicholasa, ID 0393902354 ME cert. no. ME10H/14/1971) (patrz: Test/SNAPESN/134/DE/12/1981; DE/76/1982; DE/97/1982)

{Percy przełknął ślinę. Był tu wspomniany Koszmarny Dwór. I inne rzeczy. Jego profesor był Śmierciożercą. Tutaj był dowód: dokumenty ze znakiem DE. I ten wredny typ był tam, kiedy zabili jego brata, pewnie był jednym z nich. Zaschło mu w ustach i zrobił się bardzo nerwowy. Jego pióro poruszało się szybko, gdy zapisywał szczegóły. Snape (naprawdę nienawidził tego profesora) był bez wątpienia cholernym Śmierciożercą. Jak Dumbledore mógł pozwolić mu uczyć? Musiał porozmawiać ze swoimi braćmi - całą trójką i z Ginny! Musiał ich ostrzec! Później. Teraz musiał pracować. }

3. Podejrzany o bycie Aurorem ZF. (patrz ZF/SNAPEQS/IN)

{Och, znowu coś o tym ZF.}

4. Rodzina podejrzana o działalność DE - wiarygodność kwestionowana. (patrz DE/SANPESS/IN, DE/SNAPESN/IN, DE/SNAPEQA/IN)

{Jeszcze większy szok. Naprawdę zadziwiająca rodzina. Trzech Śmierciożerców i Auror. Auror, który opuścił Ministerstwo dla tego podejrzanego ZF. Percy nie był głupi. To ZF to musiało być coś związanego z Voldemortem, coś zakazanego i prawdopodobnie niebezpiecznego - to było jasne ze sposobu, w jaki dokument o tym wspominał.}

Załączone dokumenty:

SUM, OWTM, AU certyfikaty

Urywek z zeznania SNAPE'A, SN (Test/SNAPESN/134/DE/01/1982)

Zapis z okoliczności śmierci Quietusa Snape'a.

{OHHHH, pomyślał Percy. Wreszcie coś ZABAWNEGO...}

***
(...)

Snape: Mój ojciec chciał, aby został zwolennikiem Voldemorta.

Przesłuchujący: Co on myślał o tej możliwości?

S: Odmówił kilkakrotnie. Wreszcie mój ojciec zdecydował się zmusić go za pomocą fizycznego cierpienia i zabrał go wprost do Voldemorta.

P: Kiedy?

S: Drugiego grudnia 1979 roku.

P: Gdzie?

S: W Koszmarnym Dworze.

P: Gdzie jest ten Dwór?

{Dobre pytanie. Jeżeli miał szczęście to znalazł odpowiedź.}

S: Nie znam dokładnego miejsca. Podejrzewam, że jest to gdzieś w północnej Anglii lub w Szkocji.

{Nie miał szczęścia.}

P: Rozumiem... Co się tam stało?

S: Był torturowany fizycznie i za pomocą zaklęć przez pięć godzin. Nie poddał się. Wtedy wreszcie Voldemort zapytał go, czy dołączy się do niego. Odmówił. Voldemort rzucił na niego Avada Kedavra.

P: Czy ty również znęcałeś się nad nim?

S: Na początku tak. Miałem nadzieję, że znajdę jakąś możliwość uratowania go. Potrzebowałem czasu. Po czwartej rundzie zrozumiałem, że jestem bezsilny. Potem odmówiłem znęcania się nad nim. Mój ojciec rzucił na mnie Cruciatus kilka razy, ale Voldemort nalegał, by mnie zabić...

(...)

***
Och, jakie wzruszające... Ten wredny typ chciał kogoś ratować! Niewiarygodne! Ale... zeznanie było pod wpływem Veritaserum, to znaczy... Cóż... to był w końcu jego brat... Percy wzruszył ramionami.

Poszukiwania nic nie dały. Może jutro...

Percy westchnął i zaczął układać papiery z powrotem na miejsce, kiedy zauważył coś dokładnie pod dokumentami "SNAPE, Quietus Salazar".

Na tym pisało "SNAPE, Severus Nobilus".

Jeżeli wcześniej był wstrząśnięty, to teraz go zamurowało. Według poprzednich akt był Śmierciożercą. A teraz widział jego dokumenty pomiędzy Aurorami! Co tu się działo???

Nagle zapomniał o Koszmarnym Dworze.

Potem zauważył zielone światło dookoła dokumentu. Zaklęcie! Och, prawdopodobnie teraz...

Otworzył dokumenty.

***
ID: 03958912111

Data/Miejsce urodzenia: 05.03.1958, Snape Manor

Data/Miejsce śmierci: -

Ojciec: SNAPE, Severus Salazar

ID Ojca: 0392856457

Data/Miejsce urodzenia Ojca: 05.11.1928, Snape Manor

Data/Miejsce śmierci Ojca: 04.11.1981, Snape Manor

Matka: NOBLESTONE, Qirqe Athena

ID Matki: 0493112539

Data/Miejsce urodzenia Matki: 02.02.1931, Hogsmead

Data/Miejsce śmierci Matki: 04.11.1981, Snape Manor

Inni członkowie rodziny:

Brat: SNAPE, Quietus Salazar

ID Brata: 03960881010

Data/Miejsce urodzenia Brata: 02.04.1960, Snape Manor

Data/Miejsce śmierci Brata: 02.12.1979, Koszmarny Dwór (nieznane)

Stan cywilny: kawaler

{Więc żadna nie chciała wyjść za mąż za tego wrednego typa, Percy uśmiechnął się złośliwie.}

SUM: 95,2% (cert.nr. 22/1974)

OWTM: 94,6% (cert.nr. 21/1976)

ME: 100% (cert. nr. 1ME/1/1978)

{Ta rodzina była naprawdę irytująca z tymi ich wynikami. Profesor nie był najwyraźniej tak mądry jak jego brat, ale jego wyniki nadal były wyższe niż Percy'ego. Poczuł nienawiść.}

Szczegóły:

1969 - Hogwarts, HSMC

1974 - SUM wysokie wyniki

1975 - Zaawansowane Studia Eliksirów w HSNC u Agilusa O'Peck (ID: 03913567344)

{O'Peck! Jego tata i mama znali wiele historii o starym profesorze. Nie był opiekunem Slytherinu, w rzeczywistości nie był nawet Ślizgonem. Był Gryfonem... I zaakceptował tego obrzydliwego Ślizgona jako swojego ucznia? Cóż, życia rzadko bywa logiczne.}

1976 - OWTM wspaniałe wyniki

01.09.1976 - praca dla Instytutu Badań Leczniczych Eliksirów

{Śmierciożerca i poszukiwanie lekarstw? Jednocześnie? Świetna robota!}

1977-1981 - podejrzany o aktywność DE (patrz DE28103/IN/03/1977 i załączone dokumenty)

{Cóż. Wyglądało na to, że jednak był DE a nie AU}

01.14.1978 - mianowany Mistrzem Eliksirów (1. klasy)

01.09.1978 - mianowany Profesorem Eliksirów w HSMC

02.12.1981 - schwytany przez Aurora AU2301 w HSMC, oficialnie przesłuchiwany przez AU781, AU910 i AU1103 (zapisy nr. DET14/1981, DET22/1981, DET98/1981, DET119/1981, DET255/1981, DET376/1981, DET388/1981, DET401/1981, DET455/1981, DET475/1981, DET544/1981, DET591/1981, DET3/1982, DET9/1982, DET13/1982, DET16/1982, DET22/1982, DET43/1982, DET65/1982, DET76/1982, DET88/1982, DET97/1982, DET113/1982, DET127/1982, DET156/1982, DET178/1982, DET201/1982)

{Jak wiele raportów? Czy to znaczyło, że Snape był przesłuchiwany tyle razy? Z pewnością wszystkiemu zaprzeczył. Ale... Dali mu Veritaserum, prawda? Więc... dlaczego było potrzebnych tyle przesłuchań? Percy w końcu wzruszył ramionami i czytał dalej.}

29.01.1982 - potwierdzona działalność DE, przeniesiony do Azkabanu (Wyrok nr. AZ/IN/39/DE/1982)

{To musiał być przypadek, że ten dokument się tu znalazł, pomiędzy papierami AU. Ale to był szczęśliwy wypadek, zdecydował Percy. Więc Snape był w Azkabanie. Właściwe miejsce dla takich jak on.}

01.07.1982 - proces wznowiony przez DUMBLEDORE'A, Albusa (ID: 03834119801)

04.08.1982 - wypuszczony z Azkabanu (dok. nr. AZ/OUT/1/1982)

{CO? DUMBLEDORE? Percy nie wiedział już, co o tym myśleć.}

01.09.1982 ponownie Profesor Eliksirów w HSMC

1985 ponownie członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Mistrzów Eliksirów (nr. 2808/1985)

1995 - podejrzany o aktywność DE (patrz DE21/IN/03/1995)

{STOP! Percy chciał wstać i pobiec prosto do domu do ojca z tymi wiadomościami. Dumbledore się pomylił. Bronił nie zasługującego na to typa i taka była odpowiedź na jego zaufanie! Jeżeli Snape był Śmierciożercą czternaście lat temu to teraz też jest, to znaczy, że w szkole przez okrągły rok jest Śmierciożerca! Zamarł. Musiał czegoś się dowiedzieć. Porozmawiać z tatą. Z ministrem. Z Dumbledore'm. Ze wszystkimi. Wydrukować w Proroku PRAWDĘ: ten cholerny typ był Śmierciożercą!

Potem uspokoił się. Nie. Fudge nie wierzył, że Voldemort powrócił. Ale... ten komentarz był pewnego rodzaju dowodem, prawda?

Co powinien zrobić?

Percy postanowił. Zostanie Aurorem. To będzie najlepszy sposób by bronić swojej rodziny.}

Komentarze:

1. O działalności jako Mistrza Eliksirów patrz UME/SNAPESN/IN

2. O działalności jako DE patrz DE/SNAPESN/IN

Załączone dokumenty:

SUM, OWTM, ME certyfikaty.

Przyznanie się do działalności DE (Test/SNAPESN/11/DE/01/1982)

{Tutaj był dowód! Ale... Teraz Percy zupełnie się zagubił. Nie mógł zrozumieć. Snape był Śmierciożercą czy nie? Jeżeli był, to dlaczego uwolniono go z Azkabanu?}

***
(...)

Przesłuchujący: Czy jesteś Śmierciożercą?

Snape: Tak.

P: Jak długo służyłeś Sam-Wiesz-Komu?

S: Przez trzy lata.

P: Czy popełniłeś przestępstwa w jego służbie?

S: Tak.

P: Morderstwa?

S: Tak.

{MUSIAŁ być pod działaniem Veritaserum, stwierdził Percy.}

P: Dokładna ilość morderstw?

S: Jedenaście.

P: Ich imiona?

S: Joseph Galvany, jego żona i dwoje dzieci, Patricia Wrights, Cathrin Lighthouse, Andrew Waite, jego żona i ich dziecko i troje młodych ludzi, nie znam ich imion.

{C...co? Galvany'owie zostali zabici przez tego wstrętnego, cholernego, pieprzonego, złego... To było niewiarygodne. Percy pokręcił głową. To był szok jego życia. Nagle poczuł się słabo. To nie mogła być prawda. A z drugiej strony... musiała być. Jego mama nigdy w to nie uwierzy. Nigdy. Powinien jakoś zabrać ten dokument do domu. Ale wiedział, że to jest niemożliwe, aby wynieść tak ważny dokument koło Strażnika. Znowu potrząsnął głową.}

P: Czy zabiłeś ich dla przyjemności?

S: Nie. Dziewięcioro z nich zabiłem na rozkaz Voldemorta. Troje nieznanych zabiłem w obronie Lily Evans.

P: Czy byłeś pod działaniem zaklęcia Imperius podczas zabójstw?

S: Nie.

P: Więc zabiłeś ich z własnej decyzji.

S: Z rozkazu Voldemorta.

P: Ale posłuchałeś go.

S: Tak.

P: Jak wiele razy użyłeś Niewybaczalnych?

S: 11 razy Avada Kedavra i 79 razy Cruciatus.

{BYDLAK! Z pewnością użył również Cruciatus na Galvany'ch... }

P: Imperius?

S: Nigdy go nie użyłem.

{Hm. To ciekawe. Dlaczego nie?}

P: Czy uważasz się za niewinnego?

S: Nie. Jestem winny wszystkich czynów wymienionych wcześniej.

{To wyznanie było spowodowane serum czy poczuciem winy? Z pewnością przez serum...}

P: Powiedziałeś, że działałeś z rozkazu.

S: Tak. Ale to był mój wybór, by dołączyć do Voldemorta. Zrobiłem co mi kazał. Jestem winny.

{Nie, nie serum. To nie było pytanie. To było niewiarygodne, ale ten pieprzony typ naprawdę czuł się winny swoich czynów. Mmm......}

P: Severus Nobilus Snape zostałeś uznany winnym 11 morderstw, 79 tortur i 90 użyć Niewybaczalnych zaklęć. Twoją karą będzie dożywocie w Azkabanie.

(...)

***
Przez długie minuty Percy siedział na krześle i patrzył niewidzącym wzrokiem w okno. Nie wiedział, co począć z tym wszystkim, co znalazł dzisiaj... jak powiedzieć swojej matce i ojcu... jak zareagować...

Wszystko było takie zamazane i niepewne.

Po raz pierwszy w swoim życiu Percy stracił pewność siebie i całkowicie bezradny.

Następny rozdział > >