ODNAJDĘ DROGĘ DO DOMU



Snape potrzebował dużo czasu, by się uspokoić.

- Harry...

- Usiądźmy na kanapie - westchnął w końcu Harry. - Będzie trochę wygodniej niż na podłodze... Nie czuję się jeszcze zbyt dobrze...

- Ale jak udało ci się przeżyć...? Pettigrew rzucił na ciebie Zabijające Zaklęcie...

- Dumbledore powiedział, że to z powodu tego, że zawdzięcza mi życie... Nie mógł mnie zabić. On, oczywiście, o tym nie wie. Dyrektor uważa, że on naprawdę chciał mnie zabić, ale coś wewnątrz niego przeszkodziło mu w rzuceniu zaklęcia z pełną mocą i tylko straciłem przytomność.

- Myślałem, że nie żyjesz.

- Tak, wiem... Prosiłem dyrektora, żeby ci powiedział, że żyję, ale zawsze odmawiał i zostawiał mnie samego. Miał wiele rzeczy do zrobienia. Za każdym razem tylko zajmował się moimi ranami i wychodził. Nie miałem możliwości z nim porozmawiać, więc musimy na niego zaczekać - powiedział Harry. - Nie znam odpowiedzi na twoje pytania, a on powiedział, że przyjdzie tutaj za godzinę.

Snape przytaknął, chwycił poręcz krzesła i z pewnym trudem powstał. Zakręciło mu się w głowie, ale wyciągnął rękę, by pomóc wstać Harry'emu. Dokuśtykali do kanapy i Snape upadł na nią. Nagle poczuł się taki pusty w środku.

- Nie mogę uwierzyć, że Albus mi to zrobił... - rzekł, patrząc niewidzącym wzrokiem w kominek. - Nie mogę w to uwierzyć...

Harry usiadł obok niego.

- Jestem pewien, że miał jakiś powód... I może nie uważał, że będzie to dla ciebie takie trudne, biorąc pod uwagę, że nigdy zbytnio nie byłeś do mnie przywiązany...

- Pewnie masz rację... Ale z drugiej strony... - Snape nie był w stanie wysłowić się.

Harry popatrzył zmartwiony na jego twarz. To musiał być dla niego silny szok. Fakt, że Snape płakał, czynił sytuację nawet jeszcze poważniejszą. Cóż, widział go we łzach dwa razy w ciągu ostatnich tygodni: pierwszy raz, kiedy prześladował go koszmar o śmierci Quietusa, drugi: kiedy był po raz pierwszy torturowany przez Avery'ego. Tak, Snape był wtedy we łzach. Ale tak naprawdę nie płakał.

Snape - płaczący.

Ostatnimi czasy wszystko wywróciło się do góry nogami. Dwa tygodnie temu naprawdę nie lubił zjadliwego i skwaszonego Mistrza Eliksirów. A teraz - czuł jego ból jakby był jego własnym. A Snape płakał, czego nie robił przez długie lata - Harry był tego pewny.

- Przy okazji, jest tu dość zimno - Harry zadrżał nagle. - NIENAWIDZĘ lochów...

Snape ocknął się natychmiast. Wyciągnął różdżkę Quietusa zza paska, pierwszym machnięciem zapalił drewno w kominku, drugim przywołał koc, a za trzecim pojawiła się na stoliku, stojącym obok kanapy, parująca herbata. Owinął Harry'ego kocem i podał mu kubek.

- Przepraszam, byłem trochę... rozkojarzony - uśmiechnął się lekko. - Lepiej teraz?

- Zdecydowanie - Harry także uśmiechnął się w odpowiedzi. - I nie przepraszaj. Tak samo bym się zachowywał.

- Ale ty jesteś dzieckiem, a ja jestem dorosły - mężczyzna przymknął oczy z zażenowaniem. - Nie chcę cię niepokoić swoimi przeżyciami.

- Severus... Ostatnie dni były po prostu za trudne dla ciebie. Nie masz się czego wstydzić.

Snape przytaknął posłusznie i Harry zdumiał się zachowaniem zwykle surowego profesora.

- Eh... Jak się czujesz? Twoje rany... - westchnął wreszcie Snape. Teraz to Harry poczuł się zażenowany.

- Niektóre nadal bolą... Przede wszystkim te głębokie na moich... nogach - Harry przełknął ślinę.

- Te cięcia dotarły prawie do kości, Harry. Będą bolały jeszcze przez pewien czas...

- Dyrektor powiedział to samo, kiedy je leczył.

- A Fawkes...?

- Nie ma go tam. Nie wiem gdzie jest, ale go nie widziałem. W każdym razie, moje rany były na wpół zaleczone, kiedy dotarliśmy tutaj i nie jestem pewny czy on leczy takie obrażenia.

- Rozumiem... W każdym razie myślę, że będziesz miał problemy z tymi cięciami zrobionymi skalpelem.

- CO? - Harry wyglądał na przerażonego. - Co masz na myśli mówiąc: problemy?

- Er... Mam nadzieję, że się mylę, ale w niektórych sytuacjach mogą powodować ból... poważny ból. Sytuacjach przypominających tamte okoliczności.

Harry znowu zadrżał i zrobiło mu się niedobrze. Musiał się bardzo starać, by nie zwymiotować.

Kiedy Snape zauważył jak Harry zareagował na jego słowa, zbladł nieco i dodał: - Chociaż może się mylę. Nie mam żadnego doświadczenia w tych sprawach.

- A jak twoje rany? - zapytał nagle Harry.

- Zdecydowanie lepiej. Poppy miała trochę problemów z moimi palcami...

Harry kiwnął głową. Przez chwilę byli cicho.

- Cieszę się, że udało nam się to wszystko przeżyć - powiedział wreszcie Harry. - Nigdy w to nie wierzyłem. Byłem całkowicie pewien, że zginiemy... Ale teraz... nie potrafię powiedzieć co czuję... jakbym dostał drugą szansę by żyć, by zacząć wszystko od początku.

- Ty nie potrzebowałeś drugiej szansy. Ja jednak tak. I również ją otrzymałem.

- Och, znowu dobrze znana przemowa o zasługiwaniu? - Harry trącił łokciem Snape'a i uśmiechnął się. Snape również się uśmiechnął.

- Dobrze, dobrze. Nie będę tego ciągnął.

- Dzięki Bogu. Jestem śmiertelnie znudzony twoimi samooskażeniami.

- Potter!

- Snape!

- Co?

- Nie jestem Potter, pamiętasz, wujku? I, jeżeli dobrze pamiętam, Harry Potter został pochowany kilka godzin temu...

Twarz Snape'a pociemniała, kiedy został wspomniany pogrzeb i horror poprzednich dni wrócił do niego. Nawet nie zauważył, że znowu zaczął się trząść, ocknął się dopiero kiedy Harry się poruszył. Chłopak odstawił pusty kubek na stół, owinął kocem również jego, tak jak robili to w celi, i objął go ramionami.

- Przeżyliśmy, Severusie. Skończyło się. Ja żyję. Ty żyjesz... - powtarzał to łagodnie, dopóki Snape nie uspokoił się i nie przestał drżeć.

- Myślę, że to było po prostu... zbyt wiele - uśmiechnął się w końcu profesor. Podniósł wzrok na Harry'ego. - Naprawdę wierzyłem, że umarłeś, Harry. Nie wyobrażasz sobie, jak się czułem... Ja... ja widziałem jak umierasz. To było... przerażające. Też chciałem umrzeć... To była moja wina...

- Nic nie było twoją winą, Severusie. Nic a nic.

- Zostawiłem cię.

- Ale ja przeżyłem. Z twoją pomocą. Sprowadziłeś mnie z powrotem do Hogwartu.

- To było zbyt podobne do śmierci Quietusa... - wyszeptał Snape.

- Ale ja żyję.

- Ale mogłeś umrzeć.

- Ale nie umarłem! - powiedział Harry ostro. - Proszę, Severusie. Przestań. Ocaliłeś mi życie. Bez ciebie zginąłbym już pierwszego wieczoru, albo podczas tortur. Bez ciebie zrezygnowałbym z godności, a nawet gdybym w jakiś sposób zdołałbym przeżyć tortury, nadal byłbym bezdomny... - ostatnie słowa były bardzo ciche. I było coś więcej za tymi słowami. Nadzieja? Lęk?

Snape uwolnił rękę z uścisku Harry'ego i objął nią ramiona chłopca.

- Nie żałuję tego, co ci obiecałem, Harry... - zaczął, ale nagłe pukanie przeszkodziło mu. - To pewnie dyrektor. Proszę wejść! - uśmiechnął się ironicznie w stronę drzwi.

Gdyby wzrok mógł zabijać, dyrektor z pewnością zginąłby na miejscu, w drzwiach. Twarz Snape'a była bledsza niż zwykle i Harry zastanawiał się, czy kiedykolwiek widział go tak wściekłego, szczególnie na Dumbledore'a. Ale rozumiał go. Dwa ostatnie dni były torturą również dla niego, i chociaż on wiedział, że obaj przeżyli te przerażające wydarzenia, brakowało mu towarzystwa Severusa. Musiał zostać sam w ciemnym pokoju dyrektora przez całą noc, prześladowany obrazami i wspomnieniami poprzednich dni, bojąc się każdego cienia i dźwięku, nie mógł również tak naprawdę spać. Pokój był wygodny i chociaż dyrektor był naprawdę dobry w leczeniu, nie miał czasu dla Harry'ego i brakowało mu towarzystwa dorosłego, który pomógłby mu przejść przez ten etap... Gdyby jeszcze musiał się zmierzyć z faktem, że Severus nie żyje, z pewnością by oszalał. Harry zadrżał i wzmocnił na chwilę uścisk, zanim wypuścił mężczyznę.

Dumbledore unikał przeszywającego wzroku mistrza Eliksirów, usiadł wygodnie na krześle naprzeciwko sofy. Potem podniósł wzrok na parę siedzącą przed nim, pod wspólnym kocem, widział rękę Snape'a nadal na ramieniu Harrego i uśmiechnął się.

W jakiś sposób Harry uspokoił się, widząc uśmiech dyrektora, Snape przeciwnie, dostał ataku furii.

- Mam nadzieję, że podobało ci się! - warknął i chciał skrzyżować ręce na piersiach, ale przeszkodziło mu w tym ramię Harry'ego, więc tylko spojrzał na starego mężczyznę swoim najlepszym wzrokiem Śmierciożercy.

Dumbledore nie przestraszył się tym przedstawieniem. Jego uśmiech jednak zniknął.

- Nie podobało mi się to, Severusie. Ani przez chwilę. Ale to było konieczne. Przepraszam. - Jego twarz była wyjątkowo poważna.

- Nie mam na myśli jedynie o ostatnich dni - głos Snape'a był ostry i zimny. - Co z poprzednimi latami? Poprzednimi piętnastoma latami? To był twój wielki dowcip, nie?

Harry przez chwilę był pewny, że Dumbledore straci panowanie nad sobą, ale pozostał spokojny i nagle wydał się po prostu... smutny.

- Myślę, że jesteś nam winny wyjaśnienia - kontynuował Mistrz Eliksirów. - Nie co do faktów. Jakoś udało nam się je odgadnąć. Jestem raczej bardziej zainteresowany twoimi motywami, by utrzymać to w tajemnicy.

Cała ta rozmowa była tak nieprzyjemna, że Harry wolałby być wszędzie, tylko nie tutaj. Cóż, też był ciekawy, ale ton tej rozmowy był taki zimny... przypominał mu wcześniejsze lekcje Eliksirów i pierwszy wspólny dzień w Koszmarnym Dworze. Nie podobało mu się to uczucie.

- To nie była moja decyzja Severusie - westchnął ciężko dyrektor. - Pod żadnym względem. Nie zgadzałem się z tym, ale moja sytuacja była bardzo podobna do twojej w pewnym sensie...

- Co masz na myśli? - chłód nie zniknął z głosu Snape'a.

- Zostałem zmuszony przysięgą do utrzymania tego w sekrecie.

Odrobina zrozumienia pojawiła się na twarzy Mistrza Eliksirów.

- Lily? - zapytał ostrożnie.

Dumbledore tylko pokiwał głową w odpowiedzi.

- Naprawdę mi dzisiaj ulżyło, kiedy powiedziałeś, że już rozwiązaliście tę jej głupią zagadkę. - Harry zdziwił się, widząc wyraźny gniew na twarzy dyrektora. - Nie wiedziałem doprawdy, jak miałbym wam powiedzieć, nie łamiąc swojej przysięgi... Na szczęście udało mi się.

- Cóż, Albusie, czy możemy wysłuchać całej historii? - Snape oparł się o sofę. Harry'emu ulżyło, że ciśnienie opadło trochę.

- Oczywiście - przytaknął Dumbledore. - Jestem wam to winien, jak sam to powiedziałeś, Severusie... Zobaczmy... Cała historia zaczęła się w czasie, gdy twój brat był na piątym roku. On i Lily zawsze byli przyjaciółmi, chociaż starali się utrzymać tę przyjaźń w tajemnicy. Quietus bał się reakcji twojej i twoich rodziców, i nie chciał narazić Lily na niebezpieczeństwo. Ale z czasem zaczęli potrzebować planu, by spotykać się i być razem, nie zwracając przy tym na siebie uwagi. W tamtym czasie James był już jednym z najlepszych przyjaciół Quietusa i chociaż Syriuszowi i Peterowi nie podobało się to, pogodzili się z tym, ponieważ... w tamtym czasie byli zajęci innymi rzeczami... - dyrektor uśmiechnął się lekko. - Black chodził z Krukonką, Peter walczył o otrzymanie jak największej liczby punktów OWTM, ponieważ chciał pracować w ministerstwie. To był również twój ostatni rok Severusie. Myślę, że niczego nie zauważyłeś, bo też miałeś swoje sprawy.

Snape nie wyglądał na uszczęśliwionego, słysząc tę uwagę.

- Tak, miałem właśnie dołączyć do Voldemorta - burknął ponuro.

Dyrektor wyglądał na zaskoczonego.

- Miałem na myśli Annę Black, Severusie - powiedział cicho.

- W tamtym czasie nie myślałem o niej zbyt dużo... - wstręt do samego siebie był wyraźnie wyczuwalny w głosie Snape'a. Harry trącił go łokciem.

- Hej, Severus... Nie zaczynaj na nowo... - mruknął do niego i dyrektor uśmiechnął się lekko, słysząc słowa chłopca. Harry przez chwilę czuł zażenowanie, ale potem też się uśmiechnął. - Proszę mówić dalej, panie dyrektorze.

- Więc... James i Lily udawali, że chodzą ze sobą, żeby Lily mogła spędzać wakacje i niektóre weekendy u Potterów. Stało się to ważne zwłaszcza wtedy, kiedy James ukończył już szkołę, więc Quietus i Lily mogli się spotykać bez wzbudzania podejrzeń... - w głosie dyrektora pojawił się ton zadumy. - To musiało być trudne dla Jamesa, ponieważ on też się w niej kochał. Chociaż myślę, że nigdy jej tego nie powiedział - dodał cicho.

- Ale kiedy się pobrali, na pewno powiedział... - Harry spojrzał na starszego mężczyznę. Na myśl, że jego ojciec... ojciec w pewnym sensie, jak Severus mu wyjaśnił to kilka dni temu... że James Potter żył z jego matką bez odwzajemnienia uczuć... poczuł dławienie w gardle.

- Nie wiem dokładnie, co działo się podczas ich małżeństwa, ale nie myślę, żeby byli... bliscy sobie w takim sensie o jakim myślisz, Harry. James szanował twoją matkę i robił co tylko mógł by pocieszyć ją po śmierci Quietusa.

- To musiało być dla niego bardzo trudne... - wyszeptał chłopak pod wpływem poprzedniej myśli.

Snape tylko kiwnął głową.

- Nigdy nie myślałem, że James był taki... szlachetny - przyznał cicho.

- Jak jego ojciec i matka. - Uśmiech Dumbledore'a zniknął. - Byli po prostu zbyt dobrzy... zupełnie bezinteresowni, i zginęli w obronie innych. Wszyscy. Ale to już inna historia. Jak wiecie, kiedy Quietus zginął, Lily wiedziała, że nosi dziecko twego brata. Uratowałeś ją w dwa dni po jego śmierci.

- To były tylko dwa dni? Dla mnie wydawało się to o wiele więcej... - wymamrotał Snape. - Cóż, możliwe, że masz rację. Kiedy ją uratowałem, nie wiedziała jeszcze... ja jej to powiedziałem... ale była na pogrzebie.

- Tak. Po pogrzebie spędzała dużo czasu na grobie Quietusa. Zastałem ją właśnie przy takiej okazji i porozmawiałem z nią. To było zimą, a ona była na wpół zamarznięta, ponieważ przesiadywała tam godzinami, odkąd zauważyła, że nigdy tam nie przychodzisz. Bardzo to jej odpowiadało, bo nie chciała cię spotkać. Zaciągnąłem ją do mojego gabinetu i wtedy powiedziała mi, że będzie miała dziecko z twoim bratem. Była skrajnie zdesperowana. Nie byli małżeństwem, a jej ukochany umarł. Przerażała ją myśl, że ma urodzić nieślubne dziecko... Myślę, że głównym powodem, dla jakiego postanowiła urodzić dziecko - ciebie, Harry - było to, że bardzo kochała twojego ojca, a ty byłeś jedyną pozostałością po nim.

Po raz pierwszy odkąd poznał prawdę, Harry poczuł nieznane ciepłe uczucie w piersi. To było takie... dobre i smutne zarazem.

"Twojego ojca" powiedział Dumbledore tak zwyczajnie i naturalnie, że wzbudziło to w nim uczucie przynależności do prawdziwej rodziny.

"...Twojego ojca." "Kochała twojego ojca." Quietusa, nie Jamesa. Harry mocno zacisnął powieki. Miał uczucie, jakby pokój zaczął wirować wokół niego.

Jego martwego ojca... Czemu to wszystko przytrafiło się akurat jemu? Pogodził się jakoś z tym faktem, kiedy dokonali tego odkrycia - Severus i on. Ale dla niego do tej pory znaczyło to głównie, że on i Severus są krewnymi. Podobał mu się pomysł bycia krewnym Severusa, ale jakoś nie mógł pogodzić się z tym, że Quietus jest jego ojcem. To wydawało się takie nieprawdopodobne. Takie odległe. Ale zwyczajne słowa Dumbledore'a uderzyły go prosto w serce. Więc to było pewne. Quietus. Człowiek, o którego istnieniu nawet nie wiedział.

- Zabroniła ci powiedzieć mi prawdę, tak? - Snape nagle wydał się bardzo zmęczony. - Myślała, że nienawidziłem Quietusa... ponieważ nigdy nie odwiedzałem jego grobu...

- Możliwe, że to było jednym z powodów. Nie wiem, nigdy o tym nie wspominała.

- Więc co miała do mnie? - westchnął Mistrz Eliksirów.

- Wiedziała, że byłeś Śmierciożercą. Quietus jej powiedział. Nie uwierzyła mi, kiedy powiedziałem, że zmieniłeś strony. Widziała, jak zabiłeś trójkę dzieciaków i bała się ciebie. Powiedziała, że nie chce, abyś miał jakikolwiek wpływ na Harry'ego. Bała się, że przeciągnąłbyś go na Mroczną Stronę albo zmusiłbyś, by dołączył do Voldemorta.

- Nigdy bym go nie zmusił, nawet gdybym nadal był Śmierciożercą! - Snape rozzłościł się. - Nigdy też nie zmuszałem do tego Quietusa. Nigdy!

- Wiem Severusie. Ona jednak była podejrzliwa. I myślę, że bała się również twojej rodziny...

- Nic dziwnego... - mruknął ponuro profesor. - Ale ty, Albusie, po jej śmierci mogłeś mi powiedzieć...

- Byłeś w Azkabanie, Severusie. Z drugiej strony nie mogłem złamać przysięgi. Nie chciałem również, by Harry wyrósł zbyt rozpieszczony...

W tym momencie zauważyli, że z Harrym dzieje się coś niedobrego. Siedział na sofie z zamkniętymi oczami, jego twarz była blada i spływały po niej łzy.

- Co się stało, Harry? - zapytał zmartwiony Snape.

Harry walczył o oddech, by odpowiedzieć.

- To takie straszne... Nigdy go nie widziałem... Nigdy o nim nie wiedziałem. Nawet nie wyglądam jak on. A on jest moim ojcem, który zginął przed moim urodzeniem. - Potrząsnął głową. - A wy mówicie o nim tak... naturalnie jak... jak... - Był naprawdę zły na siebie za okazywanie słabości, ale po prostu nie był w stanie dokończyć zdania. Łzy spływały mu po policzkach i zagryzał wargi, by nie krzyczeć głośno.

Snape nagle wstał.

- Chwileczkę - powiedział i wyszedł z pokoju. Na szczęście Dumbledore nie odzywał się, więc Harry zdołał trochę się uspokoić, zanim Snape powrócił z jakimś pudełkiem w ręku. Usiadł obok chłopca i położył mu je na kolanach.

Harry spojrzał na niego pytająco.

- Zdjęcia... - westchnął Severus.

Było zupełnie cicho, kiedy Harry otworzył pudełko drżącą ręką. Znowu zdjęcia, tylko zdjęcia, nic więcej. Miał wiele fotografii... ale nie miał żadnych ŻYJĄCYCH rodziców. Tylko obrazy i wspomnienia. I teraz nowe wspomnienia, które miał dodać do innych...

U kresu swego życia będzie miał cały album zdjęć mężczyzn i kobiet, których nigdy nie znał, pomyślał z ironią.

Wtedy zobaczył JEGO. Stał obok Severusa: przystojny, wysoki chłopak, chociaż nie tak wysoki jak jego starszy brat. Rzeczywiście wyglądał jak Mistrz Eliksirów, za wyjątkiem wiecznego ironicznego uśmieszku. Stał, uśmiechając się nieśmiało, ale jego oczy świeciły zupełnie jak Dumbledore'a, tańczyły w nich iskierki i... tak. Stwarzał wokół siebie aurę mocy, niezaprzeczalnej siły, podobnie jak dyrektor. Jedyna różnica w tym, że moc Dumbledore'a nie była aż tak widoczna. Objawiała się tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak dwa miesiące temu, kiedy ogłuszył Barty'ego Croucha. Jego ojciec nie był ani odrobinę gniewny, czy podekscytowany. Wydawał się spokojny, zrównoważony i właściwie nieśmiały, a mimo to wytwarzał taką moc.

Harry zaczął się zastanawiać, czy tylko on to zauważył. Nie odwracając wzroku od fotografii, zapytał łagodnie:

- Czy zawsze wyglądał na tak potężnego?

Usłyszał, jak Snape wstrzymuje oddech, a Dumbledore przełyka głośno ślinę.

- Co masz na myśli? - spytał Snape, a Dumbledore jednocześnie oświadczył:

- On nie tylko wyglądał na potężnego, Harry. On był potężny. On był... może nawet silniejszy ode mnie.

Snape'owi szczęka opadła, gdy usłyszał tę cichą uwagę, ale Harry tego nie zauważył. Wziął kolejne zdjęcie. Znowu Severus i Quietus. Śmiejący się razem nad brzegiem jeziora, w tle widać było Hogwart. Snape najwyraźniej nie zauważył, że ktoś robił zdjęcie... Na tym obrazku naprawdę wyglądali jak bliźniaki.

I kolejne: Quietus i jakiś nieznany mężczyzna, stojący twarzą w twarz; różdżki w dłoniach, tradycyjna postawa do pojedynku. Kiedy Harry na nich spojrzał, opuścili różdżki i uśmiechnęli się do niego.

Mężczyzna nagle wydał się chłopcu znajomy. Jego rysy...

- Harold Potter - usłyszał Snape'a. - Nie wiem, gdzie zostało zrobione to zdjęcie. Znalazłem je w szatach Quietusa po jego śmierci... jak wiele innych.

Po dłuższej chwili Dumbledore spojrzał na dwie postacie siedzące przed nim.

- Myślę, że czas na lekką kolację - powiedział i pełnym wdzięku machnięciem różdżki zamówił posiłek, który pojawił się na stoliku. Dyrektor wziął kubek gorącej herbaty do ręki.

Harry nie był głodny, więc dalej rozmyślał nad zdjęciami, Snape jednak pochylił się do przodu i wziął talerz. Kiedy zauważył, że Harry nie sięga po nic, podał mu talerz.

- Musisz coś zjeść, Harry.

- Nie jestem głodny - Harry wzruszył ramionami, oglądając kolejną fotografię. James i Harold Potter, Lily Evans i Quietus siedzieli przy obiedzie, dookoła dużego, mahoniowego stołu. To było takie oczywiste... Jego matka i Quietus obok siebie, James przodem do nich, uśmiechający się... smutnie? Harry westchnął. W międzyczasie usłyszał gderanie Snape'a:

- Nie pytałem, czy jesteś głodny, czy nie. Musisz zjeść przynajmniej trochę. Jeżeli chcesz całkowicie wyzdrowieć, potrzebujesz energii. Musisz jeść. Zrozumiano?

- Tak - przytaknął Harry nadal patrząc na zdjęcie. Położył talerz na kolanach i zaczął skubać jedzenie biorąc kolejny obrazek. - Nienawidzę magicznych zdjęć... - wymamrotał po chwili. - Prawie wierzysz, że postacie na nich żyją: patrzą na ciebie, machają, jakby nadal mogły czuć, kochać... ale nie mogą. Nie wiedzą, co czujesz, za czym tęsknisz. Są martwe. Tylko udają, że istnieją. Że żyją. A kiedy je odkładasz, znowu czujesz się samotny...

Snape zabrał talerz z kolan Harry'ego i uklęknął przed nim. Ich głowy znalazły się na jednym poziomie. Harry podniósł wzrok i ich spojrzenia się spotkały.

- Harry... jest po prostu za późno, by myśleć o takich rzeczach. Tak, oni nie żyją i ich zdjęcia nie są w stanie cię kochać. To tylko zdjęcia, pamiątki przeszłości. Ale nie jesteś samotny. Oczywiście, że nie! Pamiętasz, co ci obiecałem? Pamiętasz?

- Tak Severusie - głos chłopca był prawie szeptem. - Powiedziałeś, że będziesz dla mnie rodziną...

- Mówiłem wtedy cholernie poważnie, i nadal jestem poważny - dodał powoli, jakby przemawiał do małego dziecka.

- Ale to było WTEDY... W niewoli. Żaden z nas nie wierzył, że przeżyjemy...

- Czy to ma jakieś znaczenie? Jak powiedziałem, myślałem o tym poważnie. Nawet teraz. Jednyną kwestią jest to, co ty zdecydujesz.

Harry nie był w stanie odpowiedzieć. Siedział twarzą w twarz z Severusem, jego oczy rozszerzone były z niedowierzania.

- Dlaczego Harry? - Snape potrząsnął desperacko głową. - Co muszę zrobić by cię przekonać, że NAPRAWDĘ chcę abyś był przy mnie, że oferuję to nie tylko dla twojego, ale również dla swojego dobra. To nie jest moja przysługa dla ciebie, to nie jest żaden ciężar, żaden obowiązek. Chcę tego. Nie możesz tego zrozumieć?

- Ale nie musisz... tylko dlatego, że jestem synem twojego brata... - wyszeptał słabo Harry.

- NIE! - wykrzyknął nagle profesor. Wyglądał teraz na bardzo rozgniewanego. - Czy ty w ogóle uważałeś? Tu nie chodzi o Quietusa. Jeżeli dobrze pamiętam, to proponowałem ci dom, zanim jeszcze dowiedzieliśmy się, że on jest twoim ojcem.

- Tak, ale ja myślałem...

- Źle myślałeś - westchnął Snape. - Doprawdy, łatwiej przekonać niechętną dziewczynę niż ciebie... - Uśmiechnął się, ale po chwili znowu spoważniał. - Więc, jaka jest twoja odpowiedź? Czy chcesz ze mną zamieszkać?

Harry nie był w stanie powiedzieć choćby słowa, skinął tylko głową.

- Nareszcie! - Severus wstał z trudem i usiadł obok niego. - Czasami jestem pewny, że jesteś trochę pomylony... - szturchnął łokciem Harry'ego, który uśmiechnął się nieśmiało.

- Może masz rację...

- Panowie, jak widzę, nie będzie poważniejszych problemów z wprowadzeniem w życie mojego planu - powiedział nagle Dumbledore. Obaj spojrzeli na niego nerwowo.

- Jakiego rodzaju planu, Albusie? - Snape był zdecydowanie podejrzliwy.

- Plan mający na celu ochronę Harry'ego; którego częścią był również pogrzeb.

Snape nie zareagował, tylko wpatrywał się w niego intensywnie. Potem rzekł powoli:

- Myślę, że rozumiem, Albusie...

- Ale ja nie rozumiem! - skomentował zirytowany Harry. - O co chodzi z tym moim pogrzebem? I jak udało się panu sprawić, że uwierzyli w to, że to mnie pochowali?

- Voldemort również teraz myśli, że nie żyjesz. Już cię nie szuka. Myślę, że to było twoim celem, Albusie? Nie powiedziałeś mi prawdy, bym mógł zagrać doskonale swoją rolę na pogrzebie przed społeczeństwem czarodziejów, włączając w to sługi Bydlaka? - powiedział Snape.

- Tak, Severusie - przytaknął Dumbledore. - Myślę, że gdybyś znał prawdę, nie mógłbyś zagrać roli załamanego i pogrążonego w żalu człowieka, na jakiego musiałeś wyglądać. Jesteś na to zbyt dumny. I twoja duma zagroziłaby bezpieczeństwu Harry'ego.

- Dlaczego? - zapytał Harry.

- Widzieli nas razem, Harry - wyjaśnił Snape. - Nigdy by nie uwierzyli, że mógłbym pozostać zimnym bydlakiem na TWOIM pogrzebie, po tym wszystkim, przez co razem przeszliśmy. I myślę, że Albus ma rację. Nie mógłbym upokorzyć się przed tymi idiotami, okazując słabość, gdybym znał prawdę... Ale to było takie trudne...

- A ciało? - Harry był bardzo zaciekawiony. - Powiedział pan, że Ministerstwo sprawdzało moje... yhm... zwłoki, zanim dali pozwolenie na pogrzeb.

- Cóż, Harry, to ciekawe pytanie. Po pierwsze, by oszukać Ministerstwo, potrzebowałem zwłok Harrego Pottera, a nie twoich.

- Co? - Harry zamrugał, zdezorientowany.

- Kiedy Ministerstwo sprawdza zwłoki, rzucają kilka różnych Zaklęć Identyfikujących, które pokazują, kim byli rodzice zmarłej osoby. W twoim przypadku zaklęcia wykazałyby, że ta osoba była synem Lily Evans i Quietusa Snape'a. A ja nie chciałem, by Ministerstwo dowiedziało się o tym, albo uważało, że nadal żyjesz, więc musiałem transmutować w ludzkie ciało dwa włosy: włos twojej matki i włos Jamesa Pottera. To była dość trudna transfiguracja. Ale udało mi się! - uśmiechnął się psotnie.

- Ale dlaczego chciał pan oszukać Ministerstwo? - zapytał Harry, nadal zmieszany.

- Chcieli cię dopaść tak samo jak Voldemort. Na początku chcieli na ciebie zrzucić winę za śmierć Cedrika, ale później Fudge i jego zespół wymyślili, że pewno chciałeś zostać kolejnym Czarnym Lordem albo przynajmniej jesteś sprzymierzeńcem Voldemorta, bo pomogłeś mu odzyskać siłę... Nie wiem dokładnie, ale mam pewne domysły, co do jego planów. - Uśmiech dyrektora zniknął.

- Chcieli się ciebie pozbyć, prawda, Albusie? Znowu Lucjusz, jeśli się nie mylę - Snape uśmiechnął się ironicznie. - Jak zawsze.

- Nie rozumiem, o czym mówicie - powiedział Harry.

- To co zwykle - pomyłki Albusa. Quirrell, Hagrid, wilkołak, Crouch, ja jako Śmierciożerca, ty jako następny Czarny Lord, my wszyscy jako zaufani ludzie Dumbledore'a... niech dowie się o tym społeczeństwo czarodziejów, a stracą zaufanie do Dumbledore'a i będą się domagali jego rezygnacji, najszybciej jak się da. Prawda?

- Dokładnie. Fudge jest pod wpływem Lucjusza Malfoy'a, który chce zostać dyrektorem Hogwartu.

- Ale... to byłaby katastrofa! - wykrzyknął przerażony Harry.

- Tak, byłaby - zgodził się Dumbledore. - A z drugiej strony, jeżeli pozwoliłbym im się dowiedzieć, zabraliby cię na przesłuchiwanie w Ministerstwie, a po tym jak Severus... - Dumbledore nagle przerwał, ale Snape wzruszył ramionami.

- Już mu powiedziałem o sposobach, jakimi Ministerstwo prowadzi dochodzenia. I o moim zeznaniu przy tobie też. Więc możesz kontynuować.

- Cóż... powiem to tak: nie chciałem im cię oddać, by prowadzili dochodzenie w twojej sprawie. I gdyby kiedykolwiek dowiedzieli się, że żyjesz...

Harry zbladł.

- To znaczy... znaczy, że nie mogę już być sobą... - wybełkotał. - Voldemort chce mnie zabić, a Ministerstwo torturować... - Zwiesił głowę i schował twarz w dłoniach. - Muszę się ukrywać albo przebrać... - Potem dodał ciszej: - Po co w ogóle przeżyłem? Chciałbym tylko zwykłego życia bez strachu i zagrożenia, nie chcę się ukrywać, ani nic takiego...

Snape położył rękę na ramieniu Harry'ego.

- Harry, Harry, uspokój się. Jestem pewny, że dyrektor coś wymyślił. Wysłuchaj go, a potem razem zdecydujemy do robić, dobrze?

Harry westchnął i przytaknął, ale nie podniósł głowy.

- Więc.. Albusie? - Snape zwrócił się do starszego mężczyzny.

- Poczyniłem już pewne przygotowania, Severusie. Jeśli przyjmiesz Harry'ego do rodziny, zaklęcie Jamesa przestanie działać i będzie wyglądał tak, jakby wyglądał bez tej adopcji.

- Czy to znaczy, że będę wyglądał jak mój ojciec? - Harry przełknął ślinę.

- Nie jak twój ojciec. Jak syn twojej matki i ojca. Ale z pewnością nie będziesz już wyglądał jak James. I będziesz mógł zapisać się do Hogwartu jako syn Severusa.

- CO? - wrzasnął Mistrz Eliksirów. - Czemu nie może być po prostu synem Quietusa?

- To byłoby zbyt podejrzane. Niektórzy wiedzą o związku Quietusa i Lily. Prawie każdy nauczyciel zna przepowiednię Trelawney. Dziwne, że dotychczas nikt nie doszedł prawdy o rodzicach Harry'ego. A teraz naprawdę nie chcę, by ktokolwiek zastanawiał się nad tymi faktami. Tylko my trzej znamy prawdę. Nikt inny. I nie chcę, żeby ktokolwiek inny ją poznał.

- Ale... ale... co z Ronem i Hermioną...?- Harry zajaknął się. - To moi przyjaciele. Muszą się dowiedzieć!

- Harry, wiem, że to zabrzmi okrutnie, ale nie możesz im powiedzieć. To byłoby zbyt niebezpieczne dla wszystkich.

- Ale dyrektorze...

- Harry. To nie żarty. W rzeczywistości to nigdy nie były żarty, ale teraz stało się to wojną. WOJNĄ. Rozumiesz, Harry? Taka wiedza mogłaby im poważnie zagrozić. Mogliby niechcący wydać sekret przyjaciołom, rodzinie, albo w trudnej sytuacji mogliby to wykorzystać przeciwko tobie albo Severusowi... Nie wspominając o tym, że na pewno rozmawialiby o tym między sobą... Już samo to, że jesteście przyjaciółmi, byłoby wielce podejrzane. Wiesz, Harry, nie jest wykluczone, że będą wypytywani o ciebie i twoją śmierć przez Ministerstwo, albo Voldemorta tylko dlatego, że byli twoimi przyjaciółmi...

- O mój Boże... Nie pomyślałem o tym... - wyszeptał Harry. - Ale to znaczy, że będę musiał zaczynać wszystko od nowa.

- Możesz się znowu z nimi zaprzyjaźnić - powiedział Snape.

- Tak, jako TWÓJ syn! Ron będzie bardzo szczęśliwy, mogąc się zaprzyjaźnić ze mną... - warknął Harry. - Ma zbyt wiele uprzedzeń. Stracę go... Dyrektorze, nie ma innej możliwości?

- Moglibyśmy go jakoś zamaskować zaklęciem... - powiedział cicho Snape.

- Aurorzy na samym początku rzucą antyzaklęcie, kiedy przyjdą prowadzić dochodzenie pomiędzy studentami. Innymi słowy, przebranie nie jest tak ważne jak utrzymanie w tajemnicy tego, że on żyje. I myślę, że najlepszym sposobem przebrania go, jest udawanie, że jest twoim synem.

Harry podciągnął kolana do piersi. Objął nogi i oparł głowę na kolanach. Co miał teraz zrobić? Nie chciał stracić przyjaciół, ale rozumiał punkt widzenia dyrektora. Nieopatrzne słowo, złe zawołanie ("Harry!"), najdrobniejsze odwołanie się do wspólnych wspomnień i zostanie odkryty, a potem zaprowadzony do lochów Ministerstwa, gdzie zostanie potraktowany jako następny Czarny Lord... znowu tortury... nie. Może to było samolubne życzenie, ale nie chciał być znowu torturowany. W miarę możliwości - nigdy. I nie chciał również, aby jego przyjaciele byli torturowani. A on i Snape będą musieli być BARDZO ostrożni, by nie narazić na niebezpieczeństwo Dumbledore'a. Cóż, Snape z pewnością mógł sobie dać z tym radę. Był szpiegiem przez lata, nauczył się jak to robić. Ale co z nim? Musiał zmienić swoje zachowanie, zwyczaje... Nie mógł już grać w quidditcha, był zbyt dobry, by ryzykować.

Musiał porozmawiać ze Snape'm o tych rzeczach. On mu pomoże. Snape. Harry nagle ożywił się.

- Severus, czy nie przeszkadzałoby ci to? - odwrócił się do Snape'a.

- Co? Udawanie, że jestem twoim ojcem? - zapytał z uśmiechem. Kiedy Harry przytaknął, jego uśmiech przybladł. - Powtarzam ci po raz ostatni, byś uważał, co się do ciebie mówi, panie... ehm... Harry. Podoba mi się to. Jestem szczęśliwy z tego powodu, bo daje mi to możliwość spędzenia z tobą więcej czasu. Więc... - Odwrócił się do dyrektora. - Myślę, że jesteśmy gotowi.

- Harry? Co zdecydowałeś? Czy chcesz być członkiem rodziny Snape'ów?

Harry wciągnął głęboko powietrze, zanim przytaknął.

- Tak, chcę - powiedział stanowczo.

- W takim razie, Severusie, połóż rękę na jego ramieniu i przyjmij go do swojej rodziny własnymi słowami. To prosta magia, nie potrzebujesz różdżki czy zaklęcia by jej użyć, tylko twoje intencje się liczą.

Snape skinął głową i położył rękę na ramieniu Harry'ego.

- Jestem gotowy by przyjąć go z powrotem do rodziny Snape'ów. Przyjmuję go jako syna Quietusa, ale będę się nim opiekował jakby był moim własnym synem. - Uśmiechnął się do chłopca. - Czy tak jest dobrze, Albusie?

- Idealnie. Będzie również potrzebował nowego imienia.

- Tak, wiem. Myślę, że... mógłby zostać nazwany po ojcu. Jeżeli mu to odpowiada. Co o tym myślisz, Harry?

- Że... moje imię byłoby takie samo, jak twojego brata?

- Quietus Snape - powiedział Mistrz Eliksirów i poczuł, jak coś go ścisnęło za gardło. Jego wzrok napotkał spojrzenie Harry'ego. - Myślę, że twoja matka by się ze mną zgodziła...

Czas nagle jakby się zatrzymał.

- Quietus Snape... - wyszeptał Harry. Znowu poczuł dystans do tej tajemniczej postaci. Ale teraz zdecydował się zmniejszyć jakoś to oddalenie. Nauczy się, co ma czuć do Quietusa Snape'a.

- Będzie świetne - zgodził się.

Dumbledore wstał.

- Bardzo dobrze. Myślę, że robi się późno. Zostawię was, byście odpoczęli. Myślę, że pan Potter będzie panem Snapem do jutra rana. Jeżeli może się z tym pogodzić. Pozostałe sprawy zostaną zorganizowane w ciągu nadchodzących tygodni. Myślę, że możecie spędzić kilka tygodni w Snape Manor, by przyzwyczaić się to nowej sytuacji. W następnym tygodniu odwiedzę was tam i przedyskutujemy najważniejsze rzeczy. Czy to wam odpowiada?

- Tak Albus. I... dziękuję.

- Proszę bardzo, przyjacielu. Dobranoc Severusie i Quietusie.

***
Harry leżał na sofie, ale nie był w stanie zasnąć. Po prostu bał się ciemności, a jego sny były pełne wspomnień z poprzednich dni. Przede wszystkim obrazów z Koszmarnego Dworu. Czuł się straszliwie samotny w ciemnym lochu. To było gorsze niż pokój Dumbledore'a.

A kiedy pomyślał o przyszłości... czuł się jakby spoglądał w bezdenną otchłań: był oszołomiony i przestraszony.

Nie. Nie chciał swojego nowego życia. Chciał z powrotem stare, z Dursley'ami, ale również ze swoimi przyjaciółmi... Lecz to było niemożliwe. Wiedział o tym doskonale. Nakrył głowę poduszką. Był sam.

Nie wiedział jak długo płakał, kiedy poczuł na plecach dotknięcie.

- Harry... co się dzieje? - spytał Severusa z niepokojem.

- Ja... ja nie mogę spać - wymamrotał Harry poprzez poduszkę.

Snape przykucnął obok niego, zastanawiając się.

- Czy mogłeś spać poprzedniej nocy?

Harry nie odpowiedział, tylko potrząsnął głową.

- Tak podejrzewałem... - westchnął Snape, zmęczony. - Ja też nie mogłem. Miałeś koszmary?

Harry przytaknął w milczeniu.

- Powinienem był wiedzieć...

Mistrz Eliksirów wstał i wyszedł z pokoju. Wrócił po chwili z buteleczką w dłoni.

- Myślę, że będzie lepiej, jeśli spędzisz noc ze mną - powiedział wreszcie. - Chodź, Harry.

Harry wymamrotał coś w poduszkę, nie ruszając się z miejsca.

- Harry...?

- Nie chcę ci przeszkadzać.

Snape już otworzył usta, by rzucić jakieś ostre słowa, ale udało mu się je przełknąć, zanim zostały wypowiedziane. Zamiast tego podniósł Harry'ego wraz z jego kocem i poduszką, i zaniósł do swojej sypialni. Na szczęście chłopak był bardzo lekki - dwa tygodnie bez jedzenia pozostawiły swoje ślady na nich obu. Kiedy położył chłopca na łóżku, wziął różdżkę Quietusa i machnął w stronę kominka by rozniecić ogień, po czym zapalił dwie lampy.

- Nie będzie ciemno, dobrze? - wziął buteleczkę i podał ją Harry'emu. - Wypij to. Eliksir Bezsennego Snu. Nie możesz używać go regularnie, bo nie daje naturalnego snu. Ale tym razem...

- Nie potrzebuję go, Severusie. W porządku. Ja tylko... czułem się samotny i... było po prostu... ciemno. Chwilami czułem się, jakbym nadal był w Koszmarnym Dworze i to wszystko było tylko snem, a kiedy się obudzę oni przyjdą i zabiorą nas na tortury... - Harry zadrżał.

- Cóż, minęły dopiero dwa dni, odkąd się stamtąd wydostaliśmy... Nic dziwnego, że jeszcze się z tego nie otrząsnąłeś. To zabierze trochę czasu. Mnie również.

- I te wszystkie pozostałe sprawy. Wiesz, to jest takie... przerażające. Boję się przyszłości i jednocześnie jestem przerażony przeszłością. Chciałbym po prostu żyć jak inne dzieci. Ale nie. Zawsze jestem inny. I nienawidzę tego.

Severus westchnął i przytulił płaczącego nastolatka.

- Harry... Wszystko będzie w porządku. Wierz mi. Byliśmy obaj w o wiele gorszym położeniu niż to i przeżyliśmy. Teraz jesteśmy wolni i nikt nie chce nas skrzywdzić. Poradzimy sobie z tym, jestem pewny. Nigdy nie zapominaj: nie jesteś sam. Pomogę ci, obiecuję. Ale teraz uważam, że potrzebujemy odpoczynku. Nie spałeś przez dwie noce albo nawet więcej. Wypij eliksir i śpij dobrze. Będę tutaj.

- Nie - Harry potrząsnął głową, ziewnął i zwinął się u boku Severusa. - Teraz jest lepiej. Kiedy mówisz do mnie... jak... ojciec... - Uśmiechnął się. - Wiesz, cieszę się z planu dyrektora. Podoba mi się pomysł, abyś był moim ojcem - wymamrotał, zamykając oczy. Nadal się uśmiechał.

Mistrz Eliksirów szczerzył zęby jak wariat, i był naprawdę wdzięczny, że nikt tego nie widzi. Słowa Harry'ego ogrzały go bardziej niż cokolwiek kiedykolwiek wcześniej. Czuł się absolutnie szczęśliwy, chociaż nie wiedział dlaczego... Może to te psychologiczne fakty, uśmiechnął się szeroko. To musi być to. Ale kogo to obchodzi? Może nie stracił możliwości posiadania rodziny, posiadania syna... Może zostało mu wreszcie wybaczone i rzeczywiście otrzymał drugą szansę, by żyć normalnym życiem. Tak normalnym jak to możliwe w takich czasach...

- Podoba mi się pomysł, abyś był moim synem - wyszeptał do ucha Harry'emu, który nagle otworzył oczy.

- Dobranoc Severusie - uśmiechnął się ponownie i zamknął oczy.

- Dobranoc, Harry.

- Quietus, nie zapomnij - wymamrotał cicho chłopak.

- Dobrze. Dobranoc Quietus.

Snape czuwał, dopóki Harry nie zasnął.

To nie będzie łatwe, dla żadnego z nich. Nie powiedział tego Harry'emu, ale sam był prześladowany podobnymi koszmarami, kiedy usłyszał płacz chłopca w sąsiednim pokoju.

Krew... tortury... ból... ale teraz byli od tego wolni. Teraz nie pozwoli wspomnieniom zniszczyć ich życia. Będą wolni nie tylko fizycznie. Ale też emocjonalnie, przysiągł sobie.

A kiedyś... będą walczyć z Voldemortem i pokonają go.

Zacieśnił uścisk wokół śpiącego chłopca i zasnął. Następny dzień miał być ciężki dla nich obu.


KONIEC