Życie wracało do normy. Dumbledore wyjawił wszystkim całą prawdę. Powoli wszyscy przyzwyczaili się do obecności Felinów i zaakceptowali ich, a przynajmniej tolerowali. Minister Knot ciężko to odchorował. Musiał podać się do dymisji, po tym jak publicznie nazwał Snape'a "niebezpiecznym zwierzęciem". Ten, kto zabił Lorda Voldemorta i uratował Harry'ego z narażeniem własnego życia, był zbyt popularny, żeby go można było obrażać. Poza tym teraz większość magicznej społeczności nie miała wątpliwości, że Felini uwolnili się spod wpływu Czarnej Magii i mogą żyć obok ludzi, nie stanowiąc zagrożenia. Uznano, że należy zawrzeć z nimi pokój. Co prawda po obu stronach pozostało jeszcze wiele uprzedzeń i nieufności ale wszystko było na dobrej drodze. Na miejsce Knota wybrano Billa Weasleya. Zasługi Billa w walce z Voldemortem były bezsprzeczne i społeczeństwo czarodziejów nie miało wątpliwości, że Bill będzie dobrym Ministrem.
W Hogwarcie wszystko było jak dawniej. No prawie... Profesor Snape wyraźnie złagodniał (ale i tak na każdej lekcji ktoś miał szlaban... No, jeden szlaban to i tak było o niebo lepiej.) "Wreszcie przestał się bać o siebie i Cannabis, teraz nie ruszą ich ani Sam-Wiesz-Kto ani Aurorzy. Nic dziwnego, że wyluzował" - stwierdziła Hermiona. "Ale dał nam za to tyle zadania, że głowa boli" - jęknął Ron. "Profesor Snape znalazł sobie nowe ofiary - dziennikarzy" - zaśmiał się Drako. "Przecież oni nie dają mu spokoju. Wczoraj znowu zaczepiła go Rita Skeeter. "Panie Snape, czy mógłby pan powiedzieć, jak wykonać Skrzydła Śmierci?" - Drako parodiował piskliwy głos Rity. "Profesor się wściekł i odparł "Chętnie pokażę, jeśli zgodzi się być pani celem." Szybko się zmyła i już tydzień się nie pokazuje w Hogwarcie!" Cóż, dziennikarze i wielbiciele nie mieli zamiaru zostawić w spokoju tych, którzy pokonali Lorda Voldemorta, to chyba oczywiste. Harry też miał dość wywiadów i zdjęć. Snape wykorzystywał okazję, żeby poćwiczyć złośliwe zaklęcia. Nic tak nie odstraszało natrętnych fanów jak Serpensortia... Ale nawet Rita Skeeter nie mogła zepsuć Harry'emu humoru. Właśnie dostał list od kapitana narodowej drużyny Quidditcha! Proponowano mu stanowisko Szukającego! "Harry, daj mi swój autograf" - jęknął z zazdrością Ron. Ale sezon Quidditcha rozpoczynał się w jesieni, a zbliżało się lato. Harry z niechęcią myślał o powrocie do Dursleyów. "Na szczęście to ostatni raz." - pocieszał się. "Potem zamieszkam u Syriusza." Niestety, Syriusz był za granicą, pracując dla Ministerstwa i miał wrócić dopiero we wrześniu. Harry zamknął walizkę. Za godzinę będzie już w ekspresie. Nagle do pokoju wszedł Ron. "Profesor Snape prosił, żebyś do niego przyszedł." Harry poszedł do lochu Snape'a. Drzwi były otwarte. Snape pakował swoje książki. "Pan wyjeżdża?" - spytał Harry. "Tak, złożyłem rezygnację. Odlatuję wieczorem, Guerra, mój Sleipnir już czeka. Hermiona Granger zajmie moje stanowisko od przyszłego roku, Harry" - odparł Snape. "Jest najlepsza z Eliksirów." "Ale dlaczego?" - zdziwił się Harry. "Hogwart nigdy nie miał lepszego Mistrza Eliksirów niż pan." "Dziękuję za komplement, Harry. Nie opuszczam całkiem Hogwartu. Będę przyjeżdżał co dwa tygodnie. Bill Weasley mnie poprosił, żebym szkolił pracowników Ministerstwa. Eliksiry Obronne i tak dalej, zaawansowana alchemia. I ekstra lekcje dla Hermiony, prosiła o nie, wiesz jaka ona jest ambitna. Jeśli jesteś zainteresowany, zapraszam." "A dokąd pan wyjeżdża, jeśli można wiedzieć?" "Pamiętasz ten zamek, w którym odbył się Trójkrotny Pojedynek? To miejsce przesiąknięte historią Felinów. Tam zostaliśmy stworzeni, wtedy to miejsce nazywano Mroczną Wieżą... Na tej arenie, na której wtedy walczyłem, nasi stwórcy" - Snape skrzywił się z obrzydzeniem - "urządzali sobie kiedyś prawdziwe igrzyska. Felini walczyli tam, żeby ich zabawić. I tam zrodził się bunt po tym jak Panterze Butcher kazano walczyć przeciwko jej własnemu mężowi Falkonowi Sangre... Mówiłem ci już, te dwie rodziny nawet wśród nas uchodzą za bardzo agresywne. Moi przodkowie zresztą... To po nich odziedziczyłem ten nóż, pamiętasz? Odmówili i zaczęło się. Nasi twórcy byli potężnymi czarownikami ale nikt nie powstrzyma armii rozwścieczonych Felinów, sam chyba widziałeś. No ale do rzeczy. Kiedy staliśmy się wolni przemianowaliśmy to miejsce na Zamek Alta Traicion. To była nasza główna siedziba i szkoła naszych dzieci. Predator's Lair to maleństwo w porównaniu z Alta Traicion, Harry. Potem musieliśmy ją porzucić dla własnego bezpieczeństwa. Odbudowujemy Alta Traicion, Harry. Pani Guapeza Sangre została nowym dyrektorem szkoły. Pamiętasz, to ona pierwsza zaatakowała wspólników Corteza. Zaproponowała mi, żebym prowadził Eliksiry dla zaawansowanych i szkolił Wojowników Alfa. Morrigan ma się zająć tresurą Sleipnirów. Zgodziliśmy się. Zawsze marzyłem, żeby być Mistrzem Eliksirów w tym zamku, to wielkie wyróżnienie. Nie przypuszczałem, że kiedyś tak się stanie. A szkolić Wojowników Alfa to jak być kapitanem narodowej drużyny Quidditcha, albo i lepiej. Mam wszystko czego pragnąłem, Harry. Rodzinę, pieniądze (droga pani Rosetti...), stanowisko, sławę, mogę otwarcie się przyznać kim jestem... Czego więcej potrzeba Ślizgonowi? Aha, Drako Malfoy też z nami jedzie, chce nam pomagać we współpracy z ludzkim Ministerstwem. Po tylu latach konfliktów jest wiele do zrobienia. Minie jeszcze wiele czasu, zanim Felini i ludzie naprawdę się zaakceptują. Poza tym, Cannabis wpadła Drakonowi w oko, on jej zresztą też..." - uśmiechnął się Snape. Podszedł do jednej z szafek i otworzył ją. "Mam coś dla ciebie." - podał Harry'emy pelerynę-niewidkę. "Morrigan jest ci wdzięczna, nieraz ją to uratowało. A to prezent od Cannabis." - wręczył mu książkę. "QUIDDITCH - FELIŃSKIE TECHNIKI" - przeczytał Harry. "Znajdziesz tam wiele przydatnych sztuczek." - powiedział Snape. "Gratuluję awansu do narodowej drużyny. Od początku miałeś talent. Pamiętam twój pierwszy mecz. Byłeś świetny." "Pan jeszcze lepszy" - odparł Harry. "Gdyby nie pana przeciwzaklęcia..." "Gdybym wtedy wiedział, o co chodziło, rozszarpałbym Quirrela gołymi rękami" - mruknął Snape. "Pamiętasz twój pierwszy dzień w Hogwarcie, Harry? Już wtedy blizna ostrzegła cię przed nim, zauważyłem to." "A ja myślałem, że ostrzega mnie przed panem, Profesorze. Dlaczego pan mnie uratował, przecież mnie pan nie lubił?" -spytał Harry. "Ty też mnie nie znosisz, a użyłeś eliksiru Ultimus, żeby mi pomóc. Nie przeżyłbym bez tego, Harry." - uśmiechnął się Snape. "Obaj zrozumieliśmy, że prywatne niesnaski nie są ważne, gdy przychodzi prawdziwe zagrożenie." - powiedział. "A to ode mnie" - podał Harry'emu sporą butelkę. "Eliksir Falco. Trzeba nim wypolerować kij od miotły na godzinę przed meczem. Zobaczysz, jak się jej poprawi przyspieszenie. No i Tłuczki będą cię omijać." "Dziękuję, Profesorze." "Severusie" - poprawił go Snape. "Wiem, że nieźle dałem ci w kość ale po tym co razem przeszliśmy... Walczyliśmy po tej samej stronie, wyciągaliśmy się nawzajem z kłopotów, razem pokonaliśmy Czarnego Lorda... Może wystarczy tych kłótni?". Snape wyciągnął do niego rękę. Blizna na dłoni była wciąż wyraźna, ta na policzku zresztą też. Harry przypomniał sobie swój pierwszy mecz Quidditcha, Trójkrotny Pojedynek, atak Addamsa i Browna... "W porządku" - uścisnął dłoń Snape'a. "Wybacz, Severusie, ale spóźnię się na pociąg" - dodał. "Wracasz na Privet Drive?" "Niestety." Wyszedł z lochu. Nie odszedł daleko, kiedy poczuł, że ktoś chwyta go za ramię. "Harry, poczekaj." - powiedział Snape. "W Alta Traicion już odbudowaliśmy boisko do Quidditcha. Może chciałbyś potrenować przed sezonem?" "To zaproszenie?" - zdziwił się Harry. "A jak myślisz?" - roześmiał się Snape. "Guerra może dziś zabrać mnie, ciebie, Drakona i nasze bagaże, to naprawdę wielkie i silne zwierzę. To jak?" Perspektywa całego lata na boisku Quidditcha była o wiele bardziej kusząca niż wizja znoszenie Dursleyów... "No pewnie, że się zgadzam." "To do wieczora." - powiedział Snape. "Odlatujemy o zachodzie słońca. Aha, kiedy będziesz w Alta Traicion, nigdy nie zamykaj wszystkich okien." "Dlaczego, Severusie?" - zdziwił się Harry. Snape się uśmiechnął "Bo może wieczorem wpadnie do ciebie na pogawędkę jakiś nietoperz?"

.::Naja Snake::.