Mroczne dziedzictwo

(24 czerwca 1995)
- Severusie - powiedział Dumbledore, odwracając się do Snape'a - wiesz, o co muszę cię teraz poprosić. Jeśli jesteś gotowy ...
- Jestem - odpowiedział Snape. Był odrobinę bledszy niż zazwyczaj, a jego zimne, czarne oczy błysnęły dziwnie.
- Zatem powodzenia - rzekł Dumbledore i ze śladem niepokoju na twarzy patrzył, jak Snape wychodzi bez słowa.
Opuściwszy salę szpitalną, Mistrz Eliksirów ruszył szybkim krokiem w kierunku lochów. Czarna szata powiewała za nim jak olbrzymie skrzydła. Jego posępna twarz nie wyrażała żadnych uczuć, lecz oczy miały dziwnie skupiony wyraz, jak gdyby Snape widział przed sobą jakiś cel i kalkulował, w jaki sposób najlepiej go osiągnąć.
Dotarłszy do swego gabinetu, zamknął drzwi na klucz i dodatkowo rzucił na nie zaklęcie blokujące. Następnie podszedł do stojącej w głębi pokoju oszklonej gabloty, w której w kolorowych flakonach przechowywał najcenniejsze eliksiry. Wybrał jedną z buteleczek, nie podniósł jej jednak, tylko delikatnie obrócił o 180 stopni. Bez najmniejszego szelestu na tylnej ścianie gabloty zarysowała się wąska szczelina. Snape dotknął jej różdżką. Tylna ścianka znikła, zaś w przylegającym do gabloty murze otworzyła się mała komora. Leżało w niej kilka zwojów pergaminu, trzy szare flakoniki, złamany róg jednorożca oraz parę innych przedmiotów, sądząc po makabrycznym wyglądzie używanych przy zaawansowanej Czarnej Magii. Snape jednak sięgnął po metalowy łańcuszek. Nawleczony był nań czarny medalion w kształcie pająka, którego krótkie nogi, powyginane w jednym kierunku, przywodziły na myśl swastykę. Severus spojrzał na wizerunek z niekłamanym obrzydzeniem, wyjął jednak łańcuszek ze skrytki i położył go na biurku. Wrócił do gabloty i spod pergaminów wyciągnął białą maską. Schował ją do kieszeni, zamknął komorę, przywrócił szklaną ścianę gabloty na dawne miejsce, zapalił świecę i usiadł przy biurku, wbijając wzrok w medalion.
- A więc stało się - powiedział cicho - nadeszła w końcu chwila, w której będę musiał cię użyć.
Sięgnął po metalowego pająka i zbliżył go do światła. Czarna powierzchnia była gładka i lśniąca. Snape przyglądał mu się w zamyśleniu.
- Moja przepustka do Śmierciożerców ... - uśmiechnął się z ironią - Oby okazała się warta swej ceny ...
Szybko założył łańcuszek na szyję i schował go pod czarną szatą. Wstał i podszedł do wygasłego kominka.
- Incendio - mruknął.
Strzeliły jasne płomienie. Snape sięgnął po stojące na gzymsie pudełeczko.
- Jestem gotowy - szepnął - jestem gotowy od czterech lat ...
Otworzył pudełko, wziął w palce szczyptę proszku i cisnął nim w ogień. Płomienie zabarwiły się na niebiesko. Severus podwinął lewy rękaw szaty. Czarny Znak, choć nie tak wyraźny jak w chwili odrodzenia Voldemorta, był wciąż dobrze widoczny. Snape dotknął znaku różdżką i cicho zawołał w płomienie:
- Lucjuszu !
Przez chwilę nic się nie działo, lecz nagle w płomieniach pojawiła się głowa w masce i kapturze.
- Severus ...?!
- Tak, to ja - powiedział Snape świszczącym szeptem - Czy to prawda ? Czy to prawda, że on ... że nasz pan ... powrócił ?
Głowa Malfoya tkwiła w płomieniach, milcząc.
- Dziś wieczorem poczułem, że pali mnie Czarny Znak - ciągnął Snape, drżącym z emocji głosem - Tak jak kiedyś ... jak wtedy, gdy nasz pan nas wzywał. Nie mogłem w to uwierzyć. Czy on wrócił ? Odpowiedz mi ! - niemal krzyknął - Wrócił ?!
- Lojalny Śmierciożerca stawia się na wezwanie swego Mistrza bez roztrząsania, co jest możliwe a co nie. - odezwał się wreszcie Malfoy. Jego głos był lodowaty i dźwięczała w nim pogarda. - Rozczarowałeś mnie, Severusie. Przez wszystkie te lata sądziłem, że jesteś lojalnym sługą Lorda Voldemorta. Że gdy nadejdzie czas, razem stawimy się na jego wezwanie ... tak jak kiedyś - umilkł.
Snape z napięciem wpatrywał się w ogień.
- Lecz dzisiaj - przemówił znów Malfoy - nie było cię w Czarnym Kręgu. Nie było cię z tymi, którzy pozostali wierni, kiedy nasz Mistrz, Lord Voldemort, powrócił.
- A więc to prawda ! - szepnął Snape, w jego głosie pobrzmiewała dzika satysfakcja - Po tylu latach ... wrócił...
- Na twoim miejscu wcale bym się z tego nie cieszył - przerwał mu drwiąco Malfoy - Nie tylko mnie rozczarowałeś. Lord Voldemort nie omieszkał zauważyć twej nieobecności. A on nie przebacza zdrajcom.
- Nie jestem zdrajcą ! - syknął Snape ze złowrogim błyskiem w oczach - Wiesz o tym dobrze. Chyba zapominasz, w jakiej sytuacji się znajduję. W Hogwarcie, tuż pod nosem Dumbledora. Jak myślisz - spytał ironicznie - czym wytłumaczyłbym mu swoje nagłe zniknięcie. I to tuż po tym, jak zniknął Potter.
- Potter ! - warknął Malfoy - Uciekł nam sprzed samego nosa. Lord był wściekły. Czy on wrócił do Hogwartu ? - spytał, już mniej nieprzyjaznym tonem.
- Wrócił - powiedział spokojnie Snape. Poczuł, że teraz, kiedy wie coś, o czym nie wie Voldemort, zaczyna mieć przewagę i uśmiechnął się ponuro - W szkole wydarzyło się wiele interesujących rzeczy, o których Lord z pewnością chciałby usłyszeć.
Opowiem mu o nich osobiście, a on na pewno zrozumie, dlaczego zwlekałem z przybyciem.
- Oby twoje informacje były naprawdę cenne - rzekł sucho Malfoy - Zresztą i tak nie liczyłbym na miłe przyjęcie. Lord nie był z nas zadowolony, powiedział, że go zawiedliśmy - głos Lucjusza lekko zadrżał.
- Gdzie on jest ? - spytał Snape - Stawię się przed nim natychmiast.
- To Potter nie powiedział, gdzie spotkał Lorda ? - zapytał podejrzliwie Malfoy.
- Oczywiście, że powiedział - Snape zaśmiał się cynicznie - Nie sądzę jednak, aby ktokolwiek z was czekał na tym cmentarzu, aż zwali się wam na głowę brygada Aurorów.
Czarne oczy Snape'a błysnęły w mściwej satysfakcji. Był pewien, że tuż po ucieczce Harryego Śmierciożercy Deportowali się w inne miejsce. Nawet Lord nie był jeszcze gotów rozpoczynać jawnej walki.
- Nie sądzisz chyba, że powiem ci, gdzie on jest - odezwał się Malfoy z ironią - Póki on ci nie przebaczy i nie zaufa, ja też tego nie zrobię.
Bladą twarz Snape'a wykrzywił grymas wściekłości.
- Ty głupcze ! - warknął z furią - Gdy on się dowie ....
- Zaczekaj, Severusie - Malfoy był uosobieniem opanowania - Nie powiem ci, gdzie one jest, ale cię do niego osobiście zaprowadzę. Spotkajmy się tam, gdzie kiedyś, za pół godziny.
To rzekłszy zniknął. Płomienie wróciły do normalnego koloru. Snape uśmiechnął się z ponurą satysfakcją.
- Jak na razie, wszystko idzie po mojej myśli - powiedział cicho - Ale prawdziwa próba dopiero przede mną.
Podszedł do wielkiej skrzyni z żelaznymi okuciami i podniósł wieko. Na samym wierzchu leżała stara miotła. Wyjął ją i w zamyśleniu przeciągnął ręką po kiju. Miotła była zniszczona i najwyraźniej dawno nie używana, jednak Snape wydawał się tym nie przejmować. Zgasił świecę na biurku, skierował różdżkę w stronę kominka i mruknął Nox. Pokój pogrążył się w ciemnościach. Snape narzucił długi płaszcz z kapturem, wskoczył na miotłę, podleciał do migoczącego pod sufitem okna i otworzył je. Do gabinetu wpadł przyjemny powiew letniej nocy. Był nów, plac przed zamkiem spowijał mrok. Bezszelestnie, jak wielki czarny nietoperz, Mistrz Eliksirów pomknął w kierunku Hogsmead.
Po dziesięciu minutach wylądował na skraju wioski, schował miotłę pod krzakiem i Deportował się. W mgnieniu oka znalazł się wiele mil od Hogwartu, na dziedzińcu starego, opuszczonego domu. Domu, w którym się urodził i spędził najwcześniejsze lata życia, wychowywany przez babkę, Mugolkę. Snape wzdrygnął się na to wspomnienie. Nie cierpiał tego domu, lecz zawsze coś go do niego ciągnęło. Dlatego też przed laty wyznaczyli go sobie na miejsce spotkań w swojej grupie Śmierciożerców. Snape spojrzał na zegarek. Był dziesięć minut przed czasem. Znając Malfoya, zjawi się dokładnie o wyznaczonej porze. Severus założył białą maskę i naciągnął kaptur. Usiadł na kamieniu, jedynej pozostałości po strzaskanej ławce, i zatopił się w ponurych wspomnieniach.
Z zamyślenia wyrwało go ciche :"Pop". Podniósł wzrok i zobaczył zbliżającą się ku niemu postać, zamaskowaną tak jak i on. Snape wstał.
- Witaj, Lucjuszu. Jak zwykle punktualny.
- A ty jak zwykle pierwszy - powiedział jadowicie Malfoy - Uprzedziłem Lorda o naszym przybyciu - dodał cicho - Oczekuje nas, a przed wszystkim ciebie. Zapowiedział specjalne powitanie - zakończył drwiąco.
Snape pozostawił to bez komentarza, choć zimny dreszcz przebiegł mu po plecach. - Cóż, spodziewałem się tego - pomyślał - wiedziałem, że Lord na pewno zechce mnie ukarać za opieszałość. Ale wytrzymam, muszę ...a potem, gdy mu wszystko powiem ...
- Lećmy ! - powiedział twardo do Malfoya.
Śmierciożerca wyjął z kieszeni biały przedmiot. Była to ludzka czaszka, sądząc po wielkości należąca kiedyś do dziecka. Spojrzał na zegarek i wyciągnął czaszkę w kierunku Snape'a.
- To Portkey. Za minutę przeniesie nas do nowej siedziby Lorda Voldemorta.
Snape energicznie położył rękę na białej potylicy. Mijały sekundy. Nagle wielka siła oderwała go od ziemi i wessała w dudniący ogłuszającym rykiem wir. Portkey zadziałał.
Równie nagle poczuł znowu grunt pod stopami. Stał na kamiennej podłodze. Podniósł głowę i stwierdził, że znajdują się w wielkiej, słabo oświetlonej sali jakiegoś starego zamku. Malfoy zrobił krok do przodu i pochylił się w niskim ukłonie. - To ja, panie ! - powiedział z pokorą - Przyprowadziłem go.
Snape podążył wzrokiem za jego spojrzeniem. W głębi sali, na kamiennym postumencie, na który prowadziło kilka szerokich stopni, stał czarny, obsydianowy tron. Severus poczuł suchość w ustach. Na tronie siedział Lord Voldemort i wpatrywał się w niego czerwonymi oczami, pełnymi wściekłości i okrucieństwa. Snape padł na kolana i pochylił głowę w pokornym ukłonie.
- A więc wreszcie przybył mój oddany sługa - odezwał się lodowaty głos , na którego dźwięk Snape'a przeszły ciarki - Sługa, który okazał się zbyt tchórzliwy, by zjawić się natychmiast na me wezwanie.
- Panie - zaczął Snape, podnosząc głowę - pozwól, że wyjaśnię....
- Crucio ! - ryknął Voldemort.
Severus runął na posadzkę, zwijając się z bólu. Każdy nerw jego ciała zdawał się płonąć żywym ogniem. Pod powiekami migotały mu świetliste, czerwone kręgi, zza zaciśniętych zębów wydobywał się świszczący oddech. Voldemort patrzył na swą ofiarę z okrutną satysfakcją. Malfoy cofnął się o kilka kroków i zamarł w bezruchu, z twarzą zwróconą w kierunku rzucającego się w męczarniach Snape'a.
Nagle Czarny Lord opuścił różdżkę. Snape leżał przez kilka sekund bez ruchu, po czym powoli, dysząc ciężko, zaczął podnosić się na kolana. Voldemort obserwował go ze złośliwym błyskiem w oczach i w momencie, gdy Severus podniósł głowę, ponownie krzyknął: Crucio !
Jeśli Snape sądził, że nic nie może być gorsze od zadanego mu przed chwilą bólu, to się mylił. Nikt nigdy nie rzucił na niego dwóch czarów pod rząd, nie wiedział więc, że ich siła skumuluje się i męka stanie się niemal nie do wytrzymania. Za wszelką cenę starał się nie krzyczeć, nie mógł jednak powstrzymać rzężącego, zwierzęcego jęku. Na wykrzywione w strasznym paroksyzmie usta wystąpiła piana, spod wbitych w dłonie paznokci zaczęła sączyć się krew.
Voldemort wstał ze swego czarnego tronu i wolnym krokiem ruszył w kierunku Śmierciożerców, z różdżką wciąż skierowaną na targanego konwulsjami Snape'a. Jego wbite w Severusa oczy przywodziły na myśl szykującą się do ataku kobrę. Pochylił się nad udręczonym czarodziejem i zdarł mu maskę. Blada zazwyczaj twarz Snape'a była teraz szaro-sina, skrzywiona w grymasie straszliwego bólu. Z kącików ust sączyła się krew.
Lord uśmiechnął się na ten widok z prawdziwą satysfakcją. Opuścił różdżkę. Ciałem Snape'a targnęły ostatnie konwulsje i znieruchomiał. Voldemort trącił go nogą, lecz Severus nie poruszył się.
- Czyżbym trochę przesadził z moją małą naganą ? - zaśmiał się jadowicie Czarny Lord - Cóż, muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowany. Po kim jak po kim, ale po Severusie spodziewałem się, że wytrzyma dłużej.
Rzucił leżącemu Śmierciożercy pogardliwe spojrzenie i zwrócił się do Malfoya.
- Czy powiedział ci, co wydarzyło się w Hogwarcie?
- Nie ... - odpowiedział z wyraźnym trudem Malfoy.
- Cóż, prędzej czy później i tak się dowiemy. Mój zaufany sługa ...
- On nie żyje ... - dobiegł z podłogi chrapliwy szept.
Voldemort obrócił się błyskawicznie i utkwił wzrok w Snapie. Czarodziej wciąż leżał na ziemi, oddychając ciężko. - Coś ty powiedział ? - w głosie Voldemorta brzmiało niedowierzanie.
- Barty Crouch Junior nie żyje - z wysiłkiem powiedział Snape - pocałował go Dementor, sprowadzony przez Korneliusza Knota.
Na demonicznej twarzy Voldemorta odmalowała się wściekłość.
- Jak go zdemaskowali ?! - warknął.
- Sam się zdradził - wyjaśnił Snape, już mocniejszym głosem - kiedy Potter wrócił i opowiedział o twoim, Panie, powrocie, Crouch zupełnie stracił głowę. Zabrał chłopaka do zamku, aby go przepytać, czym wzbudził podejrzenia Dumbledora. Potem, pod wpływem Veritaserum, opowiedział wszystko.
- Nie wszystko - powiedział przeciągle Voldemort, uśmiechając się tajemniczo - Nikt, nawet najwierniejszy sługa, nie zna całości planów Lorda Voldemorta. Zresztą - czerwone oczy błysnęły zimno - jego misja od samego początku była bardzo niebezpieczna. Barty wiedział tylko tyle, ile mógł wiedzieć, by mimowolnie nie zdradzić zamierzeń swego Mistrza jego wrogom. Szkoda - powiedział bez cienia żalu - agent w Hogwarcie był niezwykle użyteczny ....
Zamilkł, patrząc w zamyśleniu na Snape'a, który z wysiłkiem dźwignął się na kolana.
- To każe mi zastanowić się nad tobą, Severusie - odezwał się znowu Voldemort - Dochodziły mnie rozmaite wieści. Jedni mówili, że zaparłeś się mnie i wyznałeś - oczy Czarnego Lorda błysnęły złowrogo - że jeszcze przed mym upadkiem byłeś szpiegiem Dumbledora. Inni twierdzą - ciągnął, rzuciwszy przelotne spojrzenie milczącemu Malfoyowi - że w głębi serca wciąż pozostajesz wiernym Śmierciożercą. Stawiłeś się na me wezwanie, z opóźnieniem, lecz z własnej woli ... To przemawia na twoją korzyść. Ten zdrajca Karkaroff po prostu uciekł.... do czasu - uśmiechnął się mściwie - Jednak Dumbledore najwyraźniej ci ufa, jeśli od lat pracujesz jako wykładowca w Hogwarcie. Wyjaśnij mi więc, jak jest naprawdę ... i obyś mnie przekonał - dodał złowieszczo.
- Panie - powiedział z mocą Snape, w jego czarnym oczach błyszczało podniecenie - czekałem na tę chwilę od lat ... od czasu, kiedy pojawiłeś się w ciele Quirella...
- Łżesz ! - wrzasnął nagle Voldemort - Myślisz, że zapomniałem ?! Robiłeś wszystko, aby mi przeszkodzić w zdobyciu Kamienia Filozoficznego ! Straszyłeś Quirella, chciałeś go zmusić, aby się przyznał ....
- Tak ! - przerwał mu Snape, z fanatycznym wyrazem twarzy - Od kiedy tylko się zorientowałem, moim jedynym celem było, aby mój pan porzucił ciało tego jąkały i nieudacznika i skorzystał z pomocy swego oddanego sługi... - schylił głowę w pełnym szacunku ukłonie.
Voldemort wpatrywał się w niego nieprzyjaźnie.
- Chyba nie myślisz, że uwierzę w tę bajkę - wycedził złowrogim szeptem.
- Panie, wiem, że to wszystko może wydawać ci się nieprawdopodobne - powiedział pośpiesznie Snape - ale pozwól mi wyjaśnić.... Jak już powiedziałem, od tego czasu czekałem tylko na chwilę, gdy będę mógł ci wszystko wyznać. WSZYSTKO - powtórzył z naciskiem.
Voldemort milczał, wpatrując się w Snape'a nieprzeniknionym spojrzeniem.
- Powiedziano ci, że byłem szpiegiem Dumbledore - ciągnął Severus - To prawda ... a raczej jej połowa - dodał z przebiegłym uśmiechem. - Tak, zjawiłem się u niego pewnej nocy, na rok przed twym upadkiem. Zaproponowałem, że będę mu przekazywać informacje z szeregów Śmierciożerców. Opowiedziałem historyjkę, że już nie mogę dłużej znieść torturowania i zabijania i chcę wrócić na stronę dobra. A on - zaśmiał się szyderczo - uwierzył mi. Od tej pory rzeczywiście informowałem go o całej naszej działalności ... aby potwierdzić mą lojalność, uprzedziłem nawet o twym zamiarze zlikwidowania Potterów. - A więc to od ciebie się dowiedział - mruknął Voldemort - To dlatego zaaranżowali Czar Wierności. I muszę przyznać, ze pokrzyżowałoby mi to szyki, gdybym sam nie miał szpiegów po drugiej stronie - dodał, znów patrząc na Snape'a z rosnącą niechęcią.
Severus jednak nie dawał zbić się z tropu.
- Przewidziałem to - powiedział spokojnie - wiedziałem, że jest jakiś Śmierciożerca blisko Potterów, dlatego uważałem, ze mogę ostrzec Dumbledora bez szkody dla twych zamiarów.
Po raz pierwszy tej nocy Voldemort był wyraźnie zaskoczony.
- Przewidziałeś ? - spytał z niedowierzaniem - Wiedziałeś o moim szpiegu ?
- Domyślałem się, że ktoś dostarcza informacji z obozu Dumbledora. - rzekł Snape - Niestety - uśmiechnął się ironicznie - pomyliłem się co do osoby. Przez długie lata sądziłem, tak jak i wszyscy, że szpiegiem był Syriusz Black.
- Syriusz Black - zaśmiał się szyderczo Czarny Lord - miał głowę zbyt nabitą ideałami, by móc mi się na cokolwiek przydać. Żałuję tylko, że nie zgnił w Azkabanie ... ale jeszcze wszystko przed nami. Jednak z drugiej strony - dodał z dziwnym uśmiechem - gdyby nie jego ucieczka, prawdopodobnie nie rozmawialibyśmy dzisiaj i kto wie, jak długo jeszcze musiałbym błąkać się po postacią bezcielesnego ducha - jego głos przeszedł w lodowaty szept - Tak, tak - ciągnął, widząc zdziwienie w oczach Snape'a - gdyby Black nie uciekł z Azkabanu, mój szpieg nie porzuciłby swej przystani w Hogwarcie i nie odnalazłby mnie w lasach Albanii. Glizdogon ! - krzyknął w głąb sali.
Za podwyższeniem coś się poruszyło i po chwili zza kamiennych schodów wychynął niski, łysiejący człowiek o szczurzym wyglądzie.
- Pettrigiew - szepnął zafascynowany Snape - A więc to była prawda ... A ja mu nie wierzyłem, nawet dziś....
- Widziałeś się dziś z Blackiem ? - spytał ostro Voldemort.
Snape skinął głową.
- Tak, po tej historii z Potterem zjawił się w Hogwarcie. Dumbledore go zaprosił, wierzył w jego niewinność.
Pettrigiew, który zbliżał się ku nim niepewnym krokiem, usłyszał ostatnie słowa. Na jego twarzy odmalował się niepokój, jednak nie ważył się odezwać. Voldemort zauważył to i uśmiechnął się okrutnie.
- Nasz Glizdogon ciągle boi się dawnych przyjaciół. Uciekał przed nimi tak zapamiętale, że aż trafił do mnie.
Peter skulił się w wyrazie pokory. Czarny Lord spojrzał nań z mieszaniną pogardy i obrzydzenia i zwrócił się do Snape'a. - Wszystko to bardzo ciekawe, Severusie, jednak wciąż nie jest dla mnie jasna jedna sprawa. Najważniejsza ! - dodał twardo - Dlaczego nigdy nie uznałeś za stosowne poinformować mnie o swojej działalności ? Oczekiwałbym, że podwójny szpieg zrobi jakiś użytek z informacji, które zbiera. Ty tymczasem ....
Oczy Snape'a zalśniły gorączkowo, na wąskie usta wypełzł pełen triumfu uśmiech.
- Panie - powiedział drżącym z emocji głosem - dochodzimy do sedna sprawy. Teraz wyjawię ci, jaki był mój prawdziwy cel. Nie zbierałem informacji o poczynaniach Dumbledora. Chciałem go zabić !
Voldemort zamarł, z wyrazem bezgranicznego zdumienia na twarzy. Przysłuchujący się rozmowie Malfoy ze świstem wciągnął powietrze. Pettrigiew spojrzał na Snape'a, jak gdyby ten obwieścił właśnie koniec świata, i cofnął się o kilka kroków. Minęło kilkanaście sekund, nim Voldemort odezwał się znowu.
- Chciałeś go zabić ? - spytał cicho.
Snape kiwnął głową.
- Jak ? Zabicie Dumbledore to nie bułka z masłem.
Snape uśmiechnął się z satysfakcją
- Trucizna - powiedział krótko - Morsanguis. Sporządzana przy użyciu potężnej Czarnej Magii. Jej przygotowanie zajmuje dokładnie 14 miesięcy i 13 dni. Zabija momentalnie, nie ma antidotum. Wystarczy, aby kropla dostała się do krwioobiegu - zamilkł na chwilę, po czym dodał ponuro - Mikstura miała być gotowa dokładnie w wigilię 81 roku. Gdyby nie Potter ...
Potrząsnął głową, jego twarz wykrzywił grymas wściekłości. Voldemort nie spuszczał z niego wzroku.
- Dlaczego chciałeś go zabić? - spytał, czerwone oczy płonęły.
Snape wyprostował się, jego twarz przybrała dumny, twardy wyraz. Powoli sięgnął ręką do szyi i wyjął zza szaty metalowy łańcuszek. Wziął w dwa palce medalion w kształcie pająka i podniósł go do góry.
- Oto powód - powiedział dobitnie - Moje dziedzictwo. I moja zemsta.

Następny rozdział > >