PRZEPOWIEDNIE I KŁÓTNIE


"Severusie!"

"O co chodzi, Salazarze?" Wróżbita zamyka drzwi i podchodzi do niego.

"Mamy problem."

"Co?"

"Nie co, ale kto."

"A więc kto?"

"Harry Potter."

"On?" - krzywi się Snape. "Co? Wypłakuje oczęta, bo przegrał mecz?"

"Severusie, ja nie żartuję." - mówi ostro Wróżbita.

"No więc o co chodzi?"

"Zastanawiam się tylko, czy nosi właściwe nazwisko."

"Racja, Harry Zarozumialec lepiej by do niego pasowało."

"A może Harry Evans-Snape?"

"CO?!" - Snape zrywa się z krzesła. "Co ty bredzisz? Najpierw Black, potem Granger..."

"No to nie tylko ja to zauważam."

"Wydaje ci się."

"Posłuchaj mnie." - mówi Salazar poważnym tonem. "NIE oskarżam cię; chcę tylko, żebyś mnie wysłuchał. Najpierw, Hermiona Granger użyła tego eliksiru. Nie znam jej dobrze, ale jest bardzo inteligentna i nie zrobiłaby tego bez przyczyny. Po drugie, widziałeś, co Harry je?"

"Nie wtrącam się do diety Gryfonów." - warczy Snape.

"Mięso. Mnóstwo mięsa i wybiera najmniej przyprawione."

"Szybko rośnie, potrzebuje dużo białka."

"Severusie, nic nie zmienisz, udając ślepego. Dowiedziałem się też, że nosił okulary - i co teraz?"

"Zrobili mu mugolską operację."

"I ty w to wierzysz? Z twoim szpiegowskim doświadczeniem? Pytałem Hagrida o jego rodzinę - i chyba wiesz, że nie zapłaciliby za to. A nawet gdyby to była prawda - to dlaczego ma tak dobry słuch? Niemal spadł z miotły, kiedy Ślizgoni zaczęli wrzeszczeć."

"Nic dziwnego, mało nie rozwalili zamku tym wrzaskiem.

"Ale tylko Alfy tak zareagowały! Blaise, Mordred…"

"Pochopne wnioski." Oczy Snapea błyszczą groźnie.

"Tak? Kiedy podszedł do jelonka na lekcji zwierzak oszalał."

"Czyżby?" - prycha Snape z pogardą.

"Nie żartuję. Oszalał, Sam mówiłeś, że trawożerne panicznie boja się Alf, dlatego nie możemy jeździć na Pegazach ani koniach, tylko na Sleipnirach albo Gryfach."

"Albo Mngvach i Vargach - albo Czarnych Rumakach Hengsta, jedynych nie-drapieżnikach, poza Jednorożcami , które się nas nie boją."

"Zmieniasz temat."

"Gryfindor traci 50 punktów."

"To, że się wściekasz, nic nie zmieni. Harry schował się po meczu."

"Biedny, żałosny przegrany."

"Wydaje mi się, że miał początek transformacji. Severusie, musisz mu o tym powiedzieć."

"PRZESTAŃ BREDZIĆ! JEGO MATKA BYŁA CZŁOWIEKIEM!"

"A ojciec?" Snape wyciąga różdżkę, ale się opanowuje.

"Jego ojcem był James Potter." - syczy.

"Severusie" - Salazar kontynuuje ze spokojem - "Moja matka dużo mi opowiadała o swoich przyjaciołach. Pamiętam, jak pisała list do Harryego - i nazwała go "Ciałem Jednorożca, krwią Bazyliszka". Wiem, jakim Animagiem była Lily Evans - i wiem, jakie masz zwierzę w herbie, Severusie Snapie ROMANOWIE, potomku Vipery Slytherin." Snape przygląda mu się podejrzliwie przez moment.

"Jak dobrze wiesz, krew oznacza ugryzienie." - mówi powoli. "A ja nie ugryzłem ani jej ani jej bachora."

"To czemu jest Wężousty?"

"Przez Voldemorta."

"A może przez innego potomka Vipery Slytherin."

"Zamknij się. To NIE moje dziecko."

"Moja matka powiedziała, że ty i Lily będziecie mieć dzieci." Salazar nie spodziewał się takiej reakcji -z normalnego ziemistego zrobił się szary na twarzy.

"Za dużo wiesz, Wróżbito." - wychrypiał. "O wiele za dużo."

"Wiem, że jej śmierć była dla ciebie ciosem, ale nie możesz zaprzeczać..."

"Jesteś głuchy, czy udajesz?! ON NIE JEST MÓJ!!!"

"Ale moja matka mówiła..."

"A JA UMIEM LICZYĆ DO DZIEWIĘCIU!!!" - Snape rozwala krzesło w ataku szału. Salazar cofa się o krok.

"A więc to prawda..." - szepcze.

"Słuchaj, Sal." - dłonie Snapea zaciskają się na jego szacie. "Powiem ci, jak było, i daj mi spokój, dobrze?" Puszcza Salazara i zaczyna cicho opowiadać. "Byliśmy kochankami, Sal, ale Potter to nie moje dziecko. Nie może nim być - kiedy rzuciła tego Aurora i przyszła do mnie, już była w ciąży. Nie mam pojęcia, czy chłopak naprawdę jest synem Pottera, ale Lily nie miała powodu, by mnie okłamywać. Ale Nemezis miała rację" - teraz jego głos jest tak cichy, ze ledwie go słychać - "Potem spodziewała się mojego dziecka."

"Ale zginęła..."

"Poszliśmy na akcję. Mieliśmy na sobie szaty Śmierciożerców i zaatakowali nas Aurorzy." - szepcze Snape. "To nie ich wina, nie mogli wiedzieć. Był z nimi James Potter ... trafił ja Tormenterem. Wiesz, co to zaklęcie może zrobić kobiecie, która jest w ciąży?"

"Straciła dziecko." Snape kurczowo zaciska dłonie na oparciu krzesła.

"To była straszna noc." - mówi po chwili. "To nie było jedyne przekleństwo... Ledwo uciekliśmy... Lily o mało nie umarła. Nie miałem żadnej pomocy medycznej, niczego - tylko różdżkę i trochę eliksirów przeciwbólowych... Musieliśmy się ukryć. Sam byłem poważnie ranny, Voldemort nas tropił. Piekło. Atena Malfoy powiedziała potem, że to cud, ze Lily nie dostała infekcji albo czegoś gorszego."

"Przepraszam, Severusie." - szepcze Salazar. "Jaki ja byłem głupi."

"Nie mów nikomu, dobrze? Nie chce, żeby Dumbledore się dowiedział."

"Nie powiem. Naprawdę cię przepraszam, ale z chłopcem coś się dzieje. Może to nie z twojej przyczyny, ale nie jesteś jedynym Alfą na świecie."

"Daj spokój i nie bredź." Salazar wzdycha i opuszcza komnatę, ale podejrzenia wciąż nie dają mi spokoju.

"Mama powiedziała, że BĘDZIECIE mieć dzieci. W przyszłości. Wierzę ci ale musiałeś mi czegoś nie powiedzieć - albo czegoś nie wiesz. Pochodzisz od Set Slytherin, Severusie. Czy ona nie przywróciła swojego męża do życia? Czy ty nie jesteś Mistrzem Eliksirów? Krew Bazyliszka..."

Trzy dni później, późna noc

Snape powoli wlecze się do lochów. Krwawi, a mięśnie wciąż mu drżą po zaklęciu Cruciatus. Opiera się o zimną, kamienną ścianę, żeby odpocząć i uspokoić szalejące serce. Otwiera oczy, słysząc łopot skrzydeł.

"Drako" - szepcze z ulgą, widząc transformującego się Uzdrowiciela.

"Przepraszam, że nie czekałem pana w Lesie, Profesorze, ale Blaise i Mordred mieli atak, Carmen śpiewała..."

"Jak mniemam, w tym zamku jest trochę innych ludzi." - warczy Snape. Nie, żeby chciał, żeby się nad nim użalano ale przykro mu, że nawet tyle się nim nie przejmują.

"Sal gadał do siebie całą noc. Chyba powie dziś jakąś wielką przepowiednię." - wyjaśnia Drako, ściągając z Snapea koszulę. "Noże i Cruciatus." - jego wargi wykrzywiają się, nie ukrywa nienawiści. "Za co?" Snape wzrusza ramionami.

"Sam chciałbym wiedzieć." - szepcze. Nagle, jego mięśniami szarpie spazm, ale Uzdrowiciel bez problemu go opanowuje. Snape wzdycha, czując moc wypełniającą jego zmaltretowane ciało. "Dobrze, że nie musiałeś iść. Drań był wściekły." Jęknął tylko, kiedy Drako zamknął jedno z największych cięć, zostawiając jedynie cienką, świeżą bliznę.

"Wiem. Carmen zemdlała."

"Mówiłem jej, żeby nie śpiewała dla mnie."

"Ale i tak to zrobiła. Jeśli nie będziemy trzymać się razem..."

"To po nas." - kończy Snape.

"Nie wiesz, dlaczego?"

"Chyba tylko po to, żeby dać nam nauczkę." - Snape przywołuje szklankę z wodą i wypija trochę. "Najlepiej na zwierzęciu." Pięści Drakona zaciskają się w bezsilnej złości.

"Dumbledore nie może go sprzątnąć?"

"Nie." Snape wie, że Dyrektorowi nie wolno zabijać, ale woli, by nikt o tym nie wiedział. "Wielu próbowało."

"Ale komuś musi się udać!"

"Im szybciej, tym lepiej." - mruczy Snape. "Dzięki, przyjacielu. Idź spać, jest trzecia w nocy."

On sam, nie mogąc usnąć, włóczy się po zamku. Chętnie by zapolował, ale nie ma na to sił. Zastanawia się też, czemu Voldemort znowu wybrał właśnie jego. Cóż, to oczywiste - przecież, do stu diabłów, jest ZWIERZĘCIEM! Z wściekłością uderza pięścią we framugę. Czy to jego wina?! Alfy, Gatunek, Który Nie Powinien Istnieć... Dzieci Czarnej Magii, Przeklęte Bestie... Ale to zwierzęca krew daje im siłę i spryt by mogli przetrwać. Obecnie, większość ludzi wierzy, że Alfy to po prostu wampirza arystokracja, potężniejsza i bardziej niebezpieczna niż Bety. Tylko nieliczni wiedzą, DLACZEGO nazywa się ich zwierzętami - nawet Voldemort nie wie. Nawet dla niego ta prawda byłaby szokująca. Snape wygląda przez okno, patrząc na czarne niebo. Prawda... On sam, urodzony w alfiej rodzinie, dowiedział się o pochodzeniu Alf jako małe dziecko i dobrze pamięta własne przerażenie.

Alfa.

Wilk.

Ryś.

Orzeł.

Żmija.

Człowiek - a może wampir?

Wszystkie zmieszane razem, tworzące jedno.

Myśli o tych, którzy dowiedzieli się nagle o tym, kim są - jak bardzo musieli być spanikowani, przerażeni i niepewni, jeśli nawet on, przygotowany do tego, znający całą prawdę o Alfach, buntował się czasem, pragnąc być "normalny". Jak ciężko musiało być pierwszym Alfom, bo przecież nikt nie mógł im powiedzieć, co się z nimi dzieje. Szepcze imiona Dziewięciorga Założycieli, dziewięciorga pierwszych Alf.

"Vipera Slytherin, zwana Potężną, ich przywódczyni.

Saevus Snape - nie Alfa, ale Illuminatus i najlepszy Mistrz Eliksirów swoich czasów.

Charlotta Magne, zwana Odważną, albo Wojowniczką.

Atena Feuervogel, Uzdrowicielka.

Drako Sangre, Wróżbita.

Aguilla Hengst, który wyhodował Sleipniry, Vargi i ogromne orły.

Salazar Fuchs, zwany Przebiegłym, który specjalizował się w strategiach i systemach obronnych.

Viviana McNair, znająca się na runach, zwana Mądrą. Przodkowie Mordreda byli Alfami aż do 17. wieku.

Morrigan Ferre, wykuwająca miecze, zwana Wytrwałą."

"Czy to nie jest ironia losu, że jesteście rodziną?" Snape odwraca się gwałtownie, zauważając Salazara.

"O co ci chodzi?"

"Doskonale wiesz, o co mi chodzi. O KOGO mi chodzi."

"Sal…"

"Ty to wiesz i boisz się tego. Co by się stało, gdyby ON się dowiedział?"

"Pewnie byłby zachwycony." - stwierdza ironicznie Snape. "Byłby zachwycony, gdyby się dowiedział o wielu innych sprawach."

"Na przykład, ze Harry jest Alfą."

"Ty znów to samo? TO NIEPRAWDA!"

Pierwsza Piątka
Dzieci Czarnej Magii
Czworo Jeźdźców
W służbie Władcy Ciemności
Nienawiść i chciwość
Pycha i uprzedzenia
Wśród nich rośnie Bazyliszek
Zdrajca o rozdwojonym języku
Przyniesie innym śmierć.

Druga Piątka
Dzieci Nokturnu
Pięcioro przyjaciół
Nie służą nikomu
Niemożliwa przyjaźń
Miłość, która nie powinna zaistnieć
Żyją w Ciemności
Światło rośnie w ich sercach
Lojalność mocniejsza niż śmierć.

Trzecia Piątka
Dzieci Nocy
Pięcioro o dzielnych sercach
W służbie Zamku
Miłość z nienawiści
Zaufanie z wrogości
Jedna krew, jedno marzenie, jeden cel
Żyją, by ujrzeć światło
Gdy skończy się noc


Snape gapi się na Wróżbitę ze zdumieniem. Salazar ponownie powtórzył słowa swojej matki.

"O co ci chodzi?"

"Przecież wiesz, Severusie. Kim była Pierwsza Piątka?"

"Chyba Brunhilda Crow, Persefona de Ville, Godryk Angriff - i ja."

"I Voldemort. A Druga?"

"Nemezis Redeye, Rowen Vogel, Joanne McKinnon, Lily Evans i Severus Snape, jak sądzę."

"Trzecia?"

"Słuchaj, to ty jesteś Wróżbitą, NIE ja!"

"Dlaczego udajesz, że nie widzisz? Czego się boisz? Ty, który zawsze akceptowałeś konsekwencje..."

"Zamknij się! Nie wiesz, o czym mówisz!" Snape jest wściekły.

"Czego się boisz? Gniewu Dumbledora?"

"Nie byłby zachwycony. To wielki człowiek, ale przecież widzisz, Salazarze, że bardziej ufa wilkołakowi niż Alfom."

"Czyżbyś był zazdrosny, Severusie?"

"Nie wiesz wszystkiego. To Czarna magia ocaliła Pottera. Jeśli twoje przypuszczenia są prawdziwe... Wyobrażasz sobie, co zrobiłoby Ministerstwo? Oskarżyłoby mnie, że zrobiłem z niego kolejnego Czarnego Pana, może za zgodą Voldemorta. A co on by na to powiedział? Pomyślałby pewnie, że to MÓJ syn!" - myśli Snape, ale nie mówi tego głośno.

"Severusie…

Kiedy Książę Ciemności znów ocali Jednorożca
Kiedy dwa drapieżniki spotkają się w świetle księżyca
Kiedy Sleipnir i Feniks razem wzbiją się w powietrze
Wtedy Syn Węża będzie walczyć z Bazyliszkiem
Jednorożec porani jego ciało
Mngva rozszarpie mu gardło
Feniks wydziobie mu oczy
Sleipnir zmiażdży mu czaszkę
I skończy się noc
I nastanie dzień."

Snape opiera się o ścianę. Kolejne słowa, wypowiedziane przez Nemezis lata temu, uderzają w niego jak młot. "Nie widzisz, Severusie? Brakuje tylko jednego zwierzęcia - i chyba domyślasz się, kto nim będzie."

"Przestań mnie dręczyć." - szepcze Snape. "Proszę." Salazar aż się cofa. Snape, który błaga?! Severus wciąż opiera się o ścianę i stoi tak z zamkniętymi oczami. "Jednorożec nie żyje." - mówi bardzo cicho.

"Może być inny."

"Jej nikt nie zastąpi." Obaj milczą przez chwilę, a potem Salazar znów się odzywa.

"Severusie… Ja też widziałem wojnę. Wiem, co czujesz."

"To co?"

"Ona zginęła, walcząc z Synem Węża. Nie sądzisz, że właśnie dlatego powinieneś pomóc jej dziecku?"

"Zabiła Syna Węża dawno temu! Twoje proroctwo to bzdura!"

"Ale on powrócił!"

"Syn Węża nie żyje! Gladius!" W dłoni Snape pojawia się miecz. "Zabiła go tym mieczem." Salazar mruga, zdziwiony. Czyżby Snape gadał od rzeczy?

"Severusie, przecież wiesz, że Voldemort powrócił!"

"Dziedzic Slytherina żyje, Syn Węża nie."

"A to nie jedna i ta sama osoba?"

"Wielu tak sądzi, ale nie. Mówię ci, ta przepowiednia to bzdura. Lily Evans zabiła bydlaka moim mieczem dawno temu. Przestań gadać od rzeczy; lepiej byś powiedział, jak się skończy ta wojna." Salazar skupia się i po chwili zaczyna mówić. Snape staje jak wryty, słysząc ton, jakiego Nemezis używała tylko do największych przepowiedni.

Diament tnie się diamentem
Stal pęka pod ciosem stali
Kieł łamie się o kieł
Ciemność zabije Ciemność.

Dziedzic sam wychował sobie wroga
A drugiego sam uwolni
I znów się połączą
I popędzą przez las.

"O czym ty gadasz, Salazarze?"

O odwadze Gryfonki
Przebiegłości Ślizgona
Bieli i Czerni
Kobiecie i mężczyźnie
Wiedźmie i czarodzieju
Ciele i Krwi
Diamencie i Szmaragdzie


"Przestań!" - krzyczy Snape. "Przestań!" Uderza Salazara w twarz tak mocno, że z nosa Wróżbity zaczyna lecieć krew. Snape odwraca się gwałtownie i wybiega. Jest doświadczonym Alfą, ale to za dużo nawet dla niego. Zatrzymuje się dopiero głęboko w Lesie na wzgórzu i zaczyna wyć. Salazar, stojąc w oknie, słucha jego krzyku.

"Co się stało?" Dumbledore wynurza się z sekretnego przejścia. "Krwawisz."

"To nic." Słucha głosu Severusa, rozróżniając w nim wycie wilka, krzyk orła, ryk wielkiego kota i syk węża ale ludzka rozpacz i tęsknota przeważają w tym nieludzkim krzyku.

"Severus?" - pyta Dumbledore.

"Tak."

"O co chodzi?"

"Mówią, że Alfy potrafią włożyć wszystkie swoje uczucia w swój głos. To requiem."

Dwa dni później

"Salazarze…"

"Tak, Severusie?"

"Przepraszam za tamtą noc. Nie powinienem był cię uderzyć."

"Nie szkodzi. Masz jakiś problem? Wyglądasz okropnie."

"Miałem sen - to znaczy wizje i nie mogę jej zrozumieć."

"Pokaż mi ją."

"Możesz to zobaczyć?"

"Jak każdy prawdziwy Wróżbita. Mogę ją obejrzeć, jeśli mi pozwolisz."

"Dobrze." Salazar otwiera swoją szafkę i wyciąga wielki, przezroczysty, z grubsza ociosany kryształ.

"Połóż na nim rękę, Severusie i pomyśl o swojej wizji."

Wizja Snapea

Leśna polana jest zupełnie pusta. Jedyną osoba stojąca na niej jest czarnoksiężnik w szatach Śmierciożercy. Wygląda na to, że czeka na coś lub na kogoś. Nagle, drugi czarodziej, ubrany w te same szaty, aportuje się obok niego.

"Witaj, Synu Węża." - mówi przybysz.

"Witam Upadłego Anioła. Myślę, że Księżna Ciemności i Królowa Piekieł wkrótce do nas dołączą."

"To niemożliwe!"

"Nie dla Lorda, ty zdrajco!" - syczy Syn Węża. "Przyszedłeś po chłopaka, ty śmieciu. Ciekawe jak sobie poradzisz bez swojej zdziry!" Twarz Upadłego Anioła jest ukryta za maską, ale Salazar dostrzega, jak w jego oczach pojawiają się płomienie szału.

"Znów będziemy walczyć." - syczy Anioł. "I tym razem wygram."

Nagle scena się zmienia. Snape leży na kamiennej podłodze. Drzwi otwierają się ze zgrzytem i ktoś wchodzi do środka. Salazar nigdy nie widział Voldemorta, ale ma pewność, że to on.

"No, no" - Lord uśmiecha się pogardliwie, parząc na posiniaczonego, poranionego Snapea - "Wczoraj w nocy byłeś niesamowity i milczałeś, jak zwykle. Czy teraz masz coś do powiedzenia, zwierzaku, zanim zupełnie stracę cierpliwość?"

"Tylko dwa słowa, Panie, jeśli mi pozwolisz."

"Widzę, że mój zdrajca przypomniał sobie wreszcie o etykiecie. Co masz do powiedzenia?"

"ANIMA DELETRIO!!!"

Miejsce zmienia się ponownie. To już nie loch ale ogromny, wysoki gmach z potężnymi kolumnami, strzelającymi w niebo. Przypomina gotycka katedrą, ale jest zupełnie pusty. Nagle, Salazar słyszy uderzenia kopyt i ze zdziwieniem dostrzega Severusa na rumaku. Jeśli w poprzedniej scenie Snape był torturowanym więźniem, to teraz przypomina półboga: skórzane buty do jazdy, czarna, jedwabna koszula, połyskująca w świetle świec i długa peleryna, czarna po prawej, purpurowa po lewej stronie. Snape trzyma w dłoni miecz - ten sam który ostatnio pokazywał Salazarowi - długą, cienką, śmiercionośna klingę, ozdobioną szmaragdami i onyksami. Garda ma kształt Bazyliszka, zrobionego ze stali, o oczach ze szlachetnych kamieni. Rumak jest jeszcze bardziej imponujący niż jeździec; to śnieżnobiały Jednorożec o zielonych, bezdennych ślepiach. Salazar widział już niejednego wierzchowca, ale ten naprawdę robi wrażenie. Oczywiście, Severus nie używa ani siodła, ani wędzidła. Jednorożec skręca i zatrzymuje się, a potem, bez ostrzeżenia, rzuca się do przodu jak ogromna strzała. Snape pochyla się nad jego szyją, podnosząc miecz. Szarżują na kogoś.

Koniec wizji

"No i co?" - pyta Snape.

"To dlatego nie wierzysz, ze Syn Węża to Voldemort. To ten Śmierciożerca."

"Tak."

"A mówiłeś, że on nie żyje."

"Tak jak i te dwie, o których mówił."

"A kim jest Upadły Anioł?"

"To ja." Mija kilka minut, zanim Sal ponownie się odzywa.

"Druga wizja jest łatwiejsza do interpretacji."

"A mnie się nie podoba." -mruczy Snape.

"Przekląłeś go Bezimienną. Co robi to zaklęcie?"

"Ostatnim razem, kiedy ktoś odważył się go użyć, Voldemort zniknął na 13 lat."

"A więc Lily Evans nie zginęła od Avady."

"Próbowałeś kiedyś zabić Illuminatę Avadą? Bronił jej Lapis Animae, Sal."

"Jak to dokładnie działa, tak w ogóle? Wiem, ze ochrania Alfy i Illuminati przed niektórymi zabijającymi zaklęciami i pocałunkiem Dementora, ale w jaki sposób?" - pyta Salazar, ściskając w dłoni swój onyks.

"W Kamieniu zamknięto część twojej duszy." - wyjaśnia Snape. "Dlatego zaklęcia, które wyrywają duszę, nie działają."

"A więc próbowała zniszczyć jego duszę i ten wysiłek ją zabił..."

"Wygląda na to, że w pojedynkę nie da się tego zrobić."

"A w dwie osoby?"

"Znajdź mi wariata, który zna to przekleństwo i odważy się spróbować, to zobaczymy." - odpowiada krótko Snape. "Ale przyszedłem tu po wyjaśnienie."

"Trzecia wizja, Severusie? Znasz to miejsce?"

"To Świątynia Set."

"A odkąd jeździsz na Jednorożcu?"

"To był Animag."

"Lily Evans?" Snape przytakuje. "Jesteś pewien?" Snape ponownie potwierdza.

"Widziałeś bliznę na jej ramieniu?"

"Jakby ktoś wyrwał jej kawałek ciała."

"Bo tak było."

"Kto?"

"Ja." Wróżbita potrząsa głową ze zdumieniem.

"A co ona na to powiedziała?"

"Nic."

"Nic?"

"Jeśli masz skórzany pasek między zębami, żeby nie wrzeszczeć, to wiele nie możesz powiedzieć."

"Ale co powiedziała potem?"

"Dzięki, że zrobiłeś to szybko, Sev - albo coś w tym stylu."

"Nie wmówisz mi, że zrobiłeś to za jej zgodą."

"A jak myślisz?" - Snape zrywa się z krzesła. "Myślisz, że zraniłem ją dla rozrywki?! Była moją przyjaciółką!"

"Severusie, spokojnie. Tylko się zastanawiałem, po co."

"Czarna magia, a jak sądzisz? A teraz to ja się ciebie pytam, Sal - co widzę? To nie jest przeszłość. Czy to tylko sen?" Wróżbita ponownie ogląda wizje w swoim krysztale, dokładnie je analizując.

"Wydaje mi się, Severusie, że to prawdziwe wizje. Założyłbym się o wszystko, że widzisz przyszłość. "

"Więc Syn Węża zmartwychwstanie, Sal?"

"A jesteś pewien, że umarł?"

"Tak."

"Podobno Set Slytherin ożywiła swojego męża, prawda?"

"Był człowiekiem; myślę, że go tylko ugryzła."

"Ale nie masz pewności. Nie wiesz, co się stało. Słyszałem podobne historie o Viperze Slytherin i Saevusie Snapie. A jeśli to nie bajki, Severusie? Co wtedy?"




No i? Zdziwieni? To dopiero początek... Potem jest jeszcze mroczniej...

Brunhilda Crow - imię z opery Wagnera, a nazwisko znaczy "wrona", bo była Krukonką.

Persefona de Ville - Persefona, żona Hadesa, władcy piekieł a "de Ville" to "devil" czyli "szatan".

Godryk Angriff - oczywiście Gryfon. "Griff" to gryf, ale "Angriff" to po niemiecku "atak"

Założyciele:

Saevus ("bezwzględny")
Charlotta Magne od Charlemagne - czyli Karola Wielkiego
Feuervogel - ("Ognisty Ptak")
Sangre - ("krew")
Aguilla ("orzeł") Hengst ("ogier")
Fuchs ("lis")
Ferre, ("żelazo")

Następny rozdział > >