KOMUNIKAT: To już ostatni odcinek ALE będzie sequel. Ma on tytuł „Wojna w naszej krwi” i będzie miał 20 odcinków. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Podziękowania dla wszystkich, którzy dotarli aż do tego miejsca (Czy wiecie, że „Więzy krwi” mają rozmiar całkiem sporej książki? A mówią, że nasze pokolenie nie czyta...), zwłaszcza dla tych, którzy przysyłali mi sowy.

Naja Snake
kajzar@poczta.onet.pl

NIECH NIC NIE POZOSTANIE

“Jesteśmy tu bezpieczni, panie Malfoy?”

„Jeśli nie będzie ich zbyt wielu.” – odpowiada cicho Śmierciożerca.

„A jeśli przyjdzie Angriff?”

„To po nas.” – stwierdza ostro Lucjusz. „On jest za dobry dla nas.” Obaj siedzą w niesamowitej ciszy, zbyt zmęczeni, by ryzykować powrót.

“Lucjuszu” – syczy zimny głos. „Ty? Ze zdrajcą?” Malfoy zrywa się na równe nogi szybko jak kot, mierząc różdżką w przybysza. To wysoki mężczyzna o brązowych włosach. To...

“Godryk.” – szepcze Malfoy. Cała krew odpłynęła mu z twarzy. „Jakim znowu zdrajcą?” – szybko się opanował i zadaje to pytanie nonszalanckim tonem.

“Severus Snape.” – odpowiada Angriff ze spokojem. „I jego bękart.”

“Co?” – Lucjusz zaczyna się śmiać. Harry musi mu przyznać, że jest świetnym aktorem. „Ależ Godryku, to Harry Potter, syn tego Aurora!”

“Nie, nie, nie.” – syczy Angriff. „A co on w takim razie tu robi w twoim towarzystwie?”

„Przyszedł tu dla pieniędzy. To Kraker jak jego matka, nie pamiętasz Lisicy z Nokturnu? Jest świetny.”

„No...” – mówi powoli Godryk. „Wierzę, że to jej szczeniak, ale jego ojcem jest Snape.”

„Niemożliwe.” – śmieje się Lucjusz. „Ona była Szlamą.”

“A Snape zdrajcą!” – wrzeszczy Godryk. „Razem bronili tego bachora! Nie rozumiesz, Lucjuszu? Oddał tego smarkacza Mugolom, żeby nikt się nie dowiedział prawdy! To przebiegły człowiek – chciałem powiedzieć zwierzę. Nie pamiętasz przepowiedni? Evans była Animagiem - jednorożcem, a Snape...”

„Bazyliszkiem, królem węży.” Severus Snape uśmiecha się promiennie, opierając się o framugę. Za nim stoją Drako, Salazar, Carmen i duży oddział Kapłanek. Godryk uśmiecha się przebiegle i zanim jego przeciwnicy orientują się, co się dzieje, rzuca zaklęcie...

To zaklęcie działa jak Świstoklik i pozwala Godrykowi Deportować się wraz z kilkoma innymi osobami. Nie da rady jednak porwać wszystkich, więc decyduje się na tych, których najbardziej nienawidzi. Snape, Sal, Carmen, Harry i Drako, ku swojemu zaskoczeniu, zostają przeniesieni daleko od zamku.

. “A teraz, Snape” – syczy Godryk – „Będziemy walczyć, chyba, że wolisz popatrzeć, jak ich będę zabijał.”

“Nie zmieniłeś się, co?” – odpowiada powoli Snape. „Znów chcesz, żebym ci służył? Bądź rozsądny, nie pokonasz Czarnego Pana...”

“Stul pysk, Snape. Chcę tylko jednej rzeczy. Widzieć, jak przegrywasz, ty zdrajco. Jak cierpisz. Jak błagasz o litość. Jak zdychasz, ty zwierzaku.”

“To już cztery rzeczy.” – stwierdza spokojnie Snape. “ANIMA DELETRIO!!!”

Przekleństwo, które o mały włos nie zabiło Lorda Voldemorta, uderza w Godryka, ale Syn Węża jest na nie przygotowany i rzuca w Snapea tym samym zaklęciem. Anima Deletrio nie jest zwykłym kawałkiem magii – to jedno z najtrudniejszych zaklęć Bezimiennej magii, używane tylko wobec najgroźniejszych przeciwników. Nawet Kamień Duszy nie ochrania całkowicie przed jego mocą, wyrywająca z ofiary duszę.

“Severus przegra.” – szepcze Salazar.

“NIE!” – krzyczy Carmen. „Musimy mu pomóc!” Pieśń Śmierci odbija się echem od drzew. Ta melodia może zabić Inwokera ale Carmen wcale o tym nie myśli, koncentrując się tylko na swojej nienawiści do Godryka.

“CRUCIO!” – Drako po raz pierwszy używa tego przekleństwa dobrowolnie.

“AVADA KEDAVRA!” – Salazar dołącza do nich.

Twój ojciec nie dałby sobie z nim rady, choć jest Psem.”

„Przecież kiedyś już go pokonał.”

“Ale nie sam, tylko z twoją matką.

Rozmowa z Malfoyem znów brzmi Harryemu w uszach. Godryk może pokonać nawet całą czwórkę, która właśnie z nim walczy – a może nie? Harry wyciąga różdżkę i po raz kolejny wywrzaskuje dwa zabójcze słowa.

Trzecia Piątka
Dzieci Nocy
Pięcioro o dzielnych sercach
W służbie Zamku
Miłość z nienawiści
Zaufanie z wrogości
Jedna krew, jedno marzenie, jeden cel
Żyją, by ujrzeć światło
Gdy skończy się noc


Zamek to Hogwart, a oni wszyscy – Alfy – są Dziećmi Nocy. Daleko im jeszcze do zaufania i przyjaźni ale przecież są na dobrej drodze.

Nikt z nich nie ma pojęcia, gdzie właściwie są – prawdopodobnie gdzieś we własnych umysłach. Nawet Severus nie może odpowiedzieć na to pytanie – może to Świątynia Seth, a może nie. Zresztą i tak nie ma czasu, by przyglądać się temu miejscu. Jedno jest pewne – w momencie ataku znika rzeczywisty świat; Snape znów staje się bazyliszkiem a Godryk przybiera postać gigantycznego węża. Po jakimś czasie – ale Snape nie mógłby powiedzieć, czy były to sekundy, czy eony – dołącza do nich kolejny Animag. To Sleipnir; wielki kary koń o skrzydłach nietoperza i oczach węża. Jej wielkie kopyta uderzają z głuchym hukiem o kamienną podłogę. Carmen nie zostawiła ojca samego.

Potem pieśń feniksa rozbrzmiewa z całą mocą i niesamowity ptak spada na węża, atakując go z furią. Biało-srebrne upierzenie lśni jakby było z płomieni, a w niebieskich oczach płonie ogień nienawiści. Drako.

Zaraz potem zjawia się mngva, wielki tygrys o szkarłatnej sierści - to Salazar.

Cztery kamienie, cztery żywioły – Woda, Powietrze, Ogień i Metal. Severus, Carmen, Drako i Salazar. Wciąż za mało, by pokonać Syna Węża. Snape wie, że jeśli przegrają, zginą. To on, najbardziej doświadczony z całej czwórki, więc to on musi wszystkich uratować. Zdesperowany, usiłuje wzmocnić siłę przekleństwa...

Nie, musi mieć halucynacje.

To niemożliwe.

Niemożliwe.

Niemożliwe.

Niemożliwe.

Światło, piąty ż Żywiołów. Niemożliwe.

Jednorożec, śnieżnobiały jednorożec o zielonych oczach galopuje w ich stronę. Dopiero kiedy pochyla głowę i jego róg odbija światło jak miecz, Snape nagle pojmuje prawdę.

Na czole szarżującego Animaga widać bliznę w kształcie błyskawicy.

Kiedy Książę Ciemności znów ocali Jednorożca
Kiedy dwa drapieżniki spotkają się w świetle księżyca
Kiedy Sleipnir i Feniks razem wzbiją się w powietrze
Wtedy Syn Węża będzie walczyć z Bazyliszkiem
Jednorożec porani jego ciało
Mngva rozszarpie mu gardło
Feniks wydziobie mu oczy
Sleipnir zmiażdży mu czaszkę
I skończy się noc
I nastanie dzień.”


„Gdzie jestem?” – szepcze Harry z wysiłkiem.

„Jak zwykle w skrzydle szpitalnym.” – uśmiecha się Salazar.

„Co się stało?”

“Sam chciałbym wiedzieć. Obudziłem się już w zamku. Ktoś musiał nas tu przynieść; chyba resztki naszej własnej mocy.”

“A Angriff?”

“W trumnie.” – odpowiada Wróżbita. Wreszcie jakieś dobre wieści....

“Carmen?”

“Już się obudziła.”

“A Drako?”

“Wszystko załatwione. Zrobią mu ten fałszywy pogrzeb i powinien wrócić po Świętach, kiedy tylko Transfigurator da mu nową buźkę.”

“To wiem. Co z jego ojcem?”

“Zajął się finansami.”

“Co?”

“Ktoś musi zapłacić Psom, bo Severus…”

SEVERUS

“On chyba… On nie mógł…” – jąka się Harry.

„Żyje, ale jeszcze się nie obudził.” – odpowiada Salazar. „Jest tutaj.”

“Nic mu nie będzie?” – Harry po raz pierwszy zaczyna się o niego niepokoić.

„Wziął na siebie prawie cały atak Angriffa. Nawet Uzdrowiciele nie umieją powiedzieć, kiedy się obudzi. Bredził całą noc. Wołał swoich przyjaciół. Moją mamę, mamę Carmen, ale przede wszystkim twoją. Lily i Lily i tak całą noc. Musiał naprawdę ją kochać.”

“Malfoy powiedział, że Severus pokonał wtedy Angriffa tylko dlatego, że ona mu pomogła.”

“I dlatego powinniśmy trzymać się razem.”

„Dziwne tylko, że mówił mi o tym Lucjusz Malfoy.” – wzdycha Harry.

„Bycie Śmierciożercą nie znaczy, że się nie ma racji. A bycie Aurorem albo Ministrem – że się ją ma. Twój ojciec pewnie wiele mógłby nam powiedzieć na ten temat.”

“Sal, a jeśli Severus się nie obudzi? Jeśli Angriff zniszczył mu umysł albo coś! Przecież bredził!”

“Nie wiem.” – szepcze Salazar. „Powinienem znać odpowiedź na to pytanie, ale nie wiem.”

“Wiesz, kiedyś go nienawidziłem, a teraz zaczynam za nim tęsknić.”

„Bo wreszcie zobaczyłeś go w innym świetle.” – odpowiada Salazar. „No i przecież niełatwo rozciąć więzy krwi.”

Harry wpatruje się w nieprzytomnego Snapea i sam nie wie, co właściwie czuje. Kiedyś nienawidził tego człowieka – ale jak można nienawidzić kogoś, kto cię uratował? Własnego ojca?

A co z Avadą, której niedawno użył? Nazywał Severusa i Lucjusza “mordercami”, a zrobił to samo. No, może nie dokładnie to samo, ale teraz bardziej rozumie, co oni myśleli i czuli, wrzeszcząc zabójcze słowa. Jak może nienawidzić Malfoya, który tyle razy go uratował? Pomógł mu z systemem? Bez niego nawet nie dotarłby do tej komnaty! Skończyłby w łapach Godryka!

Jak teraz ma ich oskarżać, po tym wszystkim, co zobaczył?

Aurorów zabawiających się okrutną magią.

Syriusza, który o mało nie uderzył go Niewybaczalnym. Syriusza, który nie daje znaku życia. Zależało mu tylko na Potterze, na dziedzicu, na nazwisku.

Śmierciożerców, wykazujących się taką odwagą i lojalnością, o jaką nigdy by ich nie podejrzewał.

Półdzikie Psy, jedyni ludzie, których obchodziło powstrzymanie Angriffa. Knot nie ruszyłby tyłka, gdyby Malfoy go nie przekupił.

Jak w takim świecie można kogokolwiek osądzać? Nie ma Dobra ani Zła, nie ma Światła ani Ciemności... Nic nie jest całkiem czarne ani białe; istnieją tylko różne odcienie szarości. Malfoy był rasistą, mordercą i intrygantem, ale zrobił wszystko, by ocalić swoje dziecko. Crouch był praworządnym obywatelem i wrzucał ludzi do Azkabanu bez sądu a dla kariery wyrzekł się syna. Można być wcieleniem zła, nienawidząc zła. Czemu to musi być takie skomplikowane?

Co teraz? Ta bitwa wszystko zmieniła. Jak ma wrócić do Rona i Hermiony, do normalnego życia, kiedy musi to wszystko utrzymać w tajemnicy? Bliżej mu teraz do Aurorów i Psów, nawet do Śmierciożerców, niż do innych uczniów. Zadumę Harryego przerywa niski, dziwny głos:

Diament tnie się diamentem
Stal pęka pod ciosem stali
Kieł łamie się o kieł
Ciemność zabije Ciemność.

Dziedzic sam wychował sobie wroga
A drugiego sam uwolni
I znów się połączą
I popędzą przez las.


“Sal, o czym ty gadasz?” – szepcze Harry i natychmiast otrzymuje odpowiedź.

O odwadze Gryfonki
Przebiegłości Ślizgona
Bieli i Czerni
Kobiecie i mężczyźnie
Wiedźmie i czarodzieju
Ciele i Krwi
Diamencie i Szmaragdzie


„O co w tym chodzi, Sal?”

„Nie wiem. Przyszła mi do głowy po raz pierwszy wtedy, kiedy Severus zapytał, kto pokona Voldemorta.”

„Szmaragd i diament?” – powtarza Harry, patrząc na Snapea. „Przecież szmaragd to on!”

„Tak, Woda to jego Żywioł.” – Sal uśmiecha się smutno – „Ale nie mamy pewności, że chodzi o niego. Nie on jeden nosi szmaragd.”

„Ale to niemożliwe! Jak dwoje ludzi ma to zrobić?! Pięciu było potrzebnych, żeby wykończyć Angriffa.”

„Nie wiem, Serp. Myślałem o czarodzieju i wiedźmie, którzy wspólnie użyją Anima Deletrio... Ale może wcale nie chodzi o to, że mają go zabić? „Pokonać” a „zabić” to nie to samo. Daj mi się skoncentrować… Może oni tylko ruszą lawinę, a Voldemorta zabije kto inny? Wiesz, czasem mi się wydaje, że on w końcu sam się zabije, jego własna moc go po prostu rozszarpie. Nie wiem, choć powinienem. Może jeszcze jest kilka możliwych wyjść z sytuacji? Przyszłość nie jest z góry określona; to zbiór możliwości. Niektóre rzeczy muszą się wydarzyć, ale o wiele spraw można jeszcze rozwiązać na różne sposoby. Coś się zmieniło, ale nie mogę się zorientować, co... Ważna decyzja...

Draco dormiens nunquam tittilandus

Smok, uśpiony przez lata
Otworzył ogniste ślepia
Jego ryk wstrząśnie Albionem

Draco dormiens nunquam tittilandus

Zrywa łańcuchy, rozpościera skrzydła
Rozbija w proch strach i kłamstwa
Już go więcej nie więżą.

Draco dormiens nunquam tittilandus

Otworzył drzwi prawdy
Straszniejszej niż śmierć
Nie wybaczy zdrady

Draco dormiens nunquam tittilandus

Zdrada za zdradę, zemsta jest słodka
Kto kradnie najcenniejszy skarb
Spłonie w smoczym ogniu

Draco dormiens nunquam tittilandus
Draco dormiens nunquam tittilandus
Draco dormiens nunquam tittilandus


Tym razem Harry naprawdę nie wie, o co chodzi...

„Chyba” – Carmen, która właśnie weszła, zaczyna się głośno zastanawiać – „Ktoś został zdrajcą. „Uśpiony przez lata” – może długo nie zdawał sobie sprawy z tego, że go oszukano? Ale teraz już wie i nie wybaczy nielojalności. ”

“Ale czemu Smok?”

„Jeśli przepowiednia opisuje kogoś jako zwierzę, może chodzić o formę Animaga, imię, nazwisko, herb, ulubione zwierzę i tak dalej.” – wyjaśnia Salazar. „Jak widzisz, często niełatwo powiedzieć, o kogo chodzi. Na przykład Profesor Dumbledore byłby chyba feniksem albo trzmielem. Twoja mama zawsze była jednorożcem.”

„Nie możesz powiedzieć niczego dokładniej?”

“A chciałbyś tego? To chyba dobrze, że Los zostawia nam jakieś pole manewru, nie sądzisz?”

Harry zaczyna chodzić po pokoju; jego wzrok pada na okno. Ktoś idzie do zamku. Tego koloru włosów nie ma chyba nikt inny...

„Weasleyowie? Co oni tu robią?”

“No, walczyli.” – odpowiada spokojnie Carmen.

„I co? Nic się im nie stało?!”

“Idź, spytaj Meinherr Pitbull; ona się zajmuje liczeniem strat.” – wzdycha Carmen. „Będzie wiedzieć.”

“Gdzie ją znajdę?”

„Zaprowadzę cię do niej.” Pitbull, blondynka koło czterdziestki, spogląda na Harryego swoimi oczami o kolorze wyblakłego błękitu.

“Kogo szukasz?” – pyta zmęczonym głosem.

“Weasleyów. Pięciu braci.”

“Weasley…” – mruczy do siebie Pitbull, stukając różdżką w czerwony zwój pergaminu. „Lista rannych” – wyjaśnia krótko. „Weasley… Charles. Oparzenie po smoczym ogniu, nic poważnego. Frederic… Dostał przekleństwem Pazura, ale nasze konowały już go wypuściły…” Harry wzdycha z ulgą. “Nie ciesz się tak, mały.” – warczy Pitbull w bardzo psi sposób, biorąc do ręki czarny zwój.

„Zabici.” – szepcze Harry.

„Zgadłeś. Usiądź i chlapnij sobie trochę wina, mały. Weasley... Przykro mi.”

„Kto?”

“Perceval. Nundu.” – warczy Pitbull z wściekłością. „Zdrajcy, złamali rozkazy! Wielu z nas zginęło przez ich głupotę! Żebym mogła dorwać ich dowódcę, pożałowałby, że się urodził! Nie wybaczę mu moich ludzi, nigdy, przez dziesięć następnych wcieleń!”

Harry wychodzi z komnaty, czując się, jakby ktoś dał mu kopniaka w żołądek.

“Tak to zawsze wygląda.” – Carmen próbuje go pocieszyć. „Zawsze. Czarna i czerwona lista. Chodź, wyjdźmy na zewnątrz.” Świeże, zimne powietrze trochę go orzeźwia.

“Co oni robią?” – pyta Harry, wskazując na Psy, zgromadzone na brzegu jeziora.

“Pogrzeby. Po Psiemu.” – wyjaśnia cicho Carmen. „Zresztą wielu innych też tak robi, nawet niemieccy i francuscy Aurorzy.” Kiedy podchodzą bliżej, Harry zauważa drewniane okręty, zacumowane przy brzegu. Są długie, a ich dzioby ozdobiono łbami smoków, wyrzeźbionymi z czarnego drewna.

“Ciała zmarłych są na pokładach. Statki – Drakkary, to znaczy Smocze Okręty są załadowane sianem i innym łatwopalnym materiałem. Wypuścimy je na środek jeziora i podpalimy.” – wyjaśnia im Freja.

“Dlaczego?” – dziwi się Harry.

„Żeby nic nie pozostało. Czego nie pożre ogień, pochłonie woda. Niech nic nie pozostanie. Nic.” Freja milczy przez chwilę. „Tam jest moja najlepsza przyjaciółka.” – wskazuje Drakkar ruchem głowy. „Miała na imię Milicenta.”

“Tak mi przykro.” – szepcze Harry.

„Normalka, nie?” – odpowiada cicho Freja. „Koło życia znów się obróciło... Za czterdzieści dni jej dusza znajdzie sobie kolejne ciało i wszystko zacznie się od początku. Historia znów się powtórzy. Creator dał jej życie a Deletrix odebrała, ale on da jej żyć po raz kolejny. Tak już jest.”

“To smutne.”

“Taki już los żołnierza.”

Podchodzą bliżej. Kapłanki już rozpoczęły śpiewy; wiele Psów, Widm i Aurorów dołącza do nich, a na samym końcu rozbrzmiewają niesamowite głosy Inwokerek. Drakkary, Smocze Statki, odpływają od brzegu jeden za drugim, zatrzymują się na środku jeziora i wybuchają płomieniami, zmieniając się w słupy ognia. Płoną jak gigantyczne pochodnie, strzelając iskrami w ciemne niebo. Harry wpatruje się w szalejące płomienie i ich odbicia, tańczące na gładkiej, czarnej powierzchni jeziora. Pierwszy ze statków przechyla się i z sykiem, powoli, pogrąża w głębinach, za nim następny, potem jeszcze jeden... Niech nic nie pozostanie. Nic nie pozostało z jego życia; Deletrix, Pani Zniszczenia, zabrała mu wszystko. A może to była kapryśna Fortuna? A może po prostu ślepy Los? Z zresztą, czy to ważne? Jego życie, jak Drakkar, spłonęło na popiół i zatonęło w nicość.

Harry zostaje na brzegu nawet kiedy wszystkie statki już pogrążyły się w głębinach i patrzy na ciemną powierzchnię. W końcu jednak wraca do zamku w towarzystwie Frei. Cóż, nie ma tworzenia bez niszczenia. Stracił cały swój świat ale ma dzięki temu prawdziwą rodzinę. Może i nie jest to taka rodzina, o jakiej zawsze marzył, ale przecież rodzina, a trudno jest rozciąć więzy krwi. To rodzina pomoże mu wszystko odbudować. Odwieczne koło życia wykonało obrót. Wszystko zacznie się od nowa.

KONIEC