Ha, rozdzialik drugi!
UZDROWICIEL
Punkt widzenia Snapea
Aportuję się w Zakazanym Lesie. Wreszcie w domu. Opieram się o drzewo i powoli zsuwam na ziemię. Zamykam oczy; słońce mocno dziś świeci. Wdycham piękny zapach lasu: słodką woń żywicy, gorzką ziół. Poznam każda roślinę po samym zapachu. Chwytam z nozdrza mocny zapach Jednorożca – przechodził tu kilka minut temu, nie więcej. Za nic nie skrzywdziłbym Jednorożca ale sama myśl o jakimś zwierzęciu przypomina mi, że nie jadłem od dobrych 50 godzin. Głupota byłoby jeść przed taka nocą... Dałbym wszystko za wielki, soczysty stek. Zapomnij, Sev, najpierw muszą cię zbadać, czy nie masz obrażeń wewnętrznych. Wsłuchuję się w dźwięki lasu, tak odmienne od wycia, okrutnego śmiechu i przekleństw. Tak, trzmiele, śmieszne, puchate trzmiele. Cichy szmer strumienia – niech mnie, woda. Chce mi się pić jak diabli. Gdzie Albus? Powiedział, że będzie na mnie czekać.
“Severusie!” Słyszę szybkie kroki. Nie, to nie Dumbledore. Czemu wysłał wilkołaka?! Wiem, ma inne obowiązki i nie mógł tu tyle na mnie czekać, ale dlaczego Lupin?! Przyznaję, wierzę w jego lojalność – w końcu widziałem Pettigrewa na własne oczy. A gdybym o tym zapomniał, kilka wielkich siniaków, które zostawiły jego okute żelazem glany odświeży mi pamięć, przypomni mi, że ten śmieć powrócił ale i tak nie znoszę Lupina! Pewnie, to nic w porównaniu z moją nienawiścią do Voldemorta, ale zawsze... Nie znoszę, kiedy ktoś mnie widzi, gdy jestem ruiną czarodzieja. Nienawidzę, gdy ktoś widzi moja słabość. Nie chcę dać mu satysfakcji! “Severusie” – jego głos jest cichy i łagodny, tak różny od ostrych, okrutnych głosów, których musiałem słuchać całą noc. Lupin klęka przy mnie. Patrzę na niego i ze zdziwieniem stwierdzam, że w jego błękitnych oczach nie ma ani odrobiny satysfakcji. Widzę w nich tylko szok, strach i współczucie. Cholera. Czy wyglądam tak, jak się czuję? Nie znoszę, jak wróg mi współczuje.
“Nie dotykaj mnie!” To miał być mój najlepszy ponury warkot ale wyszło z tego tylko ciche chrypnięcie.
„Mam rękawice.” Znaczy, że wie. No pewnie, zna się na tyle na magicznych stworzeniach, żeby się zorientować. „Alfa czy Beta?” Nie odpowiadam. „To ważne. Mógłbym ci pomóc zaklęciem, a nie chcę zrobić ci krzywdy.” Fakt, Alfy i Bety różnią się tak bardzo, że aż dziwne, że ludzie uważają nas za jeden gatunek. Różnie reagujemy na magię.
“Alfa.” Uciekniesz, Lupin? Znów mnie zadziwia; nawet się nie odsunął. Wyciągnął różdżkę i wycelował mi w serce. Nie znoszę tego; nienawidzę kiedy ktoś to robi kiedy jestem bezbronny. Pewnie wie, jak zabić Alfę, on naprawdę zna się na magicznych istotach. Z pewnością zna też parę przekleństw i paskudnych zaklęć. Zemsta jest słodka a ja dobrze wiem, jak mu dokuczałem dwa lata temu. Zamykam oczy – mam dość patrzenia na lecące przekleństwa.
“Anestathe” Punkt dla ciebie, Lupin. To by nie zadziałało, gdybym był Betą. Czar natychmiast powstrzymuje ból. Nie spodziewałem się tego; za dużo widziałem ludzkiego zła, żeby uwierzyć w ludzką dobroć. Prawie już zapomniałem jak to jest, kiedy nic nie boli. Aż mnie cofnęło, kiedy mnie dotknął. Nienawidzę kiedy ktoś mnie dotyka, gdy się tego nie spodziewam. Tylko Dumbledore może mnie dotykać. „Spokojnie” – szepcze Lupin, wycierając mi twarz mokra chusteczką. Jest bardzo delikatny; patrzę na niego i widzę w jego oczach tyko troskę i współczucie. Raczej bym się spodziewał, że Lord mi daruje. Przecież facet musi mnie nienawidzić! Dobra, ja bym mu też pomógł, gdyby Albus mnie o to poprosił, ale nie byłbym taki miły! Wyczarował szklankę wody i mi ją podaje.
„Nie udawaj świętego.” – mruczę.
„Nie udawaj durnia, Severusie” – odpowiada ze spokojem. Nie rozumiem go. Powinien wykorzystać sytuację! „Pij” – wmusza mi trochę wody. Jest taka zimna i świeża... Byłem w piekle tej nocy; teraz muszę być w raju. Woda...
Lily.
Zrobiła to samo po naszej pierwszej walce ze Śmierciożercami. Wiedziała już wcześniej, że jestem Alfą, a tamtej nocy dowiedziała się, że jestem Księciem Ciemności ale mnie nie odrzuciła. O nic mnie nigdy nie oskarżała. Nie była zła nawet o to, co zrobiłem w noc narodzin jej syna, a wielu by tak zrobiło. Pozwalam Lupinowi lewitować mnie do zamku bez dalszych protestów. Dlaczego w zasadzie tak go nienawidzę?
Koniec punktu widzenia Snapea
Punkt widzenia Drakona
Wreszcie w domu. Domu! Mój dom jest w laboratorium eliksirów, a tam pewnie już nie wejdę. El Diablo musi mnie nienawidzić, tak jak nas wszystkich, a ja muszę z nim porozmawiać, powiedzieć, że ja tego nie chciałem. Chcę mu powiedzieć, co się stało w nocy, to było bardzo dziwne. Coś dziwnego się ze mną ostatnio dzieje. Muszę się z nim zobaczyć, ale tak, żeby Luc i Narcyza się nie dowiedzieli. Stoję pod prysznicem, szorując się szczotką, ale ciągle mi się wydaje, że jestem brudny. Woda mi nie pomoże. Pieprzony Znak! Wyciąłbym go nożem, ale wiem, że to nic nie da; będzie tu na zawsze. I to ze mnie zrobili moi rodzice - piętnastoletniego mordercę, sługę psychopaty. Czuję się tak, jak musiał czuć się Profesor Snape, kiedy zdecydował się zostać zdrajcą. Nigdy nie przypuszczałem, że możesz ci się wydawać, że jesteś tak brudny.
W końcu zakręcam wodę i spoglądam w lustro, żeby się uczesać. Nic. Zamrugałem oczami. Nie ma odbicia. Niemożliwe. Dotykam lustra, ale wciąż nic nie widzę. Nie. Patrzę na podłogę i zauważam, że nie rzucam cienia. Nie jestem... Nie mogę być. Nie mogę!!! Ale cienia i odbicia dalej nie ma. Muszę pogadać z Profesorem Snapem, choćby miał mnie wyrzucić zaklęciem z pokoju! Luc i Narcyza nie mogą się dowiedzieć. Dobrze, że następnego dnia wybrali się do Ministerstwa i zostawili mnie samego.
4 lipca
Aportuję się przy szkolnej bramie. Bycie dzieckiem Śmierciożerców ma tę zaletę, że nauczą cię trochę pożytecznej magii. Po prostu czuję, że El Diablo tu jest. Biegnę pustymi korytarzami do Skrzydła Szpitalnego. Przyspieszam, w życiu tak szybko nie biegłem. Musze go zobaczyć, muszę wiedzieć, czy wyzdrowieje. Nie zauważam Dumbledora i prawie się zderzamy. Chwycił mnie za ramię.
“Czeka na ciebie.”
„Dobrze się czuje?” Durne pytanie. Widzę, że Dumbledore zna prawdę. El Diablo mnie poznał i pewnie mu powiedział. No nie. Dumbledore nic nie mówi, ale mam pewność, że wie. Zbliżamy się do drzwi Skrzydła Szpitalnego i zaczynam się bać. Jak mu spojrzę w oczy? Co mu powiem? Najlepiej by było, jakby mnie od razu przeklął. Dumbledore wpuścił mnie do środka i zamknął za mną drzwi. Zostaliśmy sami – Snape i ja. Siedzi na łóżku, ubrany w swoją zwykłą czerń i spokojnie czyta, jakby nic się nie stało. Popatrzył na mnie. Nie mogę wytrzymać tego spojrzenia, pozbawionego wszelkich emocji.
“Profesorze” – wychrypiałem. “Ja nie chciałem… Zmusili mnie…” Nie potrafię dłużej ukrywać emocji. Klęczę na podłodze i płaczę jak wariat. Snape podchodzi do mnie. Musieli użyć wielu czarów, żeby mu pomóc, ale widać, że nie jest z nim dobrze. Klęka przy mnie i mnie obejmuje. To musi go boleć, ale mnie nie puszcza. Teraz zupełnie się rozklejam; łapie go za koszulę i ryczę jak nienormalny.
Nie wiem, jak długo tak wyłem. Całą wieczność. W końcu jednak się uspokajam Profesor Snape mnie puszcza.
„Na piekło i niebiosa.” – szepcze, patrząc ze zdziwieniem na swoje dłonie, a potem na mnie. Rzadko się zdarza, żeby był tak zaskoczony. Podciąga rękaw i odwija bandaż. Aż mi się niedobrze robi na widok tej rany; z bliska wygląda to jeszcze gorzej, chociaż pani Pomfrey musiała już użyć magii. Snape wyciera mi policzek dłonią i przejeżdża nią po zranieniu. Gapię się ze zdziwieniem, patrząc, jak rana znika. „Uzdrowiciel. A więc to ty.” Nie rozumiem o co mu chodzi. Wyciąga różdżkę i mruczy jakieś zaklęcie, sprawiając, że się transformuję. Transfiguracja nie jest moją najmocniejsza stroną, ale wiem, że przemiana w zwierzę wymaga wiele pracy a ja to zrobiłem bez trudu. Snape przywraca mi ludzką postać.
“Profesorze, co?..”
„Jesteś Uzdrowicielem, Drako. To wielki dar.”
„Ja? Dlaczego?”
„Ty. Pomogłeś mi tamtej nocy, prawda? Dziękuję.”
“Jak? Ja tylko chciałem, żeby to się skończyło i…”
„I częściowo ci się to udało. Jesteś Uzdrowicielem, możesz leczyć, nawet na odległość.”
“Nigdy wcześniej niczego takiego nie zrobiłem.” Snape wstaje i gestem każe mi usiąść na krześle. Sam zajmuje drugie; patrzy na mnie z troską.
„Znałeś Atenę Malfoy?”
“Te starą dziwaczkę, która była Animagiem - sową?”
„Nie była dziwaczką” – odpowiada ostro – „ale wielką Uzdrowicielką. Wiele razy mi pomogła. Nawiasem mówiąc, była siostrą twojego pradziadka.”
“Nie wiedziałem o tym.”
„No oczywiście. Twoja rodzina zawsze odgrywała szacownych obywateli” – mówi z sarkazmem – „Więc nie chciała mieć nic wspólnego z kobietą, która otwarcie złamała z połowę wszystkich praw; siedziała nawet w Azkabanie. Ten dar jest w twojej rodzinie od wieków, przekazywany a pokolenia na pokolenie. Wiesz, czemu Malfoyowie się tym nie chwalą?”
„Nie.”
“Patrzyłeś ostatnio w lustro, Drako?” teraz rozumiem.
“Nie mam odbicia ani cienia, Profesorze.”
„Coś jeszcze?”
„Zmysły mi się wyostrzyły.”
“A więc?” Nie, niemożliwe. Moi rodzice nie są wampirami, a ja nigdy nie zostałem ugryziony. Gdyby to się stało, miałbym charakterystyczną bliznę. Zawsze fascynowały mnie te zagadkowe istoty i czytałem o nich więcej niż Granger. Wiem, że nie mogę być jednym z nich.
“Jestem wampirem?” Snape przytakuje.
“Kolejnym powodem” – mówi cicho – “dla którego twoja rodzina nie chciała mieć nic wspólnego z Ateną jest to, że jej dar uzdrawiania był związany z wampiryzmem. Mogła przekazać swój dar komuś ze swojego rodu i dając ci go, uczyniła cię wampirem.”
„Przecież mnie nie ugryzła!”
„Oczywiście” – spokojnie kontynuuje. „Niektórzy rodzą się wampirami, niektórzy stają się nimi po ugryzieniu, a niektórzy – to najrzadszy sposób – stają się nimi, bo otrzymali magiczny dar, powiązany z wampiryzmem.”
„Więc jestem wampirem.” – szepczę.
„Wampirem Alfa.”
“Będę wyglądał jak ci z książek?”
„O ile nie znalazłeś jednej z bardzo rzadkich Czarnych ksiąg, to czytałeś tylko o Betach. Alfy są o wiele rzadsze i ludzie na ogół nie wiedzą jaka jest różnica między nami a Betami. Bardzo się różnimy, Drako. Jedną z różnic jest to, że oni zmieniają się w nietoperze, a my w różne zwierzęta, na ogół magiczne. Wiesz przecież, jakim jesteś Animagiem, więc jesteś jednym z nas. Musisz być, bo Atena była Alfą. Muszę ci wyjaśnić, na czym naprawdę polegają różnice między nami i formą Beta. W książkach na ogół piszą, ze jesteśmy po prostu wampirzą arystokracją, ale to nie tak...”
Koniec punktu widzenia Drakona
Punkt widzenia Snapea
Cholera. Jest Alfą. Atena miała rację – wybrała jedynego Malfoya, który jeszcze ma serce. Nie wiem, co robić – ukryć go, czy zachęcić do szpiegostwa. Ministerstwo będzie nalegać na to drugie. Nienawidzę tych głupich, pozbawionych serca urzędasów – nie widzą, jakie to niebezpieczne. Pewnie, dla nich Śmierciożerca, do tego wampir to bestia bez serca i uczuć. Niech chłopak kłamie, zabija, cierpi i niech w końcu umrze, po wielu godzinach nieludzkiego bólu.
“Zaklęcie Fidelius mu nie pomoże.” – mówi Dumbledore.
„Czemu?”
„Bo nosi Znak. Voldemort i tak go znajdzie.” Racja, to spotkało Karkarowa.
„No to masz dwóch szpiegów, Albusie.”
„Zaryzykuje?”
„Jeśli nie możemy go ukryć a on nie chce dłużej mu służyć, to co ma robić? I tak Ministerstwo go zmusi.”
„Muszę ich poinformować, Severusie, dla dobra Drakona. Jeśli zbierzemy dowody, że jest zdrajcą, będziemy mieć o wiele większe szanse, że uratujemy go od Azkabanu.”
„A jego szanse na to, że skończy w lochach Czarnego Dworu też bardzo wzrosną.”
„Nie ucieknie przed Voldemortem, więc nie ma wyjścia.”
„Więc gra musi toczyć się dalej.” Dumbledore przytakuje. Martwi się tak jak ja, ale co możemy zrobić?
“Następny problem to jego wampirza transformacja. Zdaje się, ze wampirzy pokój znów się przyda. Pomożesz mu, prawda?”
“Oczywiście.” Jestem jedynym Alfą w Anglii. Musze mu wyjaśnić, co się z nim dzieje. Tak Alfy jak i Bety są niebezpieczne kiedy dorastają więc muszę go nauczyć kontrolować moc. „Ja miałem więcej szczęścia. Za moich czasów było w szkole troje z naszej krwi. Mogliśmy się wspierać.”
“Rowen Vogel też znał prawdę, jak sądzę, chociaż był człowiekiem.”
“I Lily Evans. Nigdy ci tego nie powiedziałem, Albusie, ale często mnie odwiedzała wtedy, kiedy było ze mną najgorzej. Była świetna z czarów i wymykała się z dormitorium Gryfonów, używając takiej magii, że nawet Filch nigdy nic nie zauważył.”
“Odwiedzała cię? To było bardziej niż niebezpieczne.”
“Wiesz, umiała nade mną zapanować. Nad każdym z nas trojga, nawiasem mówiąc.” Nieźle go zaszokowałem.
„Panowała nad tobą?” Przytakuję.
„Pamiętam noc, kiedy miałem tak okropny atak, że mnie przykułeś. Użyłeś magicznych więzów, bo stalowe kajdanki chyba bym rozerwał. Nawet innym Alfom nie pozwoliłeś ze mną zostać. Zostawiłeś mnie samego w tej klatce z moim bólem.” Często nazywałem wampirzy pokój „klatką”. – „ Wyłem i walczyłem z więzami. ” – nie wiem, po co mu to mówię. – „Tak się bałem i byłem taki samotny, myślałem, że umieram.”
„Nie wiedziałem, że sprawiam ci ból, Severusie.” – cicho odpowiada Dumbledore. „Dlaczego nic nie powiedziałeś?”
“A co by to zmieniło? Musiałeś zapewnić bezpieczeństwo uczniom. Zresztą nie każdy Dyrektor przyjąłby zwierzę do szkoły.”
“W Durmstrangu zawsze przyjmowano.”
„Ale izolowano nas od reszty dużo bardziej niż ty, nie mówiąc o tym, ze byli dla nas o wiele bardziej brutalni. Szczerze mówiąc, akceptowano nas tylko ze względu na Romanowów. Bano się konfliktu z tak potężnym rodem. A więc Lily przyszła do mnie i uspokoiła mnie. Reszta też się zjawiła.”
„Jak o zrobiła?”
„Nie wiem. Może udało jej się dlatego, że mnie kochała.”
„Biliście w sobie zakochani?” Uważaj co mówisz, Sev.
„Miałem na myśli przyjaźń, nie romans. Lily była Animagiem, Jednorożcem. Są stworzenia, których Alfa nie skrzywdzi, na przykład Jednorożce albo Feniksy i to jej pomagało mnie opanować. Musiała też używać magii.” Zaskoczyłem go. Animagowie to rzadkość, a Jednorożce uchodzą za niemożliwe, przynajmniej dla ludzkich czarodziejów, a Lily była przecież człowiekiem.
„To musiały być bardzo trudne czary, Severusie.”
„I Czarne” – śmieję się. O nie, żebra dalej mnie bolą. „Nielegalne, oczywiście, a nie złe. Jakoś potrafiła to zrobić. Wiesz, że niektóre zaklęcia działają lepiej, jeśli masz pozytywne podejście do drugiej osoby.”
„Ja nie czułem do ciebie niechęci, a nie umiałem tego zrobić.”
„Ale z pewnością mnie nie kochałeś. Albusie, tamtej nocy my, to znaczy nasza piątka, wymknęliśmy się do Zakazanego Lasu. Lily i Rowen poszli z nami polować.”
„Przepraszam?”
„Poszli z nami polować; Lily jako Animag, a Rowen na swoim Pegazie. Miał Thestrala, trzymał go w Lesie.”
„Zdaje się, że mieliście wiele tajemnic.” Nigdy nie zdradziłem ci największej z nich, tej, którą dzieliliśmy tylko Lily i ja. Byłbyś bardzo zły, gdybym powiedział ci prawdę. Mam nadzieję, że nie będę musiał... Chłopak ma 15 lat. To nie powinno się stać, ale nie mogę mieć pewności, dopóki nie przekroczy dwudziestki. Jak mógłbym powiedzieć prawdę dziecku, które mnie nienawidzi? To, że mnie nienawidzi z mojej winy jeszcze pogarsza sprawę. Nie, to się nigdy nie wydarzy. To niemożliwe.
“Wyrzuciłbyś nas wszystkich za to. Później, często razem polowaliśmy albo po prostu szaleliśmy po Lesie. Uwielbialiśmy wyścigi a Lily i ja zazwyczaj wygrywaliśmy.”
“Dosiadałeś Jednorożca?”
“Tak. Wielu czarodziejów dałoby wszystko za jedną przejażdżkę, a my mogliśmy to robić zawsze, kiedy mieliśmy ochotę. Zabawne, prawda? Ale Rowen wolał swojego Thestrala, Guerrę, a Nemi najczęściej biegała w swojej zwierzęcej postaci. Była niepokonaną sprinterką.” Albus potrząsa głową, zdziwiony.
„A ja myślałem, że to Huncwoci najwięcej rozrabiali, Severusie.” Nagle zauważam błysk zrozumienia w jego oczach.
Pierwsza Piątka
Dzieci Czarnej Magii
Czworo Jeźdźców
W służbie Władcy Ciemności
Nienawiść i chciwość
Pycha i uprzedzenia
Wśród nich rośnie Bazyliszek
Zdrajca o rozdwojonym języku
Przyniesie innym śmierć.
Druga Piątka
Dzieci Nokturnu
Pięcioro przyjaciół
Nie służą nikomu
Niemożliwa przyjaźń
Miłość, która nie powinna zaistnieć
Żyją w Ciemności
Światło rośnie w ich sercach
Lojalność mocniejsza niż śmierć.
Trzecia Piątka
Dzieci Nocy
Pięcioro o dzielnych sercach
W służbie Zamku
Miłość z nienawiści
Zaufanie z wrogości
Jedna krew, jedno marzenie, jeden cel
Żyją, by ujrzeć światło
Gdy skończy się noc
Recytuje te słowa. Ja też znam je na pamięć – to jedna z przepowiedni Nemi. Jest – była – wielka Wróżbitką. W przeciwieństwie do Trelawney naprawdę umiała przepowiadać przyszłość. „Teraz rozumiem, Severusie. Byliście drugą Piątką, jak sądzę.”
„Może. Pierwszą jest chyba Voldemort, Książęta i Księżne Ciemności. W moim herbie jest przecież Bazyliszek.”
„Nie tylko tam. Zastanawiam się, kto będzie trzecią Piątką. Żyją, by ujrzeć światło gdy skończy się noc... Myślisz, że chodzi o koniec Voldemorta?”
„Kiedy Książę Ciemności znów ocali Jednorożca
Kiedy dwa drapieżniki spotkają się w świetle księżyca
Kiedy Sleipnir i Feniks razem wzbiją się w powietrze
Wtedy Syn Węża będzie walczyć z Bazyliszkiem
Jednorożec porani jego ciało
Mngva rozszarpie mu gardło
Feniks wydziobie mu oczy
Sleipnir zmiażdży mu czaszkę
I skończy się noc
I nastanie dzień.”
Szepczę te słowa I obserwuje jego reakcję.
„To inna przepowiednia Nemezis?” Przytakuję. „Syn Węża” – mówi powoli – „Syn Węża... Severusie, jak to się stało? Dlaczego masz Bazyliszka w herbie? Myślałem, że to znak Romanowów.”
“Używamy zmodyfikowanego systemu hiszpańskiego, Albusie. Nosimy po dwa nazwiska, od obojga rodziców, ale nazwisko matki jest pierwsze. Moją babka była Morrigan Romanowa Sangre czyli jej matką była Romanowa a jej ojcem - Sangre. Może pamiętasz Morrigan, była Krukonką. Rodzina ją wydziedziczyła, bo, cóż, zdarzyło jej się złamać parę przepisów i była jakiś czas w Azkabanie. Podejrzewano ją nawet o kult Seth ale wyłgała się z tego. Wyszła za człowieka – Wolfiego Malfoya.
“ Pamiętam Wolfganga. Był Mistrzem Eliksirów, prawda?” Przytakuję.
„Jego własny brat wrobił go w morderstwo i Wolfie musiał uciekać z Anglii. On i Morrigan zostali psami wojny, Albusie. Zresztą, co mieli zrobić – byli bez grosza za to z piętnem ex-więźniów i niebezpiecznych przestępców. Mieli syna – mojego ojca Salazara. Salazara Romanowa Malfoya, pół-człowieka, pół-Alfę. On z kolei ożenił się z Viperą Snape, która pochodziła z mugolskiej rodziny i była Alfą. Jako że nie było nikogo z prawami do herbu, to znaczy nikogo kto miałby matkę o nazwisku Romanow, odziedziczyłem herb ojca. To jest dozwolone, gdy nie ma prawdziwych dziedziców. Tak więc, zgodnie z naszym prawem, nazywam się Severus Serpens Snape-Romanow.”
“Vipera miała rodziców Mugoli? To czemu Voldemort przyjął cię w szeregi Śmierciożerców?”
“Była Mugolakiem i człowiekiem. Rodzice wyrzucili ją z domu gdy dostała list z Hogwartu. Wkrótce potem ugryzł ja nastoletni Alfa i jego rodzice ją adoptowali. Dali jej nowe imię. Voldemort nie wiedział o adopcji i myślał, ze jest czystej krwi. Zresztą my uznajemy, że więzy krwi są tak samo mocne jak więzy ciała. Naprawdę była Snape.”