Dla Michała - bo jest...
Ananke
Pojedyncza kropla powoli spływała w dół po policzku rzeźbiąc za sobą skomplikowaną ścieżkę, która tworzyła splątany wzór z poprzednimi śladami... a późnej powoli, jakby niechętnie spadła w dół... powiększając minimalnie szeroko już rozlaną na posadzce kałużę... kałużę krwi...
Przestał już liczyć mijające godziny. Choć na początku czuł każdą upływającą minutę... już nie potrafił powiedzieć, od jak dawna tu przebywa... dni, miesiące, lata... Jak długo wisi przykuty do ściany wpatrując się w ciemność... i jak długo będzie to jeszcze trwało. Oczywiście nie zawsze był sam. Codziennie, regularnie o tej samej porze pojawiali się ci, którzy mieli na celu przekonanie Go do swoich racji... stosowali do tego celu różne metody - począwszy na niezwykle wyrafinowanych torturach cielesnych, na najwyższej magii kończąc - a ból przez nią zadawany był o stokroć potężniejszy niż wszelkie odczucia wynikające z dręczenia ciała metodami konwencjonalnymi... Bo magia potrafiła trafiać w Jego najsłabsze miejsca. W miejsca tak głęboko ukryte w Jego duszy, ze sam do końca nie był pewien ich istnienia. Lecz oni byli - i potrafili te wiedzę wykorzystać. Codziennie... Misterium zadawania cierpienia trwało długo i pozostawiało Go w stanie na skraju życia i śmierci, kiedy jedyna myślą, która powinna przyjść Mu do głowy, to chęć jak najszybszego odejścia z tego świata. Lecz nie - było coś znacznie silniejsze od wszystkich stosowanych przez nich metod, coś co pozwalało Mu nadal trwać. Wiedział, że musi na Nią czekać - że Ona na pewno przyjdzie... nie ważne, kiedy, nie ważne w jaki sposób. Żył dla Niej i żył jeszcze tylko dzięki Niej - była tą siłą, która nie pozwalała Mu się poddać.
Skrzypnęły drzwi. Przez szparę wpadła wąska smuga światła. Nawet nie uniósł głowy. Czułby, gdyby... drzwi otworzyły się szerzej i weszła przez nie kobieta. Kontury jej sylwetki ostro rysowały się na tle jasności padającej z korytarza. Podeszła bliżej, wyszeptała jakieś słowo i całą komnatę wypełniła blada poświata, która wzmacniała się coraz bardziej, przeradzając się w końcu w jasny blask wychodzący jakby spomiędzy murów. Rozejrzała się wokół - nic się nie zmieniło od jej ostatniego tu pobytu - te same kamienne ściany i podłoga, ta sama, choć nie... nieco większa kałuża krwi u stóp uwięzionego mężczyzny. Podeszła bliżej.
- Gdzież się podziały twoje maniery? Nie potrafisz się już nawet przywitać?
Powoli uniósł głowę... była naprawdę piękna - burza rudozłotych włosów spływała jej aż do pasa stwarzając niezwykle efektowna ramę dla całej jej sylwetki której kształty były podkreślone obcisłą, szmaragdowej barwy suknią. Twarz o niezwykle regularnych rysach, szkarłatne wargi wygięte teraz w pogardliwym grymasie i szafirowe oczy ocienione długimi rzęsami... tak, nawet jak na elfkę odznaczała się wyjątkową urodą. Uśmiechnął się smutno.
- Oczekujesz Pani powitania... widujemy się przecież tak często.... czy już cię to nie znudziło... - wymawianie tych słów przychodziło mu z wyraźną trudnością. Każde z nich wywoływało ból... a jednak mówił... - Czy przyszłaś się ponownie napawać obrazem mego pohańbienia... czy widok tego, który kiedyś zajmował wśród elfów... powiedzmy dość wysoką pozycję.... teraz na kolanach i w łańcuchach... sprawia ci Pani perwersyjną przyjemność...
Ruch ręki tak szybki, ze wręcz nie do zaobserwowania. Głowa elfa zderzyła się ze ściana, opadła, lecz po chwili z wielkim wysiłkiem podniósł ja ponownie. Kolejna kropla krwi rozpoczęła swoja wędrówkę. Długo patrzył się na stojącą przed nim nie wypowiadając ani słowa. Ona tez nic nie mówiła. Wreszcie wyszeptał z wysiłkiem
- Wiesz, ze my, elfy tak łatwo nie umieramy... a ja umrę dopiero wtedy, gdy sam będę tego chciał... a nie chcę. A ty nie możesz mnie zabić... zabawna sytuacja, nieprawdaż... prawie mi Cię żal, Pani...
Wybiegła z komnaty. Nie zwracała uwagi na gwałtownie odsuwającą się pod ściany służbę. Szybko, jak najszybciej do wieży. Padła na łoże... przed oczyma widziała tylko jeden obraz - Jego twarz okolona czarnymi włosami zlepionymi krwią... Twarz w której niezmienione pozostały jedynie oczy - wciąż niesamowicie czarne i płonące jakimś wewnętrznym ogniem...
- Umrzyj... umrzyj wreszcie...Proszę umrzyj! - wykrzyczała w rozpaczy.
Pojawiła się w najczarniejszej godzinie nocy... w chwili tej zgasły wszystkie gwiazdy. W mrokach odwiecznej puszczy, na okolonej prastarymi drzewami, które pamiętały jeszcze początki świata polanie leżała zwinięta na miękkim kobiercu trawy wsłuchana w otaczającą ja zewsząd ciszę. Bo żaden szelest, najcichszy nawet szept nie zakłócił chwili Jej nadejścia. Wszystkie istoty zamieszkujące leśne ostępy zastygły w bezruchu... jakby w oczekiwaniu... jakby przeczuwały, jakie konsekwencje będzie miało wydarzenie, którego były świadkami. I trwały tak milcząc, a czas jakby się zatrzymał. Istniała tylko Ona - i nikt nie wiedział, jakie obrazy jawiły Jej się wtedy pod zamkniętymi powiekami. Ona, cisza i ciemność... Nagle gdzieś, w oddali rozległo się przejmujące wycie wilka. Otworzyła oczy i wiedziała już wszystko - w jakim celu tu jest, i co ma uczynić, by wypełnić swoje zadanie. I wiedza ta napełniła Jej serce bólem, lecz miała świadomość, iż inaczej nie może postąpić. Powoli wstała... i w tym momencie czas znów ruszył do przodu.
- Jak tam wizyta u naszego... gościa? Czy nadal nie chce iść na współpracę - cichy głos dobiegł gdzieś z kąta komnaty, z miejsca, gdzie nie dochodziło już światło świec, lecz i tak ciemność ta wydawała się być większa, niż gdyby wynikała z naturalnych przyczyn.Cichy szelest szat... i w krąg światła weszła postać odziana w długi, czarny płaszcz z kapturem zasłaniającym jej twarz - Widzę, że jesteś zawiedziona... a może zniechęcona? To by mi się nie podobało - wiesz przecież dobrze, jakie to dla mnie, dla nas ważne. Sama wszak pomagałaś mi szukać wszystkich części Przepowiedni i w znacznym stopniu przyczyniłaś się do jej odczytania i odpowiedniego zinterpretowania...
Usiadła na łożu spoglądając w stronę stołu zarzuconego starymi pergaminami. Potem jej wzrok utkwił w zasiadającej teraz w wygodnym fotelu postaci. Powoli, jakby mechanicznie zaczęła mówić
-Tak, Wielka Przepowiednia głosząca zakończenie odwiecznej walki Dobra ze Złem. Mówiąca o tym, że wkrótce już nadejdzie czas, gdy przedstawiciele Światła i Ciemności spotkają się w czasie Ostatniego Pojedynku i ten, który zwycięży obejmie władze nad Światem...
-Mniej więcej tak właśnie to brzmiało, oczywiście po pozbyciu się tych wszystkich zupełnie niepotrzebnych ozdobników dotyczących Losu, Przeznaczenia i innych tego typu bzdur. I pominęłaś, jak zwykle zresztą mój ulubiony fragment mówiący o tym, co zdarzy się, gdy wygrają Siły Mroku - bo wiemy przecież, ze jest to jedyna alternatywa. Nigdy nie wspominasz o krwi, która zaleje cały świat, o tym, ze ludzie będą cierpieć i umierać z moim imieniem na ustach i ku mojej chwale - jego głos potężniał. Powoli podniósł się i podszedł do siedzącej na łożu elfki. Ujął jej rękę w nadgarstku. Skrzywiła wargi - Tak, wiem, ze boli... i wiem, ze pozostaną ślady - przecież już nie jeden raz przekonałem się, jak delikatną masz skórę. Ma boleć - żebyś pamiętała, że mi nie wolno się sprzeciwiać - nawet w takich drobiazgach, jak dokładne i szczegółowe przytaczanie tego, co chce usłyszeć. Martwi mnie ten twój opór, droga Elaine... nie rokuje to zbyt dobrze na nasza dalsza współpracę...
Wyraz bezgranicznego przerażenia na jej twarzy. Uspokajająco poklepał ją po policzku
- Ależ nie obawiaj się , nie powiedziałem przecież, ze już zrywam nasz, jakże interesujący związek... to tylko małe ostrzeżenie - tak na przyszłość, żeby głęboko zapadło Ci w pamięć... Wiec co jeszcze pominęłaś... jakiż to drobny fragmencik przepowiedni umknął Twojej uwadze?
- Istnieje Obrońca... Ten, który ma strzec przedstawiciela Jasności...który...
- Tak, wiemy dobrze, co on jeszcze ma robić. Ale ta drobna przeszkoda została już skutecznie wyeliminowana. I to dzięki Tobie... swoją drogą nie spodziewałem się, że jesteś taka zdolna. Sposób, w jaki najpierw zwróciłaś na siebie jego uwagę... jak zgrabnie potrafiłaś prowadzić rozmowę, tak by poczuł się zaintrygowany Twoja osoba ... i zgodził się przyjąć Twoje zaproszenie... Niezwykle zręcznie zwabiłaś go do tego zamku i te metody, jakich wtedy użyłaś mające na celu jedynie to, aby zagłuszyć jakiekolwiek obawy, które mogłyby przyjść mu do głowy... tak, to wzbudziło mój głęboki podziw dla Twoich umiejętności. Bo oprócz warunków - tu powoli zlustrował całą jej sylwetkę, a Elaine poczuła jakby zimna dłoń przesuwająca się po jej ciele - Oprócz, jak rzekłem odpowiednich warunków trzeba tez umieć myśleć. A ta cecha zdarza się bardzo rzadko wśród przedstawicieli waszego dumnego gatunku, pomimo ze twierdzicie, iż posiedliście całą wiedzę, jaka była dostępna, a także i część tej niedostępnej... Ty jesteś zdecydowanie wyjątkowym okazem - inaczej zresztą bym Cię nie wybrał. Ale pamiętaj - jeden błędny krok i zrozumiesz, co znaczy mój gniew...
- Ale dlaczego... skąd pewność, ze to właśnie on jest Obrońcą....
Śmiech... odrzucił głowę do tyłu w śród kolejnych wybuchów złośliwego chichotu i w tym momencie kaptur zsunął się odsłaniając jego twarz. Twarz, która może w ogólnym zarysie przypominała elfią, lecz blada, wręcz o zielonkawym odcieniu skóra... i płonące na czerwono oczy... nie, to na pewno nie był elf...
- Moja zabaweczka wątpi, czy potrafię rozpoznać Obrońcę... cóż za przedni żart! Jeszcze nie doświadczyłaś w dostatecznym stopniu dowodów na moja potęgę i władzę? A może za tymi wątpliwościami kryje się coś innego... Tak, to byłoby szalenie interesujące... o tak.... a więc nie wydawało mi się... powiedz mi Elaine, od jak dawna go kochasz?
Zerwała się z łoża i stanęła naprzeciw niego ze wściekłości zaciskając dłonie w pieści
- Skąd mógł Ci przyjść do głowy tak niedorzeczny pomysł, ze mogę kochać tego... ten ochłap mięsa przykuty do ściany, w którym tlą się już jedynie resztki życia! Myślałam że wiesz, iż posiadam znacznie lepszy gust!
- O tak, na pewno myślałaś... wybacz, że śmiałem wątpić... Więc może w ramach... nie, nie dowodu, ale może potwierdzenia twych słów udamy się teraz na dół i własnoręcznie, a raczej za pomocą twej własnej magii pokażesz mi, jak wiele jeszcze cierpienia potrafisz zadać temu.... jak to ujęłaś... ochłapowi... Wiem, że do tej pory tego typu sprawy pozostawiałaś swojej służbie, ale mam wrażenie, że ostatnio się nudzisz... Będzie to więc, mam nadzieje miłe urozmaicenie...
Skierował się do drzwi ... poszła za nim z kamienna twarzą... i przerażeniem w oczach... błagając wszystkie moce, by się nie odwrócił, bo w tym momencie nie potrafiłaby już kłamać...
Równina oświetlona bladym blaskiem wschodzącego księżyca...dziwne ruchome cienie rzucane przez gdzieniegdzie rosnące krzewy... Delikatny oddech wiatru, zbyt słaby, aby mógł osuszyć pot spływający z Jej czoła... długo biegła, a przed nią pozostała jeszcze daleka droga. Nagle poczuła to... Stanęła gwałtownie .Uniosła w górę ręce, jakby chciała coś ochronić i jednocześnie odepchnąć... z twarzą uniesioną ku srebrnej tarczy krzyknęła, w a w Jej głosie czuć było ból i cierpienie całego świata... lecz głównie Jego ból. Krzyczała długo, lecz nie przyniosło Jej to ulgi... wiedziała, że nic jej nie przyniesie... Gdzieś oddali dołączyło pojedyncze wycie, za nim drugie i po chwili kolejne.... Wilki... one jedne wiedziały i rozumiały... i teraz dołączały swoje głosy do Jej wołania chcąc Ją wesprzeć, choć i one miały świadomość, ze nic to nie da... jedynie cień przekonania, że nie pozostała sama... że zawsze będą z nią...
Kolejny dzień... który z kolei... nie wiedział... i czy rzeczywiście był to dzień, czy noc... Kolejne krople krwi.... Myślał, ze nie przeżyje ostatniej wizyty - że wreszcie zmusza go do podjęcia tej jedynej decyzji... lecz okazało się, że jest silniejszy, niż Jemu samemu się wydawało... może dlatego, że czuł, iż nadchodzi czas....
Był pewien, ze drzwi są zamknięte, a oprócz zwykłych zamków chronią je także zawiłe sploty magii. Ale Ona tu była... stała przed nim... i wiedział, ze czekanie się skończyło
- Przyszłaś - rozbite wargi sprawiały, ze słowa były prawie nie do zrozumienia. Lecz Ona zrozumiała.
- Przecież zawsze wiedziałeś, ze przyjdę - Jej głos....cichy jak szelest opadających liści...jak pierwszy powiew wiatru... jak... - Wybacz... wybacz, ze trwało to tak długo...
Podeszła do niego. Pod Jej dotknięciem łańcuchy rozpadły się w pył. Podtrzymała Jego osuwająca się postać... nigdy by się nie spodziewał, ze w tak kruchej istocie może drzemać taka moc... lecz biorąc pod uwagę fakt, kim była.... Delikatnie ułożyła Go na posadzce i przyklęknęła obok...
- Czy... chciałbym wiedzieć jedno... dlaczego właśnie ja?
Popatrzyła Mu prosto w oczy... z wielkim, przeszywającym smutkiem
- Nie wiem... nie wiem, czemu właśnie Ciebie wybrano... Nie znam do końca mocy, które nami kierują. Los, Przeznaczenie, nazwij to jak chcesz... Wiem tylko jedno - zrobiłabym wszystko, aby Ci tego oszczędzić... I mogę obiecać Ci tylko jedno - już nie będziesz musiał cierpieć dłużej...Nigdy więcej...
Mówiąc to powoli wyciągnęła zza pasa srebrny sztylet... Pojedyncza kropla powoli spływała po policzku by w końcu oderwać się i spaść na jego twarz zmazując skomplikowane linie rysunku stworzonego przez krew... Później pochyliła się by po raz pierwszy i ostatni pocałować stygnące już wargi... i tak trwała... równie zimna i nieruchoma jak On...
Potężna siła spowodowała, iż drzwi rozpadły się na tysiące kawałków. Do komnaty wpadła zakapturzona postać, a tuz za nią wsunęła się Elaine. Jej Pan już wcześniej czuł niepokój, był świadom, ze chwila Ostatecznej Bitwy jest już bardzo blisko... że Wysłannik Światła nadchodzi. Lecz nawet on nie potrafił zrozumieć, w jaki sposób ominął wszystkie tak zmyślanie zastawione pułapki, jak przekroczył uczynione za pomocą magii bariery zarówno te, które miały go zatrzymać, jak i te, których zadaniem było jedynie informowanie o jego nadejściu... żadne z nich nie zadziałały... Jak dostał się do tej najbardziej strzeżonej komnaty... i co uczynił...
Leżące ciało elfa... klęcząca, pochylona nad nim postać... nie zwracająca najmniejszej nawet uwagi na przybyłych... Czas mijał... Elaine czuła jakby namacalnie przesypujące się jego ziarna... aż w końcu klęcząca postać uniosła się powoli i odwróciła w ich stronę... a wtedy elfka przeżyła szok... bo ujrzała jakże jej znajomy obraz... twarz okoloną czarnymi włosami zlepionymi... krwią? Identyczne rysy.... i zamknięte oczy... których powieki powoli zaczęły się podnosić i wtedy... bez źrenic i białek - dwa jeziora roztopionego srebra... czuła, ze nie powinna się w nie patrzyć, bo kryły w sobie głębie... nie miały kresu...
- A więc jestem... tak, jak głosiła Przepowiednia - odezwała się cichym głosem Ta, która przybyła
- Cóż, miałem nadzieje, ze Dobro wystawi godnego mnie przeciwnika.... ale zawiodłem się... Kobieta... a raczej dziewczyna... lecz w końcu kogo mógłbym się spodziewać... te Moce zawsze kierowały się dziwnym poczuciem honoru, którego nigdy nie potrafiłem zrozumieć... szkoda - myślałem, że nasza walka będzie bardziej interesująca, a widzę, że pozostało mi jedynie zgnieść cię jednym ruchem ręki... jak robaka... Tak, dokładnie przeanalizowałem Przepowiednie... jak widzisz poczyniłem też pewne kroki, aby na początku już mieć przewagę Twój dzielny Obrońca... mający za zadanie ochraniać cię przed wszelkimi niebezpieczeństwami! Cóż - leży sobie i chyba właśnie zdycha... jakże mi przykro!
- Już nie zdycha - jakby zmienił się Jej głos. Był nadal cichy, lecz czuło się w nim moc. Dopiero teraz spojrzał na trzymany przez Nią sztylet... ciemny od krwi. Po raz pierwszy poczuł, ze do jego ściśle ułożonych planów wkradł się nieprzewidziany element...
- Jak to... ale przecież...Miał być Twoim Obrońcą...
- I był nim... wykonał swe zadanie najlepiej, jak to było możliwe. Postąpił tak, jak należało postąpić... aby słowa Przepowiedni sprawdziły się jak najdokładniej... Widzisz, czasami nie powinno się omijać pewnych, zadało by się niepotrzebnych ozdobników... Może wtedy zrozumiałbyś, ze oprócz sił Dobra i Zła istnieje jeszcze jedna Potęga, która z zasady bardzo rzadko się wtrąca... jedynie w sytuacjach, gdy uzna to za konieczne... gdy ktoś złamie pewne reguły, które nie powinny były być łamane... Tak, widzę, że zaczynasz rozumieć... Los, Przeznaczenie... niektórzy nawet nadali Jej imię, by móc się do Niej zwracać osobiście...ci, którzy odważyli się jej szukać... Czy gdzieś, w głębi twego umysłu nie zapala się światełko rozpoznania na słowo Ananke... Tak... pamiętasz... jednak, pomimo wszystko pamiętasz...
Nic nie stanie się tak, jak myślałeś, że może się wydarzyć... nie będzie żadnej Ostatniej Bitwy... rozgrywki pomiędzy siłami Światła i Ciemności...nie będzie Ostatecznego Zwycięstwa...nikt nie zapanuje nad światem...
Uśmiechnął się szyderczo
- Tak, nie będzie żadnej Ostatniej Bitwy. Bo, jak już mówiłem, nie jesteś godnym mnie przeciwnikiem. Po prostu cię zabiję, a wtedy cały Świat będzie mój. Jakie to miłe, łatwe i przyjemne!
Była taka szybka... W jednej chwili stała, patrząc na niego, później wzrok jej przeniósł się na Elaine... i elfka poczuła jakby żal... Ona jej żałowała! Następnie spojrzała na zwłoki elfa. Na Niego patrzyła najdłużej, jakby na zawsze chciała zapamiętać każdy szczegół Jego twarzy... jakby ten właśnie obraz pragnęła zabrać ze sobą... A potem, tak szybkim, ze wręcz niedostrzegalnym ruchem uniosła sztylet... W chwili, gdy umierała... gdzieś z oddali, prawie na granicy słuchu dobiegło żałobne wycie wilków...
Stał jak sparaliżowany... to nie tak... to miało być zupełnie inaczej... Nagle poczuł, że gdzieś, od środka szkarłatny płomień, który dał mu życie zaczyna gorzeć coraz mocniej... Ból... przeszywający ból... próbował zebrać całą swą potęgę, wszelkie umiejętności w dziedzinie magii, aby powstrzymać ten proces... lecz był za słaby.... Zaczął zwijać się pod wpływem wciąż potężniejącego cierpienia... nagle w jego głowie zaświtała pojedyncza myśl... że gdyby ktoś podzielił się z nim swa własna mocą, może byłby w stanie zatrzymać jeszcze szalejący w nim ogień. Ostatkiem sił wyciągnął rękę w kierunku Elaine... a ona... patrzyła na niego zafascynowana... Jeden krok do tyłu... kolejny... i jeszcze jeden... coraz szybciej... Wybiegła z komnaty... Nie czuła nic... nie myślała nic...pustka...tylko pustka i te oczy o srebrnym blasku...
Cisza... martwa, bo i nikt żywy nie pozostał w komnacie. Na twarzy elfa malował się od tak dawna oczekiwany spokój... Spalone i skurczone zwłoki należały kiedyś do tego, kto wierzył, że będzie rządzić całym światem... i srebrny sztylet pokryty zaschniętą krwią... Ona odeszła w najczarniejszej godzinie nocy...